Kraków – stolica polskiego smogu

str-5-krakow-smog

Twierdzenie, że smog zabija, to już truizm. W Polsce, jak podają statystyki, z powodu chorób spowodowanych smogiem umiera rocznie 40 tys. osób. Miastem, nad którym każdej zimy zawisa gruba warstwa smogu jest Kraków. Przyczyn jest kilka. Miasto położone jest w niecce słabo wentylowanej przez wiatry, a ciągle jeszcze przeważającą liczbę kamienic, domów i mieszkań ogrzewa się węglem. Emisja szkodliwych substancji chemicznych miesza się z nie mniej szkodliwymi związkami emitowanymi przez systemy wydechowe samochodów.

Małopolski sejmik wojewódzki podjął uchwałę zgodnie z którą od września 2019 r. obowiązywał będzie w Krakowie zakaz ogrzewania węglem. Uchwała uchwałą, bo uchwalić można wszystko, ale jak się ona przełoży na praktykę, trudno powiedzieć. Fachowcy zajmujący się problemem twierdzą, że w mieście są 24 tysiące palenisk węglowych, zaś sceptycy twierdzą, że nie widzą Herkulesa, który w ciągu niespełna dwóch lat byłby w stanie je usunąć i w ich miejsce zainstalować inne źródła ciepła. Tym bardziej wydaje się to nierealne, że z programu, którego celem jest finansowe wsparcie zamiany palenisk węglowych na ekologiczne źródła ciepła, korzysta od kilku lat zaledwie kilkaset gospodarstw domowych rocznie. Władze Krakowa przeznaczają każdego roku spore pieniądze na wspieranie likwidacji palenisk węglowych, ale program realizowany jest bardzo opornie.

Mieszkańcy Vancouver na pewno nie znają specyficznego zapachu smogu powodowanego emisją do atmosfery związków pochodzących ze spalania węgla i być może nie spotkali się z drugim rodzajem smogu, wywoływanego spalinami samochodowymi. Vancouver leży nad oceanem, jego położenie sprawia, że jest świetnie „przewietrzane” i na pewno nie ma do czynienia z codziennym najeżdżaniem miasta przez dziesiątki tysięcy samochodów. Nie to co Kraków…

A Kraków każdego dnia przeżywa istną inwazję samochodów. Jeszcze kilka miesięcy temu powszechna była świadomość, że do Krakowa wjeżdża codziennie około 120 tys. samochodów. Była to liczba brana z przysłowiowego „kapelusza”. Gdy „na poważnie” zabrano się do obliczenia komunikacyjnej nawały, okazało się, że liczba samochodów wjeżdżających w ciągu 24 godzin do miasta jest ponaddwukrotnie wyższa od tej, którą dotychczas operowano.

Dobowa przeciętna, to 246 tys. pojazdów. Jeśli weźmie się pod uwagę, że niemal wszystkie samochody ciężarowe i dostawcze, a także duży procent samochodów osobowych wyposażonych jest w silniki Diesla, to poziom zanieczyszczeń krakowskiego powietrza musi być ogromny. W połączeniu zaś ze spalinami z pieców węglowych skala zanieczyszczeń jest wręcz porażająca.

Obwodnica autostradowa Krakowa obejmuje miasto od wschodu, południa oraz zachodu, a większość wiatrów napływa na miasto z kierunku południowo-zachodniego. Spaliny samochodów poruszających się obwodnicą są więc zwiewane do niecki, w której rozłożyło się miasto. Z 246 tys. samochodów, które w ciągu doby wjeżdżają w granice administracyjne Krakowa, tylko ok. 40 tys. przejeżdża tranzytem. Cała reszta wjeżdża do miasta i w nim pozostaje na co najmniej kilka godzin. Wjeżdża i się po jego ulicach porusza. To około 200 tys. pojazdów.

Celem strategicznym władz miasta, co oczywiste, jest powstrzymanie tych samochodów od wjazdu w granice starego Krakowa. Sposób na to jest i w wielu miastach świata został już dawno zastosowany. Na przedmieściach miejskich aglomeracji, sporo oddalonych od centrum, buduje się ogromne parkingi, a przy nich przystanki komunikacji zbiorowej, zarówno autobusów, tramwajów, kolejki miejskiej. System Park&Ride jest rozwiązaniem stosunkowo tanim i skutecznym, ale pod warunkiem, że parkingi są dobrze zlokalizowane, nader wszystko powiązane z szybkimi liniami transportu miejskiego.

W otulonym całunem smogu Krakowie tego typu parkingi potrzebne są szybko, niemal natychmiast, ale ich budowa idzie bardzo powoli. Są one konieczne w newralgicznych punktach komunikacyjnych miasta. Największa liczb samochodów wjeżdża do Krakowa od zachodu, mostem nad stopniem wodnym Kościuszko. Średnio 86 tys. samochodów na dobę. Aż 73 tys. przejeżdża przez most Dębnicki, z którego przysłowiowy „rzut beretem” do Starego Miasta. Od strony wschodniej, przez węzeł wielicki, napływ samochodów liczony jest średnio w liczbie 58 tys., a od południa, przez węzeł zakopiański tylko o 2 tys. mniej. To kluczowe punkty na mapie komunikacyjnej miasta, które muszą mieć parkingi P&R, a przy nich węzły przesiadkowe komunikacji zbiorowej.

Fachowcy zajmujący się systemami transportowymi w Politechnice Krakowskiej twierdzą, że jedną z przyczyn samochodowej inwazji na Kraków jest… ucieczka jego mieszkańców do gmin ościennych. Uciekają z Krakowa przed smogiem, ale sami przyczyniają się do jego powstawania, gdy ze swoich wiejskich pieleszy musza jechać do pracy w mieście. Nie korzystają z transportu zbiorowego, ponieważ w miejscu ich zamieszkania albo go nie ma, albo oferta komunikacyjna jest zbyt uboga i niedostosowana do ludzi pracujących w mieście. Poza więc systemem P&R właśnie utworzenie atrakcyjnej oferty transportu zbiorowego na kierunku: Kraków – gminy ościenne, może znacząco zmniejszyć codzienny samochodowy najazd na Kraków. Ideałem byłaby oczywiście sprawna sieć kolei aglomeracyjnej, przynajmniej na newralgicznych kierunkach, z których napływa do Krakowa najwięcej samochodów. Ale ten ideał, możliwy oczywiście do osiągnięcia, sporo, niestety, kosztuje.

Z której strony nie spojrzałoby się na problem smogu w Krakowie, widać, że jest to jeden z najważniejszych współczesnych problemów miasta, który wymaga szybkiego ale przemyślanego rozwiązania. W przeciwnym razie węglowo-spalinowy smog zamieniać się będzie zimą w wawelskiego smoka pożerającego zdrowie ludzi i niszczącego zabytkowe mury niegdysiejszej stolicy kraju. Smok wawelski ział siarką, ale związki chemiczne, którym dziś zieją trzewia miasta, są dla mieszkańców znacznie groźniejsze.

Adam Lasocki