Kwarantanna

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Nadszedł czas, którego wszyscy się obawiali. Od kilku tygodni zwoziłam do domu zapasy jedzenia, papieru toaletowego, ręczników papierowych i zastanawiałam się jak to będzie, kiedy nie będzie można wychodzić z domu. Strach, obawa, panika…. różne uczucia nami targały. Nadszedł dzień kiedy wszyscy zostali zwolnieni z pracy. Ja nie. Ja jestem na pierwszej linii frontu. Codziennie ze strachem i obawą wychodzę z domu do pracy. Nie mam możliwości pozostania w domu na ten paskudny czas. Kiedy odmówię przyjścia do pracy, stracę ją. Trudna decyzja. Nie mam wyjścia, jestem niczym Halinka z Kiepskich – jedyna żywicielka rodziny. Ja bym tam nie miała problemu z siedzeniem w domu, będąc zdrowa i w dobrej kondycji. W końcu zrobiłabym wszystko to na co brakuje czasu na co dzień. Dziwią mnie więc narzekania, że się ludzie nudzą. Ja tam się nigdy nie nudzę. Młody kwarantannę znosi dzielnie, w dzień spi, w nocy gra. A mąż?  Tu już pojawia się lekki problem. Mój małżonek nie potrafi siedzieć bezczynnie. Nie mamy ogrodu, nie mamy garażu, nie mamy nawet piwnicy. Wracam w poniedziałek z pracy otwieram szafę i szok! W mojej szafie panuje idealny porządek, perfekcyjny, wymarzony! Chłopina z braku zajęcia wziął się za porządki i gotowanie obiadów. Powiem szczerze, że mnie zawstydził. Misiu jest Perfekcyjnym Panem Domu. Nawet moje kosmetyki są równo poukładane. Leci chłop szafka po szafce, szufladka po szufladce. Oddzielnie moje leki, oddzielnie jego. Jestem pod wrażeniem. Małżonek ma już plan na kolejny tydzień – malowanie u nas i u sąsiadki. Młody gra nocami na komputerze i sąsiad zaczął narzekać, bo słyszy jeżdżenie fotelem po podłodze. No jasny gwint co to dziecko ma robić? Do tego Misiu do nocy sprzata, odkurza. Sąsiadowi ciagle coś przeszkadza, jak on puszcza muzykę w nocy to jest ok? Ja tam upierdliwa nie jestem. A najbardziej wkurza mnie fakt, że nie przyjdzie i nie powie tylko bawi się w głuchy telefon. Narzeka do kolegi, kolega dzwoni do swojej byłej dziewczyny, a mojej koleżanki, a ona do mnie. Ile mamy lat? No przecież nie powiem, że chłop sprząta po nocach, bo pomyślą, że pantoflarz. Wpadłam więc na lepszy pomysł! Reakcja z mojej strony była błyskawiczna, a koleżanka przekazała swojemu byłemu: – „Rozmawiałam z sąsiadami, sprawa jest poważna. Nikt nie jeździ u nich w nocy na deskorolce. Jest gorzej niż bym się spodziewała, sasiad zaprosił mnie do siebie i pokazali mi cały arsenał zabawek erotycznych. Oni tak głośno uprawiają sex! Są fanami BDSM, pejcze, bicze, specjalne stoły. Gray przy nich wypada blado! Mało tego – uwielbiają swingersow. Powiedzieli żeby sąsiad z dołu przyszedł, wszystko mu chętnie pokażą. Nawet może przyjść z małżonką to jakiś mały seksik grupowy. Ja do nich chodzę i mnie się podoba. Teraz wszyscy w domu to oni nazamawiali tych gadżetów na internecie i testują całymi dniami. Nie masz pojecia jaki ludzie mają sex, my nigdy takiego nie mieliśmy…”

Z drugiej strony telefonicznego łącza zapanowała cisza, taka cisza która dźwięczy w uszach, bo exnarzeczonego szlag trafił w sekundzie. A sąsiadom od tamtej pory nic już nie przeszkadza. Nikt nie narzeka i się nie skarży. Niech myślą, że nam ta kwarantanna na łby albo na dupy uderzyła, a co mi tam. Teraz sasiad na nasz widok przyspiesza kroku. Kto wie co nam jeszcze do głowy wpadnie w tych ciężkich czasach.

Ja jako jedyna wychodzę do pracy i na zakupy. Z obawy przed chorobą postanowiłam wykorzystać internetowe instrukcje bezpieczeństwa. Ostatnio miałam się z córką i zięciem spotkać w sklepie. Ubrałam maseczkę, dodatkową ochronę zrobiłam z męskich bokserek, okulary największe jakie nam, rękawiczki. Mąż na mój widok złapał się za głowę, ale nie dałam za wygraną. Własna córka mnie nie poznała. Uznała, że jakiś wariat biegiem pędzi przez sklep, a ja macham i krzyczę: – Karolciu! ⁃ „To ty?! Mamo proszę cię, ty chyba zwariowałaś od tego koronawirusa” – córka była przerażona i wściekła.

Zastanawiałam się czy w banku mnie nie aresztują, bo mąż wysadził mnie pod bankiem ze słowami: – „Bunia jak by cię zastrzelili to pamiętaj, że cię kocham…”

Żartowniś mi się trafił. Dla mnie ważniejsze bezpieczeństwo niż to czy wyglądam śmiesznie. Córka z zięciem, siedzą w domu i jak to młodzi, energia ich rozpiera. Są świeżo po ślubie, wiec stwierdzili, że mają miesiąc miodowy. Któregoś dnia wysłali mi filmik jak to wybudowali w salonie namiot z prześcieradeł i udają, że wyjechali na Bali. To dopiero pierwszy tydzień, a już wszystkim „wali w dekiel” to co będzie dalej?  Tak na poważnie prosimy Boga aby to się skończyło i niech wszystko wróci do normy. Pusta droga szybkiego ruchu w NY wyglada przerażająco, miasto jest ciche, wyludnione i smutne.

Jolanta Lipińska – lat 46, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od pięciu lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych.

Jednym słowem Lady Bunia!