Kopacze złota? A może hieny…

str-11-kopacze

To jedno jedyne zdjęcie zbulwersowało opinię publiczną, zaś w mediach prawicowych wywołało najpierw wzburzenie, a zaraz potem atak na dziennikarzy, którzy je opublikowali . Fotografia była ilustracją reportażu Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego zatytułowanego „Gorączka złota w Treblince”, który 8 stycznia 2008 r. znalazł się na łamach „Dużego Formatu” (dodatek reportażowy Gazety Wyborczej). Reportaż opisywał proceder, którym tuż po wojnie zajmowali się mieszkańcy wsi sąsiadujących z terenem obozu koncentracyjnego w Treblince. Niemcy zamordowali w tym obozie ok. 800 tys. Żydów, ich zwłoki spalali w obozowym krematorium, ale wiele ciał zakopywali w dołach na terenie obozu, podobnie jak nie do końca spalone szczątki tych, którzy zginęli w krematoriach.

Gdy tylko skończyła się wojna chłopi z okolicznych wsi ruszyli z łopatami na pola Treblinki w poszukiwaniu złota i biżuterii, które wyrzucani z domów, a później z gett Żydzi zabierali ze sobą w przekonaniu, że w sytuacjach krytycznych pozwoli im uratować życie. Głuchowski i Kowalski opisali w swoim reportażu, jak to w rzeczywistości wyglądało:

– Od końca lipca [1942 r.] do gazu szli adwokaci, bankierzy, kamienicznicy. „Wolno zabrać złoto i walutę” – głosiły plakaty w getcie. Żydzi brali: wieczne pióra wypełnione brylantami, złote dolary, zabytkowe numizmaty… A gdy już pociąg wypełniony majątkiem stawał na peronie, wystarczyło półtorej godziny , by ludzie płonęli na wielkim ruszcie z kolejowych szyn. W tym czasie więźniowie z Sonderkommando rozpruwali ich ciepłe jeszcze płaszcze, segregując kosztowności. W pośpiechu nikt nie dbał o drobne. Deptano złote monety, nikt nie nachylał się, żeby podnieść. Poniewierały się tysiące złotych zegarków, miliony monet.

Zadeptane w piasku, błocie skryły się przed wzrokiem wyzwolicieli z czerwonymi gwiazdami na czapkach, a gdy już wojsko przeszło, po to właśnie złoto ruszyli miejscowi chłopi. I nie tylko po to zadeptane. Jak to wyglądało opisał Paweł Piotr Reszka w wydanej dopiero co książce pt. „Płuczki,. Poszukiwacze żydowskiego złota”. W książce cytuje jednego z mieszkańców, który był świadkiem owych poszukiwań:

Włosy, ręce, palce, całe głowy (…) wykopany dół, wyciągali trupa, jeszcze żywe ciało. Jeden ręką za włosy trzymał i rydlem, znaczy szpadlem, walił w szyję, żeby głowę obciąć, bo jeszcze się trzymała korpusu. To właśnie była rąbanka. Bo rąbali. Potem szczękę wyłamał i do kieszeni. Po ząbku przecież nie wyjmował. I potem jeszcze brał kawałek chleba, słoninę, co ją miał w kieszeni w szmatę zawiniętą, i jadł w tym wszystkim, tymi rękami, co grzebał. Mówię, jak było.

Na zdjęciu, które ilustrowało ów reportaż widać gromadę chłopów, zarówno mężczyzn jak też kobiety, jedną nawet z małym dzieckiem. Niektórzy mężczyźni mają w rękach łopaty, na głowach kaszkiety, kilku maciejówki, a kobiety chusty. Zdjęcie jest grupowe, pozowane. Obejmuje około 40 osób. Większość stoi, ale ci w pierwszym rzędzie siedzą. Przed nimi widać ułożone ludzkie czaszki, także kości. Po lewej stronie kadru znajduje się ośmiu mężczyzn w wojskowych mundurach. Skrajny żołnierz trzyma za lufę oparty o ziemię rkm z okrągłym magazynkiem na naboje.

Autorzy reportażu napisali, że to chłopi, którzy przekopywali teren obozu w Treblince w poszukiwaniu żydowskiego złota i zostali zatrzymani przez wojsko. Prawicowe media zawyły z wściekłości, no bo jak można posądzać katolickich, bogobojnych mieszkańców polskich wsi o tak ohydne postępowanie, o obrabowywanie zwłok, co jest wyjątkowo ohydnym grzechem. Rozpoczęło się więc prawicowe interpretowanie i usprawiedliwianie sfotografowanych postaci. Dowodzono, że to nie żadne hieny i szakale, którym żądza zysku przesłoniła zwykłą ludzką przyzwoitość, lecz mieszkańcy okolicznych wsi zaangażowani do porządkowania poobozowego terenu i ekshumacji zwłok zamordowanych w obozie jeńców radzieckiej armii.

Niedługo potem oliwy do ognia dolał Jan Tomasz Gross, autor wcześniej wydanych książek pt. „Sąsiedzi” oraz „Strach”. Pierwsza opisywała spalenie w stodole w Jedwabnem przy udziale miejscowej polskiej ludności ich żydowskich sąsiadów. Druga mówiła o strachu ukrywających się Żydów przed polskimi szmalcownikami, którzy wydawali ich Niemcom na pewną śmierć. Zainspirowany reportażem Głuchowskiego i Kowalskiego, a przede wszystkim zamieszczonym przez nich zdjęciem, Jan Tomasz Gross napisał książkę „Złote żniwa”. Właśnie o tym, jak opętani żądzą zysku polscy chłopi bez krzty szacunku traktowali szczątki Żydów zamordowanych w hitlerowskich katowniach. Jan Tomasz Gross został oczywiście okrzyknięty kłamcą i wrogiem polskiego narodu, ale zupełnie się tym nie przejmował, bo już po „Sąsiadach” i „Strachu” prawicowe media i prawicowi politycy wylali na niego kubły pomyj zaprawionych niebywałą wręcz nienawiścią.

Teraz, za sprawą cytowanego już Pawła Piotra Reszki i jego książki, temat wraca. Zapewne znowu rozlegną się na prawicy wrzaski, że to wszystko nieprawda, jednak Reszka cytuje ludzi, którzy wtedy byli dziećmi i widzieli, co robią ich rodzice oraz sąsiedzi. Jedna z tych osób opowiada, jak to jej mama poszła „słoneczko świeciło, patrzy – a tu na wierzchu leżą kolczyki, dalej obrączka. Płakała i jak się cieszyła. (…) I pokazywała pierścionki, kolczyki i taki gruby sygnet. I jeszcze pamiętam, że za konia i krowę jednakowa cena była. Siedemnaście deko złota rodzice dali. Odkuli się ludzie (…). Sześć lat miałem. Grzebyczków tam sobie nazbierałem, co leżały i do domu przyniosłem”.

Dialogi Pawła Piotra Reszki z ludźmi, którzy widzieli i zapamiętali, co robili ich rodzice są okrutne. Okrutne, bo żadna z tych osób nie widziała w ohydnym procederze ograbiania ludzkich zwłok niczego niewłaściwego.

– Czy ktoś na wsi mówił, że to, co robicie, jest złe?

– Nie. Może i księża powinni coś powiedzieć, ale nie zwracali na to uwagi.

– A co pan teraz o tym myśli?

– To kopanie to i tak nie pomogło ani nie zaszkodziło temu umarłemu. Nic złego nikt nie robił.

– Nigdy nie miał pan wyrzutów sumienia?

– No raczej nie. Dużo ludzi kopało. To z biedy panie.

Rozmowa z kobietą:

– Czy może pani zapytać mamę, czy jej zdaniem szukanie tam złota to było coś złego?

-Córka: – Mamo! A to było coś złe, czy dobre?

Matka: – Gdzież dobre! Śmierdziało!

Inna kobieta:

– Jak one już były martwe, a tu bida była, to nie jest grzech. Ta se myślę. A pan myśli, że to był grzech rąbać te ciała, szukać tam grosza jakiegoś?

– To ludzie byli.

– Ale nieżywe.

Paweł Piotr Reszka ostatecznie rozstrzygnął, kto był na zdjęciu, które wywołało tak ogromne wzburzenie prawicowych mediów. Zbierając materiały do swojej książki natrafił na to zdjęcie. Znajduje się w archiwum IPN w Gdańsku. Na odwrocie jest podpis: Rozkopywacze grobów Treblinki zebrani przed szczątkami ofiar w dniu obławy.

W 1947 r. na teren obozu w Treblince przybyli przedstawiciele Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Rachela Auerbach, która była członkiem delegacji, zapisała: „Z łopatami i innym sprzętem szabrownicy i maruderzy kopią, szukają, ryją (…) szakale i hieny w ludzkiej postaci”.

Inny przedstawiciel tej samej delegacji odnotował: „Pole przekopane i zryte, doły mają po 10 metrów głębokości, leżą kości ludzkie i porozrzucane rzeczy. (…) W powietrzu wisi smród gnijących ciał. (…) Między drzewami uwijają się miejscowe kmiotki żądne znalezienia skarbów. (…) W okolicy panują niesamowite stosunki. A mianowicie ludność (…) rabuje, robiąc nocne napady na sąsiadów (…) nocując tam, mieliśmy ogromnego stracha, gdyż w jednej chałupie (…) przypiekano kobietę na ogniu, zmuszając ją w ten sposób do wydania miejsca przechowywania przez nią złota i kosztowności”.

Tadeuszowi Rydzykowi, biznesmenowi w koloratce z Torunia, rekomendujemy książkę P.P. Reszki. Z nadzieją, że umieści ją w budowanym za państwowe pieniądze muzeum, które ma upowszechniać wiedzę o heroizmie narodu polskiego w ratowaniu przed śmiercią Żydów podczas hitlerowskiej okupacji.

Michał Tomkiewicz