Książki spalone na stosie

farengeight-451-en-hbo-01-ok

No i stało się! Polska znów jest na czołówkach światowych mediów. Nie z racji dokonań w gospodarce, nauce czy kulturze. Wręcz przeciwnie. Z racji propagowania ciemnoty, która jest, bo musi być – pochodną deficytu intelektu. Pisze o Polsce New York Times, Guardian, Washington Post. Mówią w BBC oraz w innych światowych stacjach radiowych i telewizyjnych. Obraz kraju, który po zrzuceniu pętów komuny dokonał dzięki przedsiębiorczości i mądrości elity swoich obywateli niebywałego kroku w wielu dziedzinach, od gospodarki poczynając na kulturze kończąc, powoli odchodzi do lamusa.

Schlebiający „milczącej mniejszości” rząd, „mniejszości”, której jedynym znanym słowem pisanym jest książeczka do nabożeństwa, tworzy pole do zachowań, których kwintesencją było to, do czego doszło w niedzielę na dziedzińcu jednego z gdańskich kościołów. Spalono otóż książki, które według tamtejszych księży stoją w sprzeczności z przykazaniami bożymi i nauką Kościoła katolickiego. Wśród tytułów, które strawiły płomienie znalazły się książki o przygodach Harry’ego Pottera, egzemplarze sagi „Zmierzch”, a także „Tajemnice starodawnej medycy i magii”, słoń, parasolka Hello Kitty, afrykańskie maski oraz figurki i przeróżne bibeloty związane z innymi religiami i wierzeniami. Poziom intelektualny zarówno księży, jak i ich „owieczek”, które wszystkie te książki i przedmioty przyniosły z domów i złożyły na stosie oddają w sposób jednoznaczny dane Biblioteki Narodowej. Są bezlitosne. W roku 2017 aż 63 procent Polaków nie przeczytało ani jednej książki. W badaniach BN nie uwzględniano książeczek do nabożeństwa.

Kim są duchowni, którzy urządzili to widowisko? Jeden z nich, to ksiądz Jan Kucharski, egzorcysta diecezjalny z Gdańska, drugim jest ksiądz Rafał Jarosiewicz, znany w środowisku ewangelizator. Posiłkując się Biblią obaj ci fanatycy w sutannach argumentowali, że książki, które znalazły się na płonącym stosie to książki magiczne, traktujące o magii i że taka literatura jest sprzeczna ze słowem bożym, więc należy ją odrzucić. Na pytanie, jak wpadli na pomysł spalenia książek na stosie, ksiądz Kucharski odpowiedział: – Bez Bożego Ducha trudno to pojąć. Człowiek Bożego Ducha widzi, że to szkodzi, że przeszkadza w życiu z Bogiem. I ludzie dojrzeli, by to odrzucić.

Po szerokim upublicznieniu informacji o spaleniu w Gdańsku książek, wielu księży prosiło w mediach, by nie stygmatyzować całego środowiska i wszystkich ludzi w sutannach oceniać przez pryzmat tych wydarzeń. To fakt, ale mleko się rozlało. Działania będące pochodną ciemnoty i głupoty zawsze znajdą się w mediach na pierwszym miejscu i to one kształtują pogląd opinii publicznej (krajowej, europejskiej, światowej) na temat danego kraju, poziomu jego kultury i potencjału intelektualnego mieszkańców. Intelektualistów, także w sutannach, mało kto zacytuje. Ja jednak zacytuję (za portalem ONET) filozofa i etyka, księdza profesora Andrzeja Kobylińskiego, który tło wydarzenia, do którego doszło w gdańskiej parafii naświetla następująco: – To zwycięstwo magii nad rozumem. Niestety, obecnie część księży katolickich w Polsce stosuje różne szamańskie praktyki religijne. Jedną z nich jest uwalnianie ludzi od złych duchów, które rzekomo wchodzą do naszego życia przez tzw. furtki. „Furtki” to na przykład niewłaściwe książki czy płyty muzyczne. Księża zarażeni szamanizmem wmawiają ludziom, że te furtki-przedmioty trzeba wyrzucić z domu, spalić w ogniu. Jeśli ktoś z wakacji w Azji czy z jakiegoś kraju afrykańskiego przywiózł sobie jakąś pamiątkę, to w ten sposób wprowadził do swojego życia demony. Drewniane figurki słonia albo Buddy są uznawane za furtki, którymi wchodzi zły duch. Te przedmioty same w sobie, banalne gadżety ze straganów, kupione bez złych intencji i postawione w domu, mają rzekomo mieć demoniczne działanie. W Polsce praktykowana jest „spowiedź furtkowa”. Ma ona prowadzić do tego, żeby te „furtki” zidentyfikować, zamknąć albo zniszczyć i w ten sposób zapewnić sobie bezpieczeństwo od złego ducha. Znam osobiście pobożnych katolików, którzy po spowiedzi „furtkowej” wrzucali w ogień płyty muzyczne, czy ubrania z Indii, oczyszczając w ten sposób swoje domy z wpływu złych duchów. Gdy rozum śpi, naprawdę budzą się demony.

W 1995 r. w „Kabarecie Olgi Lipińskiej” śpiewano piosenkę, która zawiera m.in. następujące słowa: „Od fanatyzmu po idiotyzmy, głupstwo zatacza piekielne kręgi, jak piękny byłby świat bez charyzmy? Strzeżmy się ludzi jednej księgi.”

Deficyt intelektualny przeciętnego mieszkańca Polski nie pozwala mu oddzielić ziarna od plew, czyni podatnym na indoktrynację i argumenty różnych oszołomów. Jeśli na dodatek ktoś taki ma pod szyją koloratkę, jego prawdy traktuje się niczym objawione. To trudne do uwierzenia, ale podczas ostatnich 20 lat (a mamy przecież XXI wiek), liczba egzorcystów wzrosła w Polsce z kilkunastu do stu pięćdziesięciu. To, co wyprawiają z ludźmi, wydaje się nieprawdopodobne, ale świadczy też o poziomie tych, którzy działaniom egzorcystów się poddają albo zmuszają do poddania ich zabiegom swoje dzieci. Jeden z „wybitnych specjalistów” tej branży wypędzał z młodej dziewczyny (na zlecenie rodziców) ducha wegetarianizmu… salcesonem. Ten przedstawiciel walki z demonami opowiada także wiernym podczas rekolekcji, że dostaje esemesy… od diabła. Nazywa się Michał Olszewski i jest też wybitną postacią w polskim Kościele kat., jako że pełni funkcję rzecznika Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Nowej Ewangelizacji. Jest więc członkiem kościelnej elity. Inny wybitny macher od wypędzania diabła został wezwany do pomocy przez rodziców sześciomiesięcznego dziecka, które nieustannie płakało. Egzorcysta uznał, że to skutek działań… czarownicy.

Deficyt intelektualny, innymi słowy, nie bójmy się tego powiedzieć – ciemnota, jest po drodze wszystkim organizacjom i instytucjom, które chcą zapanować nad każdym człowiekiem z osobna i nad całym społeczeństwem. Kościół katolicki nie tylko w Polsce, ma na tym polu niepodważalne zasługi. Terroryzując wiernych (z głowami panującymi włącznie) grzechem, utrzymywał ich w strachu przed wiecznym potępieniem, które sam wymyślił, a kabzę nabijał sobie sowicie sprzedając odpusty. Odpusty to szczytowe osiągnięcie katolickiej obłudy i hipokryzji. Odpuszczenie grzechów można było sobie bowiem kupić. Nie u pana Boga, ale u księdza.

To Kościół katolicki kwestionował dokonania nauki począwszy od teorii heliocentrycznej Kopernika po dzisiejsze in vitro i badania prenatalne. W sławetnym indeksie ksiąg zakazanych, stworzonym przez Kościół kat. znalazły się m.in. dzieła Kopernika, Galileusza, Kanta, Keplera, Andrzeja Frycza Modrzewskiego, Woltera, Monteskiusza. Kościół uzurpował sobie prawo do decydowania o tym, co kto ma czytać. Mało kto zdaje sobie sprawę, że ostatni Indeks ksiąg zakazanych ukazał się wcale nie tak dawno, bo w roku 1948. Zawierał tytuły 4126 dzieł!

Gdańscy cenzorzy w sutannach mają za sobą tradycję wieków dystrybuowania wiedzy. I zapewne tęsknią za powrotem „dawnych, dobrych czasów”. Warto więc im przypomnieć, że ostatnimi, którzy palili przed nimi książki na stosie, byli, raptem kilak lat temu… islamscy ortodoksi Państwa Islamskiego. A jako zasłużeni na tym polu zapisali się w historii tacy znani ludobójcy jak m. in. Hitler, Stalin, Mao, a obecnie pewnie i ten młody satrapa z Korei Północnej. Towarzystwo zaiste doborowe. Pogratulować.

Krzysztof Pipała