Koronawirus sparaliżował świat

admin-ajax

FELIETON NACZELNEGO. Koronawirus zweryfikował i ujawnił mentalność przywódców, zdyscyplinowanie lub niezdyscyplinowanie społeczeństw, pod znakiem zapytania postawił rozwój gospodarczy, być może wstrząsnął także umysłami tych, którzy uważają, że można bez ograniczeń eksploatować zasoby planety Ziemia, bezkarnie niszczyć jej przyrodę i nic nam za to nie grozi, bo ją ujarzmiliśmy. Być może. Bo koronawirus to też jeden z elementów ziemskiej przyrody, którego nie można dojrzeć wzrokiem, poczuć jego zapachu, smaku, a przecież sparaliżował świat. Odsłonił nam też wygląd tego naszego świata bez obecności człowieka.

Wystarczyły dwa tygodnie bez motorówek, łodzi i gondoli w weneckich kanałach, by brunatna, mętna woda stała się przezroczysta, by pojawiły się w niej ryby, a do nabrzeża portu w Cagliari na Sardynii zaczęły podpływać dawno tam nie widziane delfiny. To tylko dwa obrazki ilustrujące, jak może wyglądać nasz świat, jeśli nie będziemy go zadeptywać i zanieczyszczać. Doświadczyli tego mocno Chińczycy, w których kraju ujawnił się koronawirus. Doprowadził do zatrzymania ludzi w domach i przez ich bezruch uświadomił im, jak czyste może być otaczające powietrze pozbawione przemysłowych wyziewów i samochodowych spalin. Naukowcy stwierdzili, że z chwilą zamknięcia kilku wielkich miast zanieczyszczenie powietrza nad Chinami zmniejszyło się o 25 procent. Także w wielu innych krajach, gdzie pandemia wirusa zatrzymała ludzi w domach, unieruchomiła transport i przemysł, przyroda ujawniła jak piękny może być świat. Za to możemy korona wirusowi podziękować.

Koronawirus ujawnił też wiele innych cech natury ludzkiej i całych społeczeństw. Karność Chińczyków, którzy wszędzie tam, gdzie zakazano wychodzenia z domówi mieszkań, bez narzekania dostosowali się do wymagań władzy, ale także szybkość ich reakcji na zagrożenie i doskonałą organizację (wybudowanie w tydzień tymczasowych szpitali). Wszystko to poparte ogromnymi pieniędzmi, którymi dysponuje ten kraj i które dla wielu innych społeczeństw są nieosiągalne.

W ostrości działań podążył za Chińczykami prezydent Francji Emmanuel Macron, który w minioną sobotę wprowadził godzinę policyjną – zakaz wychodzenia z mieszkań i domów po godzinie 20. Ostatnim krajem europejskim, który wprowadził takie restrykcje była chyba Polska po ogłoszeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku. Bardzo sprawnie, aczkolwiek nie bez ofiar, walczą z koronawirusem Niemcy, którzy obrali strategię przeprowadzania jak największej liczby testów, aby wykryć i odizolować osoby będące jego bezobjawowymi nosicielami.

Pandemia wykazała, niestety, ogromną beztroskę, przede wszystkim młodych ludzi, szczególnie we Włoszech i w Hiszpanii. Na początku władze tych państw nie były tak restrykcyjne, jak w Chinach, a mimo to przez wielu Włochów i Hiszpanów zagrożenia zostały zignorowane. I teraz starsi mieszkańcy tych krajów płacą za to swoim życiem. Oba te kraje stanowią największe ognisko choroby w Europie, a cały europejski kontynent jest obecnie epicentrum pandemii. Liczba śmiertelnych ofiar wirusa we Włoszech przekroczyła już wszystkie przypadki zgonów w Chinach i, niestety, ciągle rośnie. Szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w położonym w Lombardii zaledwie 120-tysięcznym Bergamo.

Jakim natomiast słowem określić postawę wobec ogarniającej świat pandemii, którą wykazali się przywódcy Wielkiej Brytanii i USA? Brytyjski premier Boris Johnson ogłosił, gdy koronawirus zbierał już śmiertelne żniwo we Włoszech, że nie przewiduje żadnych nadzwyczajnych działań i jeśli zachoruje 80 proc. brytyjskiego społeczeństwa to i oni, i pozostali będą już na koronawirusa… uodpornieni. A ci, którzy zapłacą za to życiem? Okrutną selekcję chciał zafundować swoim rodakom. Trudno powiedzieć czy to głupota, czy beztroska powodowana niewiedzą. Dopiero gdy wirus zawitał na Wyspy Johnson zmienił zdanie i w minioną sobotę ogłosił ostre restrykcje, które jeszcze tydzień wcześniej były nie do pomyślenia.

Niewiele lepszy był Donald Trump, który przez długi czas beztrosko lekceważył rozwijającą się już w innych krajach pandemię, twierdząc, że to nic innego jak tylko grypa. Po rozum do głowy przyszedł dopiero wtedy, gdy koronawirus zaczął zabijać Amerykanów. Wprowadził stan wyjątkowy, zakazał Europejczykom wjazdu do USA, zamknął granice z Kanadą. Mimo to jest krytykowany za zbyt wolne działania związane w powstrzymaniem rozprzestrzeniającego się po całych Stanach wirusa. Trump wie, że jeśli nie uda mu się powstrzymać epidemii, to w listopadzie może przegrać prezydenckie wybory. „Pomarańczowy” prezydent USA pokazał tez jak wygląda amerykańska solidarność z resztą świata, gdy cały ten świat staje w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Położona w Badenii-Wirtembergii niespełna 90-tysięczna Tybinga, miasto uniwersyteckie, uważana jest za niemieckie zagłębi biotechnologii. Od 2000 roku działa tam firma CureVac, która poinformowała w lutym, że jest na dobrej drodze do opracowania szczepionki na koronawirusa i że prawdopodobnie już we wrześniu będzie ją można aplikować chorym. Po rozpowszechnieniu tej informacji szef firmy został zaproszony do Białego Domu. Przyjął go Trump w towarzystwie swego zastępcy Mike’a Pence’a, innych wysokich urzędników prezydenckiej administracji oraz przedstawicieli amerykańskiego przemysłu farmaceutycznego. Podczas spotkania szef CureVac, Daniel Menichell, otrzymał propozycję miliarda dolarów za przekazanie Amerykanom wyłącznego prawa do szczepionki, by mogła ona szybko trafić tylko na amerykański rynek. Pycha i pogarda wobec innych narodów? To mało powiedziane.

Niemieckie media skomentowały: „Tak Trump realizuje politykę „America first” w dobie pandemii”. Natomiast Dietmar Hopp, niemiecki przedsiębiorca, który jest głównym inwestorem w CureVac powiedział wprost: „Nie może być tak, by niemiecka firma pracowała nad szczepionką, która byłaby stosowana wyłącznie w USA. Szczepionka ma nie tylko być dostępna dla ludzi w kilku regionach, ale chronić cały świat”. Z ust innych polityków padły słowa, że była to niezwykle niemoralna propozycja, a amerykańska dyplomacja skuliła uszy po sobie i nabrała wody w usta.

Koronawirus jest już obecnie wszędzie i wszystko też wskazuje, że nie trzeba wojny, aby zachwiać światową gospodarką. Największe światowe firmy zawieszają działalność, w najlepszym razie ograniczają działalność. Spadek produkcji powoduje drastyczny spadek kursów akcji na największych światowych giełdach. Spadek dotyczy zarówno firm jak również surowców. Na łeb, na szyję zapikowały ceny ropy naftowej. Eksperci twierdzą, że biorąc pod uwagę inflację są one w tej chwili takie same jak po zakończeniu II wojny światowej. Stawia to w bardzo trudnej sytuacji Rosję, której budżet i praktycznie cała gospodarka, są uzależnione od eksportu tego surowca. Ale Rosja sama jest sobie winna, ponieważ nie zgodziła się ze stanowiskiem Arabii Saudyjskiej, która w wyniku wyhamowania światowej gospodarki proponowała, by każdy kraj będący eksporterem ropy ograniczył jej wydobycie. Rosjanie powiedzieli „niet”, więc usłyszeli w odpowiedzi, że Arabia również uruchomia pełne moce wydobywcze. Rezultat jest taki, że świat jest w tej chwili zalewany jest ropą, a cena jednej baryłki sięga 25-26 dolarów.

Eksperci zadają sobie pytanie, na jak długo koronawirus sparaliżuje światową gospodarkę i kto wyjdzie z recesji wygrany, a kto przegrany. Na razie można spekulować, opierając się na rozmiarach pandemii na poszczególnych kontynentach i w poszczególnych krajach. Wiele przesłanek wskazuje jednak na to, że wygrają ci, którzy do tej katastrofy doprowadzili. Doniesienia z końca minionego tygodnia mówiące o rozprzestrzenianiu się lub wygaszaniu pandemii, zdają się dowodzić, że Chiny powoli opanowują sytuację. W minioną sobotę władze Wuhan – miasta, od którego zaczęła się pandemia, poinformowały, że przygotowują się do otwarcia miasta. Ogniska koronawirusa wygasają też w innych regionach Chin. Jeśli wygasną całkowicie, państwo to będzie pierwszym, które na powrót uruchomi cały potencjał swojej gospodarki. Gdy do tego dojdzie, inni będą musieli Chiny gonić.

Rodzi się też pytanie, czy wielcy tego świata wyciągną jakąś lekcję z katastrofy która zagroziła ludziom i państwom na całym globie. Czy nadal będzie się bez opamiętania eksploatować zasoby przyrody i krok po kroku niszczyć świat? Czy koronawirus spowoduje, że ludzie zrozumieją, iż tak nie wolno?

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii