Kościół (polski) w czasach zarazy

admin-ajax

FELIETON NACZELNEGO. – Jak to jest? – pyta pewien Polak w internecie. – Ludzie i instytucje wymienione poniżej dają:

Lewandowscy –  1 mln euro, Kulczyk – 20 mln zł, Błaszczykowski – 400 tys. zł, PGE – 5 mln zł, Agata – 1 mln zł, Orlen – 6 mln zł, Lotos  – 5 mln zł, Grupa Azoty – 3 mln zł, Żabka – 4,5 mln zł, Drutex – 1mln zł.  Do tego przeciętni Kowalscy pozbierali na kilku zbiórkach internetowych dobrych parę milionów złotych.

Patrzę na te liczby i NÓŻ MI SIĘ W KIESZENI OTWIERA. Gdzie jest i ile dał nasz wspaniały i wrażliwy Kościół Katolicki łącznie z równie wspaniałą i wrażliwą fundacją Caritas Konferencji Episkopatu Polski!?!? Co te dwie instytucje drenujące rok w rok nasze kieszenie dają w tej chwili Narodowi!? Gdzie mają obywateli tego kraju? Myślę, że nie trzeba tego mówić, bo twarz tego Kościoła w postaci Ojca Dyrektora już pokazała gdzie ma Polaków wyciągając ręce po pieniądze!!!

Tadeusz Rydzyk, cwany biznesmen w sutannie z Torunia, chcąc nie chcąc dał odpowiedź na pytanie anonimowego internauty, wyciągając na antenie swojego radia ręce po pieniądze w sposób następujący:

– Kochana Rodzina Radia Maryja, w poważnej sytuacji pandemii koronawirusa bardzo trudno zwrócić mi się do Państwa – słuchaczy i widzów Telewizji Trwam, ale czynię to w trosce o istnienie naszych mediów. Prosimy, abyście nie odkładali na potem przekazywania pomocy materialnej na funkcjonowanie i istnienie jakże ważnych dla Polski i Polaków, w Ojczyźnie i poza jej granicami, Radia Maryja i Telewizji Trwam. [Jeszcze przed pandemią] przy bardzo  oszczędnym gospodarowaniu starczały od pierwszego do pierwszego. Teraz, gdy zarobki spadają, jest realna obawa o istnienie Radia Maryja, Telewizji Trwam i „Naszego Dziennika”. Nasze media istnieją dzięki łasce pana Boga, i odpowiedzialnej pomocy świadomych i ofiarnych katolików i Polaków. Szanowni państwo, kochana Rodzino Radia Maryja. Mimo trudności, z jakimi wszyscy się borykamy, jeszcze bardziej prosimy o pomoc. Pamiętajcie o niej zwłaszcza teraz, w tej trudnej sytuacji, pamiętajcie – teraz i każdego miesiąca.

W tym miejscu trzeba koniecznie zapytać – A gdzie wielebny biznesmen podział ok. 200 mln zł, które podczas ostatnich 5 lat otrzymał od rządu PiS?

O „kasę” upomniał się też arcybiskup przemyski , Adam Szal. Zarządził, by wszyscy księża z włości nad którymi włada, przeznaczyli połowę swoich przychodów na utrzymanie swoich parafii oraz kurii, co tłumaczy trudną sytuacją finansową archidiecezji spowodowaną epidemią koronawirusa. Nakaz wysłany został do parafii mailem. Indagowany przez dziennikarza  rzecznik przemyskiej kurii zapałał oburzeniem  i odmówił odpowiedzi, argumentując: – Nie odpowiem na te pytania, ponieważ jest to nasza wewnętrzna korespondencja. Nie wiem, w jaki sposób pan ją posiadł. To wewnętrzny dokument zaadresowany wyłącznie do księży w naszej diecezji. To nieprawne pozyskanie informacji.

Z czasem, być może pod wpływem arcybiskupa, rzecznik ochłonął i opanował emocje. Powiedział więc, że pieniądze „z marca zostaną przeznaczone na pokrycie bieżących wydatków i opłat, pensje pracowników oraz prowadzoną działalność, w tym charytatywną. Natomiast kwoty przekazane w kwietniu do kurii metropolitalnej wesprą funkcjonowanie instytucji diecezjalnych, w tym domów rekolekcyjnych”.

A szeregowi podwładni arcybiskupa Szala mówią z oburzeniem: – Zamiast ratować szpitale, mamy ratować kurię, która wcale nie ma się źle.

Są jednak także księża, którzy w inny sposób niż ściąganie pieniędzy od wiernych i podwładnych, traktują swoją posługę. Gdy dr Paweł Czekalski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi zaapelował do łódzkiego arcybiskupa Grzegorza Rysia o pomoc w doposażeniu szpitala w sprzęt do ratowania życia, arcybiskup zwrócił się do wiernych o zbiórkę pieniędzy dla szpitala, a ze swoich środków zakupił dla placówki dwa respiratory. W ciągu kilku dni na konto szpitala wierni przelali ok. miliona złotych.

Nie da się jednak ukryć, że Grzegorz Ryś jest wyjątkiem, niestety, wśród polskich biskupów. Jest intelektualistą znacznie wykraczającym poza poziom polskiego środowiska biskupiego, które ciągle jeszcze tkwi w okowach średniowiecznego pojmowania roli Kościoła i księży. Także pod względem mentalnym czego dobitnym dowodem są dwa przykłady, które poniżej przytaczam.

Gdy otóż koronawirus zaatakował Polskę, wirusolodzy, specjaliści od chorób zakaźnych wszem i wobec przestrzegali i przekonywali, że jedną z podstawowych zasad, które mogą  nas uchronić przed zakażeniem, jest przestrzeganie z  żelazną konsekwencją zasad higieny osobistej, z nieustannym myciem rąk włącznie.

Arcybiskup szczecińsko-kamieński, Andrzej Dzięga, ma na ten temat akurat inne zdanie, rodem ze średniowiecza właśnie. Stwierdził bowiem w wystąpieniu do wiernych, że ponieważ „Chrystus nie roznosi zarazków ani wirusów”, to nie ma się co bać sięgania po wodę świeconą i brania komunii z rąk księdza.

Jego myśl twórczo rozwinął niejaki Tadeusz Guz, ksiądz profesor (nadał mu ten tytuł prezydent Andrzej Duda) teolog i filozof, wykładający w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i częsty prelegent Radia Maryja. W jednej z marcowych audycji tego radia ksiądz profesor bronił przyjmowania komunii z rąk księdza w czasie trwania epidemii, bo jego zdaniem księża nie mogą przenosić wirusa w czasie mszy, ponieważ myją ręce, zaś „Pan Bóg żadnych wirusów nie rozprzestrzenia, ponieważ jest święty”. Zdaniem profesora Guza każda osoba przyjmująca komunię z rąk księży jest bezpieczna, a to dlatego, że „Kapłan po pierwsze – ma konsekrowane dłonie, po drugie –  kapłan jako osoba  w zgromadzeniu liturgicznym ma umywane dłonie przez lavabo, czyli przy ofiarowaniu darów dla Boga przez naród wierzący, więc kapłan ma nie tylko umyte ręce w sensie takim, jakiego oczekuje pan minister zdrowia, lecz także kapłan ma umyte ręce w sensie nadprzyrodzonym, czyli łaski. (…) żadne udzielanie komunii świętej do ust nie zagraża ani jednemu Polakowi roznoszeniem jakichkolwiek wirusów, bo to jest akt święty”.

Mózg księdza profesora Guza został niewątpliwie konsekrowany wielokrotnie, wyznał więc wiernym, że wygrana z koronawirusem nastąpi wtedy otóż „Jak Polska będzie bogata Bogiem, to będzie też zwyciężczynią nad tym śmiertelnie niebezpiecznym patogenem”.

Jeśli jednak nie wszystko jasne Szanowni Czytelnicy, to odejdźmy teraz od tego profesorsko-filozoficznego bełkotu do chłodnej oceny dzisiejszego polskiego Kościoła katolickiego dokonanej przez osobę stojącą na jego uboczu. Barbara Labuda to jedna z legendarnych postaci opozycji demokratycznej w czasach PRL, więziona w stanie wojennym, w wolnej Polsce posłanka na Sejm, także ambasador RP w Luksemburgu. Zapytana o stanowisko polskiego Kościoła katolickiego podczas obecnej epidemii, odpowiedziała:

– Kościół katolicki zachowuje się zgodnie ze swoją egoistyczną naturą. A kto śledzi historię Kościoła, wie, że ta instytucja nigdy nikomu nic nie daje i nie pomaga materialnie, chyba że zostanie do tego zmuszona, że się jej coś na siłę wyszarpie. Kościół dobrowolnie nigdy nie dzieli się swoimi dobrami. Dlaczego na przykład Kościół nie przeznaczy część swoich nieruchomości na szpitale czy ośrodki pomocy dla ludzi, tak jak to robi część hotelarzy we Francji? Nie mówię o dobrych ludziach Kościoła, robiących dobre uczynki, a znam takich, to są wyjątki, które same są w Kościele gnębione i żyją w biedzie. Mówię o Kościele jako instytucji. Kościół głosi swoje prawdy, które uważa za objawione, żeby mieć wyznawców i mieć z tego korzyści, ale w drugą stronę to nie działa. Część ludzi, katolików, odczuwa rozczarowanie taką postawą Kościoła, bo nie rozumie, że ani Kościół katolicki, ani ta religia nie mają nic wspólnego z duchowością. Katolicyzm opiera się na dogmatach, które – nawet jeśli przynoszą cierpienie ludziom, bo poniżają, wykluczają i piętnują – to trzeba przyjmować je na wiarę, a to nie ma nic wspólnego z rozwojem osobistym i duchowym.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii