Kto zabił prezydenta Kennedy’ego?

mass

53 lata temu w piątek 22 listopada 1963 roku przez Dallas w Teksasie jechał samochód prezydencki. Oprócz Johna Fitzgeralda Kennedy’ego i jego żony Jacquelin, w samochodzie był gubernator Teksasu John Connally z małżonką Nellie.

Około godziny 12.30 limuzyna jechała wzdłuż Ross Avenue, kiedy po minięciu wysokiego budynku składnicy książek nagle rozegrały się dramatyczne wydarzenia. Kennedy gwałtownie chwycił się za szyję, krzycząc, że został trafiony. Po chwili nastąpiła wstrząsająca chwila, bo kolejny pocisk roztrzaskał Kennedy`mu głowę. Część jego czaszki została oderwana od głowy. Jak się okazało był to strzał śmiertelny. Już po pierwszym strzale błąd popełnił kierowca limuzyny zwalniając, zamiast zwiększyć prędkość i próbować uciec z miejsca zamachu. To niewątpliwie umożliwiło oddanie następnego celnego strzału. Tuż po drugim trafieniu prezydenta Kennedy`ego na tył limuzyny wskoczył ochroniarz prezydenta – Clinton J. Hill próbując zasłonić swym ciałem prezydenta przed kolejnymi pociskami. W tej właśnie chwili kierowca orientując się co się dzieje, dodał gazu, zabierając rannego prezydenta do szpitala. Pół godziny później stwierdzono zgon JFK.

Policja zablokowała wszystkie ulice wokół miejsca zamachu. Zainteresowanie stróżów prawa wzbudziła składnica książek, skąd prawdopodobnie padły strzały. Pierwszym podejrzanym został 24-letni Lee Harvey Oswald, który pracował w owej składnicy, a działał w organizacjach kubańskich. Jego winę potwierdzała Komisja Earla Warrena, powołana do zbadania zamachu w Dallas, przedstawiając Oswalda jako samotnego zabójcę. Jeśli przyjrzeć się krótkiej biografii Oswalda, dość łatwo można było wówczas uwierzyć, że to właśnie on był zabójcą Kennedy`ego. Oswald był bowiem komunistą. Służył w marines, po czym w 1959 roku wyjechał do Związku Radzieckiego. Tam poznał swoją przyszłą żonę Marinę, z którą powrócił do Stanów Zjednoczonych w 1961 roku. Zastanawiające jest to, jak łatwo udało się mu się wyjechać do Związku Radzieckiego i stamtąd wrócić. Istnieje teza, jakoby Oswald był agentem wywiadu wojskowego – jak inaczej bowiem wytłumaczyć, że były żołnierz marines wyjeżdża do ZSRR i powraca do USA, nie będąc przesłuchiwanym w związku z pobytem we wrogim kraju. Po powrocie Oswald związał się z Komitetem „Fair Play wobec Kuby”. Miał swoje biuro na 544 Camp Street, gdzie swoje interesy prowadził też niejaki Guy Banister, były agent FBI. To może świadczyć prawdopodobnie albo o współpracy Oswalda z FBI lub jego infiltracji przez amerykańskie służby. Oswalda pogrążyła także próba wyjazdu na Kubę przez Meksyk kilka lat wcześniej. Dla Komisji Warrena wszystkie dowody wskazywały jednoznacznie na Oswalda. A były nimi nie tylko jego przekonania i wyjazd do ZSRR, ale także między innymi fakt, że został zauważony przez policjanta w budynku składnicy książek skąd padły strzały. Po powrocie z pracy Oswald wziął ze sobą broń i ponownie wyszedł z domu. Wtedy właśnie został rozpoznany przez policjanta Johna Tippita. Oswald wyjął rewolwer i z zimną krwią strzelił do policjanta 4 razy. Po zabójstwie ukrył się w kinie, gdzie został  aresztowany. Świadkowie nie mieli wątpliwości. Oswald był widziany podczas próby aresztowania jako ten, który zastrzelił policjanta. Po aresztowaniu najpierw oskarżono go o zamordowanie Johna Tippita, a następnie o zamordowanie prezydenta Kennedy`ego. Oswald zaprzeczał uważając, że jest „kozłem ofiarnym”. Wszystkie dowody świadczyły jednak przeciw niemu. Natomiast później okazało się, że wiele z nich było fałszywych i spreparowanych. Dlatego też powstały setki teorii spiskowych. O zorganizowanie zamachu oskarża się m.in. CIA, FBI czy mafię włoską. Poza tym głównymi podejrzanymi byli Kubańczycy mieszkający w USA, którzy nie mogli wybaczyć Kennedy’emu decyzji o wstrzymaniu pomocy dla oddziałów żołnierzy w kubańskiej Zatoce Świń. Wilfried Huismann, ceniony niemiecki dokumentalista był pewien, że Fidel Castro maczał palce w zabójstwie JFK, a kilka dni przed zamachem młoda narkomanka, Rose Cheramie powiedziała policji, że jacyś latynosi chcą zabić prezydenta. Jej słowa jednak uznano za narkotyczne majaczenia.

Wciąż nie wiadomo jak było na prawdę

Kto faktycznie strzelał do prezydenta Kennedy`ego, komu zależało na jego śmierci, ilu było zamachowców, ile oddano strzałów? Na wszystkie te pytania co prawda odpowiedziała wspomniana już Komisja Earla Warrena,. Niestety, okazało się, że jej ustalenia były błędne, a wiele wątków w sprawie w ogóle nie zostało zbadanych. Zgodnie z teorią Komisji Warenna w zamachu na Kennedy`ego wziął udział tylko i wyłącznie Lee Harvey Oswald, który oddał trzy strzały ze składnicy książek w ciągu ok. 6 sekund, raniąc śmiertelnie prezydenta. Ustalenia komisji dotyczące lotu pocisku były jednak wręcz nieprawdopodobne. Pocisk miał zadać kilka ran zarówno prezydentowi, jak i gubernatorowi, odbijając się jak „piłka”. Komisja nigdy nie przesłuchała wielu świadków, którzy zeznawali, że widzieli dym zza płotu okalającego drogę. Ponadto jeden ze świadków zeznał, że stojąc ok. 800 metrów od przejeżdżającego samochodu prezydenta został trafiony rykoszetem. Po przesłuchaniu mężczyzna ten nigdy nie został wezwany przez Komisję Warrena. Policja także odnalazła na noszach, na których transportowano gubernatora Connely’ego do szpitala, pocisk bez żadnych odkształceń, jakie musiałyby powstać, gdyby odbijał się od metalu w drzwiach limuzyny, zadając tym samym rany gubernatorowi. Obalono też tezy Komisji Warenna dotyczące samotnego mordercy i trzech pocisków. Dzięki amatorskiemu filmowi dokumentującemu zamach na Kennedy`ego autorstwa Abrahama Zaprudera, dokładnie widać, że prezydent został trafiony najpierw w szyję, potem w plecy, a następnie z boku w głowę, doznając śmiertelnych obrażeń. To dowodzi, że było więcej niż trzy strzały, a więc dwóch strzelców! Niedawno pojawiła się hipoteza, że śmiertelny strzał w głowę prezydenta oddał…. jego ochroniarz, Clinton J. Hill, któremu zwyczajnie zadrżała ręka. Zwolennicy tej teorii podobnie jak innych nie mają żadnych wątpliwości, że tak właśnie było.

Natomiast w teorii, że za zamachem na prezydenta stało KGB, żeby było ciekawiej, jest też polski wątek!

Książę Lubomirski w Paryżu

O tym, że KGB maczało w zamachu palce może świadczyć historia z 24 listopada 1963 roku. W swoim apartamencie, w Paryżu, przebywał polski arystokrata, książę Lubomirski. Razem z nim w pokoju było jeszcze kilka osób. Wszyscy oglądali transmisję telewizyjną z wyprowadzania domniemanego zabójcy JFK, Oswalda. Nawiasem mówiąc była to jedna z pierwszych tego typu transmisji w historii francuskiej telewizji. Lubomirski widząc scenę, kiedy nagle do Oswalda podbiega Jack Ruby i zabija go strzałem z pistoletu w serce, zrywa się na równe nogi i krzyczy: – Boże, ja tego człowieka znam! To Rubin, Rosjanin! Agent KGB! W pokoju zapanowała konsternacja. Po chwili książę Lubomirski opowiedział zebranym zdumiewającą historię. Otóż w czasie wojny został zaaresztowany przez NKWD i wywieziony na Sybir. Tam w potwornych warunkach wraz z innymi polskimi patriotami spędził wiele lat w obozach pracy. Jako że biegle władał obcymi językami był wykorzystywany przez KGB do szkolenia agentów. Jednym z jego uczniów był… zabójca Oswalda, Rubin! Kiedy wyjechał do USA, zmienił swoje nazwisko na Ruby, ale Lubomirski nie miał cienia wątpliwości – za zamachem na JFK stało KGB!

Kim był Jack Ruby?

Jack Ruby był synem Josepha Rubensteina i Fannie Turek Rutkowski, ortodoksyjnych Żydów żyjących w Rosji, ale na obszarze dzisiejszej Polski, w Sokołowie Podlaskim. W 1903 Rubensteinowie zamieszkali w USA. Jack urodził się w 1911 roku. W grudniu 1947 roku zmienił nazwisko z Jacob Rubenstein na Jack Leon Ruby. W młodości Ruby pracował dla Ala Capone. W latach 40. często bywał na torach wyścigowych w Illinois i Kalifornii. Według oficjalnych źródeł w 1943 został przydzielony do służby w siłach powietrznych USA jako mechanik. Po zwolnieniu ze służby w 1946 powrócił do Chicago. Jednak według słów księcia Lubomirskiego właśnie w tym czasie Ruby vel Rubin musiał być jego uczniem w KGB. W 1947 Ruby przeprowadził się do Dallas, gdzie wraz z bratem zmienił nazwisko, ponieważ część klientów nie chciała robić interesów z Żydami. Jego klub był często odwiedzany przez policję z Dallas, Ruby często przekupywał policjantów dużymi ilościami alkoholu. W 1959 pojechał na Kubę na spotkanie z wpływowym gangsterem i hazardzistą Lewisem McWillie’m, który był krótko więziony przez Fidela Castro. McWillie miał kontakty z wpływowymi gangsterami takimi jak Meyer Lansky, Carlos Marcello i Santo Trafficante Jr. Raport wydany przez United States House Select Committee on Assassinations stwierdził, że Jack Ruby znał Sama i Joego Campisich od 1947. Bracia Campisi byli czołowymi figurami przestępczego podziemia w Dallas. Mieli oni kontakty z Carlosem Marcello, bossem mafii, która ponoć spiskowała na temat zabójstwa JFK.

Ruby znany też jako „Sparky” często nosił pistolet i był widziany przez świadków z pistoletem 22 listopada 1963. W nocy tego samego dnia był widziany na posterunku policji jednak przyczyny, dla których tam się pojawił są nieznane. Ruby wzbudził powszechne zainteresowanie po tym jak strzelił i śmiertelnie zranił domniemanego zabójcę prezydenta Kennedy’ego, niedzielę, 24 listopada 1963 o godzinie 11:21 przed południem kiedy władze przewoziły Oswalda z kwatery policji do pobliskiego więzienia. Miliony widzów widziały to zajście w telewizji.

Kennedy współpracował z…KGB!

Co ciekawe książę Lubomirski mówił także o tym, że sam John Fitzgerald Kennedy w latach studenckich dał się zwerbować przez wywiad sowiecki i przez krótki okres współpracował z Moskwą. Ta sprawa musiała być znakomicie znana amerykańskiemu wywiadowi. Świadczyć o tym może fakt, że zdecydowano się utajnić akta związane z samym zamachem. Książę Lubomirski uważał, że w pewnym momencie CIA musiało zorientować się, że ich prezydenta zlikwidowało KGB, z którym kiedyś współpracował. W tej sytuacji musieli zatuszować całą sprawę w obawie przed reakcją amerykańskiego społeczeństwa, bo mogłoby to grozić nawet wybuchem konfliktu nuklearnego.

Był jednak tylko jeden strzelec?

Oczywiście nikt nie wierzył, aby był tylko jeden strzelec ze składnicy książek. Jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać książki sugerujące, że plac w Dallas był naszpikowany wyborowymi strzelcami jak wielkanocne ciasto rodzynkami. Wiele lat ta sprawa była uznawana za rzecz, której się nigdy nie wyjaśni. Tak było, ale…ogromne postępy poczyniła kryminalistyka. Ostatnie lata przyniosły prawdziwy przełom w badaniu miejsc zbrodni, nawet takich, które zostały popełnione wiele lata temu. Amerykańscy producenci programów dokumentalnych wpadli na prawdziwie rewolucyjny pomysł. Posiadając duże pieniądze na realizację programu postanowili wykorzystać postęp, jaki dokonał się w metodach analizy balistycznej lotu pocisków. Efekt? Okazuje się, że rzeczywiście strzelano tylko i wyłącznie ze składnicy książek! Skoro jednak był tylko jeden strzelec to czy nie było spisku? Historia opowiedziana przez księcia Lubomirskiego nie pozostawia złudzeń, że egzekucja Oswalda wykonana przez Jacka Ruby`ego nie była przypadkowa i że spisek był. Pytanie tylko, kto za nim stał. Zabijanie ludzi poprzez zlecanie tego innym agentom, ten szczególny sposób działania pokazywał wyraźnie, że w to wszystko musiało być zaangażowane KGB. Być może odezwała się po prostu mroczna przeszłość Kennedy’ego, jego młodzieńcze „obwąchiwanie” się z wywiadem radzieckim, fascynacja komunizmem i niewątpliwie współpraca z radzieckimi służbami.

***********

Czy świat dowie się kiedyś jak było naprawdę? Bardzo prawdopodobne jest, że cała prawda znana jest amerykańskim służbom. Czy one jednak zdecydują się kiedykolwiek ujawnić to co 50 lat temu uczyniły tajnym?

 

Krzysztof Pipała
Na podst.: www.tvn24.pl, www.nautilus.org.pl, www.natgeotv.com.pl,
www.historycy.org, www.przeglad-tygodnik.pl, www.fakt.p, fakty.interia.pll, www.wikipedia.pl