Książka, która odmieni historię okupowanej Polski

str-23-ksiazka

Profesor Jan Grabowski (rocznik 1962) jest historykiem po Uniwersytecie Jagiellońskim, ale doktoryzował się już w Kanadzie, na Uniwersytecie Montrealskim, obecnie pracuje na uniwersytecie w Ottawie oraz w Centrum Badań nad Zagładą Żydów Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu ukaże się dwutomowa książka, która na pewno odmieni spojrzenie na wojenną historię okupowanej Polski, przede wszystkim na udział ludności polskiej w traktowaniu Żydów, którzy nie zginęli w obozach śmierci, uciekali z gett i próbowali ratować swoje życie. Książka, efekt dziesięcioletnich badań, nosi tytuł „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”. Jest to praca zbiorowa pod redakcją Jana Grabowskiego oraz Barbary Engelking, która od lat również prowadzi badania związane z tym zagadnieniem.

Jest po stokroć pewne, że „Dalej jest noc” wywoła ostrą dyskusję, falę sprzeciwów i potępienia ze strony środowisk faszystowsko-nacjonalistyczno-prawicowych. Całkowicie bowiem odbrązawia lansowaną przez obecny rząd tezę, że Polacy to przedstawiciele bohaterskiego narodu, którzy, ryzykując własnym życiem (w Polsce hitlerowcy karali śmiercią za ukrywanie Żydów) ratowali Żydów przed śmiercią z rąk hitlerowskich oprawców. Ta książka wywoła szok jeszcze większy niż słynni „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa. Nie może być inaczej. Profesor Jan Grabowski twierdzi bowiem na podstawie przeprowadzonych badań, że Polacy mogą być odpowiedzialni lub współodpowiedzialni za śmierć około 200 tys. Żydów, którym udało się uniknąć wywozu do obozów zagłady lub śmierci zadawanej im w inny sposób. Na pytanie, jak to wyliczył, odpowiada następująco:

Gdy wiosną 1942 r. Niemcy przystąpili do likwidacji gett w Generalnej Guberni oraz na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy, żyło w nich ok. 2,5 mln Żydów. Z tym szacunkiem historycy nie mają problemu i nie wzbudza on większych kontrowersji. W wyniku likwidacji gett większość Żydów przetransportowano do obozów zagłady i tam zamordowano. Ale część uciekła podczas akcji likwidacyjnych. Nie wiemy dokładnie ilu. Szymon Datner, często cytowany polski historyk żydowskiego pochodzenia, mówił o 200-250 tys. Żydów, którzy schronili się po aryjskiej stronie. Z kolei izraelski badacz Samuel Krakowski twierdził, że mogło ich być aż 300 tys. O 300 tys. uciekinierach z gett wspominają też materiały IPN, choć akurat to, co sądzi o Zagładzie ta instytucja, w oczach badaczy ma niewielkie znaczenie. (…) Uważam, że w czasie likwidacji gett ok. 250 tys. Żydów salwowało się ucieczką. Kolejny szacunek dotyczy tego, ilu z nich przeżyło wojnę. Według mnie można przyjąć, że okupację przeżyło w Polsce ok. 50 tys. Żydów. Wynikałoby z tego, że z 250 tys. uciekinierów z gett ok. 200 tys. nie dożyło wyzwolenia. (…) Na podstawie szczegółowej analizy tego, w jakich okolicznościach ginęli, sformułowałem hipotezę badawczą, że większość – choć nie jestem na tym etapie badań w stanie powiedzieć, czy było to 60, czy 90 proc. – straciła życie z rąk Polaków albo przy ich współudziale.

Zespół historyków, których badania złożyły się na tę książkę, stanowiło 9 osób. Poza wymienionymi (Barbarą Engelking, Janem Grabowskim) są to: Tomasz Frydel, Dariusz Libionka, Dagmara Swałtek-Niewińska, Karolina Panz, Alina Skibińska, Jean-Charles Szurek, Anna Zapalec. Zespół objął badaniami dziesięć powiatów: Miechów, Węgrów, Bielsk Podlaski, Złoczów, Bochnia, Nowy Targ, Łuków, Dębica, Biłgoraj, Dąbrowa Tarnowska. To bardzo ważne. W kontekście terenów, na których przeprowadzono gruntowne badania stosunku Polaków do Żydów podczas wojny, całkowicie traci na wartości lansowana przez „obrońców narodu” teza, że „przypadki” zabijania Żydów przez Polaków były aktem zemsty za współpracę Żydów z sowietami, którzy w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow po 17 września 1939 r. okupowali znaczną część Polski. Ta tarcza obronna jest całkowicie dziurawa, ponieważ historycy, których wyniki badań składają się na „Dalej jest noc”, prowadzili swoje prace także w powiatach znajdujących się poza jurysdykcją radziecką. W Nowym Targu, Dębicy, Bochni, czy Dąbrowie Tarnowskiej bolszewicy pojawili się dopiero zimą 1945 roku, gdy Zagłada już się dokonała.

Przykładów udziału Polaków w Zagładzie jest w książce bez liku. Za profesorem Grabowskim przytoczymy tylko trzy. W dniach 22-23 września 1942 r. Niemcy przy pomocy Ukraińców zlikwidowali getto w Węgrowie. Ale w ruinach domów, piwnicach, bunkrach ukrywało się jeszcze ok. tysiąc Żydów. – W ciągu kolejnych tygodni – mówi prof. Grabowski – po tym z pozoru pustym getcie poruszały się grupy złożone z członków miejscowej straży pożarnej, granatowych policjantów albo zwykłych gapiów. Urządzali tam regularne polowanie. Wykrytych Żydów rabowano, a jak już nie mieli grosza przy duszy – odstawiano grupami, czasem po kilkadziesiąt osób, na miejscowy cmentarz, gdzie czekali niemieccy żandarmi z miejscowego posterunku, którzy strzałem w tył głowy jedynie kończyli „pracę” wcześniej wykonaną przez polskich obywateli Węgrowa. Bywało też tak, jak to ujął jeden z węgrowian: „brali (strażacy) od żydków pieniądze, a potem przyprowadzali żandarmów, wiedząc, gdzie się Żydzi ukrywają.

Pewien Polak ze wsi Ziomaki pod Węgrowem ukrywał Żydów i został zadenuncjowany (zapewne przez sąsiada) grantowej policji. Policjanci wyciągnęli Żydów z kryjówki, potem przyjechali niemieccy żandarmi i wszystkich zastrzelili. Polak nazwiskiem Ratyński, który ukrywał tych Żydów, został ukarany grzywną w wysokości 5 tys. zł. – Ale to nie koniec – relacjonuje prof. Grabowski. – Wieczorem tego samego dnia przychodzą do Ratyńskiego członkowie miejscowej polskiej konspiracji. Są lepiej zorientowani niż granatowa policja – wiedzą np., że w szopie Ratyńskiego ukrywa się kolejnych ośmiu Żydów. Tych też mordują i kradną 35 tys. zł – ogromną sumę na owe czasy.

W okolicach miejscowości Sadowne przebiegała linia kolejowa Warszawa – Małkinia. Tą linią jeździły pociągi z transportami Żydów do obozu śmierci w Treblince. Pewnej styczniowej nocy 1943 r. wiezieni na śmierć Żydzi wyłamali drzwi wagonów i masowo uciekli z transportu. Strażnicy strzelali do zbiegów, ale ani myśleli gonić ich po polach. Prof. Grabowski: „…pociąg ruszył dalej. Teraz do akcji przystąpili dobrzy obywatele Sadownego: młodzi i starzy, dzieci i rodzice, sąsiedzi rzucili się w teren, brnąc przez głęboki śnieg, i rozpoczęli polowanie na Żydów. Trwało całą noc i cały następny dzień. Ludzie byli rozgorączkowani wizją „żydowskiego złota” oraz nagród obiecanych przez Niemców: cukru, wódki, ubrań. Schwytanych rabowano, po czym spędzano do prowizorycznych aresztów w rozmaitych komórkach i stajniach. Rano pędzono ich dalej – na egzekucję, do Niemca. Jednej młodej żydowskiej dziewczynie udało się dotrzeć aż do tartaku pod Sadownem. Tam padła nieprzytomna. Rano wokół niej zgromadził się tłum. Pewien młody Polak, robotnik, bezskutecznie usiłował ściągnąć z nieprzytomnej dziewczyny eleganckie skórzane buty. Przemoczone przywarły do skóry. Robotnik poleciał więc po siekierę, aby odrąbać dziewczynie nogi z butami poniżej kolan”.

Premier M. Morawiecki powiedział, że Polsce jako państwu, którego obywatele ratowali podczas II wojny światowej Żydów, należy się drzewko w Yad Vashem. Chyba lepiej, gdyby milczał.

Andrzej Fliss