Łamanie Sądu Najwyższego

str-18-sad-najwyzszy

Jeśli coś się dzieje, a w Polsce dzieje się teraz wiele, co zagraża polskiej demokracji, to najlepiej oddać głos fachowcom. Profesor Andrzej Friszke jest wybitnym polskim historykiem, zarazem wybitnym znawcą epoki komunizmu w Polsce oraz antykomunistycznej opozycji. Wie więc doskonale, jakim ustrojem totalitarnym była komuna, wie, jak działali ludzie zaangażowani w antykomunistycznym ruchu oporu i kim byli. Wie też, kto nie był w tej antykomunistycznej opozycji albo stał z boku i przyglądał się, w którą stronę przechylają się szale historii, by w odpowiednim czasie podpiąć się pod ruch wyzwoleńczy i później emablować naiwnych, że odgrywało się niezwyczajną rolę w antykomunistycznej opozycji.

Gdy więc prof. Andrzej Friszke pisze na swoim profilu w Internecie, że „Zamyka się epoka demokratycznej Polski, otworzona w naszym państwie w 1989 r., a w naszych marzeniach w 1976, potem w 1980. Mam ciężkie poczucie odwrotu od sensu naszych dziejów wolnościowych ku przepaści. Koniec wolnej Polski, początek dyktatury, łamanie praw obywatelskich, gwałtowne złamanie tradycji narodowych”, to trzeba jego słowom wierzyć.

Wtóruje mu Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet: – Jeśli stracimy niezależne sądownictwo, zrobi się strasznie… Będą zatrzymania, przeszukania, upokarzanie, bicie. Łamanie karier i sumień. I będzie tchórzostwo, prawdopośrodkizm, lepiejniewychylanie się. Dulszczyzna demokratyczna, symetryczne umizgi do władzy.

Na koniec jedno tylko zdanie legendarnej postaci polskiej antykomunistycznej opozycji, historyka, Aleksandra Halla: Polska przezywa dramat, chociaż wciąż wielu rodaków nie zdaje sobie z tego sprawy.

Piszę dla Pana ten tekst Panie Redaktorze ze środka Polski i jestem przekonany, że nie tylko wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy, jak wielki dramat rozgrywa się w tej chwili w ich kraju, tym bardziej nie zdają sobie z tego sprawy Pańscy Czytelnicy, w mniemaniu rodaków żyjących nad Wisłą „gdzieś tam na końcu świata, w Kanadzie, w jakimś Vancouver”. Myślą sobie zapewne, że dochodzące do nich głosy o odchodzeniu przez Polskę od demokracji to jakaś przesada, wręcz histeria, no bo przecież Polska jest krajem ludzi wolnych, granice są otwarte dla wszystkich, na dodatek jest członkiem Unii Europejskiej. Więc o co chodzi?

No właśnie! Chodzi o to, że to, co się w tej chwili w Polsce dzieje, jest zamachem na te wolności. Obecny rząd podporządkował sobie w ciągu trzech lat wszystkie instytucje, które gwarantowały wolność, a skoro je sobie podporządkował, to teraz on będzie decydował, co to jest wolność i komu się ona należy, a komu nie należy. I to właśnie już nie jest wolność.

Dramat zaczął się w momencie, gdy zwykłą ustawą sejmową rząd podporządkował sobie Konstytucję i jej prawa. Nigdy i nigdzie na świecie nie ma ustroju demokratycznego, w którym ustawy niższego rzędu (ustawy sejmowe), zmieniają ustawy wyższego rzędu, czyli Konstytucji. W Polsce tak już jest. Na pogardę wobec Konstytucji oraz kpinę z prawa i praworządności zakrawa też fakt mianowania na prezesa Trybunału Konstytucyjnego sędzi z tytułem magistra, która swego czasu została negatywnie zaopiniowana przez Kolegium Sędziów Sądu Okręgowego z uwagi na liczne błędy przy wydawaniu orzeczeń, ponadprzeciętną liczbę uchylanych wyroków oraz wysoką absencję w pracy, stwierdzając tym samym, że jej powrót do orzekania byłby niekorzystny dla wymiaru sprawiedliwości”. (fragment życiorysu Julii Przyłębskiej w Wikipedii).

Urząd prezesa Trybunału Konstytucyjnego pełnili zawsze luminarze prawa z tytułami profesorskimi, mający za sobą ogromny dorobek naukowy i orzeczniczy. Jeśli więc ostateczne wyrokowanie w newralgicznych dla państwa kwestiach prawnych powierza się osobie o żadnym dorobku prawniczym (bo w tym przypadku nie ma co mówić o jakimkolwiek dorobku naukowym), na dodatek nominowanej przez aparat obecnej władzy, to jest rzeczą oczywistą, że prawo, która taka postać firmuje, musi być ułomne, zależne i zawisłe od czynników pozaprawnych.

Ostatnią ostoją niezawisłości i niezależności wymiaru sądownictwa w Polsce stała się więc Sąd Najwyższy. Obecna władza nie miała najmniejszych skrupułów, by pisanymi na kolanie ustawami rozmontować i tę instytucję. Wbrew Konstytucji polski Sejm, w którym większość ma PiS, przyjął ustawę, w wyniku której obniżono wiek przejścia na emeryturę sędziów Sądu Najwyższego z 70 lat na 65 lat. Chodziło o to, by usunąć z jego grona wielu sędziów i wprowadzić na ich miejsce swoich. Władza uznała, że ich sejmowa ustawa dotyczy też I Prezes Sadu Najwyższego, Małgorzaty Gersdorf, która również przekroczyła 65 rok życia. Ale sytuacja I Prezes Sądu Najwyższego jest inna niż pozostałych sędziów tego organu, ponieważ jej 6-letnia kadencja jest zapisana w Konstytucji, a jej zapisy, o czym pisaliśmy wyżej, są nadrzędne w stosunku do sejmowych ustaw.

Ale arogancja władzy wobec najważniejszych ustaw w państwie ujawniła się po raz kolejny. Tym razem w tym, że sama z siebie uznała, iż granica 65 lat życia jako okresu przejścia na emeryturę obejmuje także sędzię Małgorzatę Gersdorf. W tej sytuacji Sąd Najwyższy nie miał wyjścia i wystąpił do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z zapytaniami dotyczącymi ustaw podjętych przez rząd PiS, czy są one zgodne z prawem europejskim. SN zapytał więc czy zgodne z prawem UE są zapisy ustawy rządu PiS mówiące o: 1. Przymusowym i wcześniejszym odsyłaniu sędziów SN w stan spoczynku; 2. Czy dopuszczalne jest obniżenie wieku emerytalnego sędziów wobec zasady ich nieusuwalności; 3. Czy zgodne z prawem UE jest uzależnienie możliwości dalszego orzekania od uznaniowej zgody władzy wykonawczej (w tym przypadku – prezydenta). SN poprosił także Trybunał Sprawiedliwości UE o wykładnię przepisów dotyczących zakazy dyskryminacji ze względu na wiek. Ponadto SN postanowił zastosować środek zapobiegawczy i zawiesił stosowanie trzech przepisów ustawy PiS dotyczących zasad przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku.

Jak było do przewidzenia, natychmiast ukazało się stanowisko Kancelarii Prezydenta, że nie uznaje on decyzji SN, a prawnicy związani z PiS zarzucili sędziom SN, że podjęli próbę puczu. Pod stanowiskiem Kancelarii Prezydenta nikt się nie podpisał. Chyba ze strachu, że po upadku rządów PiS, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

Na pytanie, czy sędziowie SN mieli prawo zadać pytania Trybunałowi Sprawiedliwości UE, konstytucjonalista profesor Ryszard Piotrowski odpowiedział: Mieli obowiązek. Sędziowie wykonują swoje obowiązki wynikające z prawa europejskiego. Rebelii dokonują raczej ci, którzy właśnie mówią o sędziowskim rokoszu. Konstytucja nakazuje sędziom respektowanie ratyfikowanych umów międzynarodowych. Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego – mówi art. 9 Konstytucji. Ponadto Sąd Najwyższy musi także przestrzegać Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który nakazuje sądowi krajowemu zadać pytanie Trybunałowi w Luksemburgu, jeżeli istnieje wątpliwość co do wykładni Traktatu.

Zdecydowana większość prawników uważa, że jeśli rząd PiS nie dostosuje się do stanowiska Trybunału Sprawiedliwości, będzie to pierwszy jawny i poważny krok uświadamiający wszystkim, że rząd ten ma zamiar wyrzucić Polskę ze struktur Unii Europejskiej.

Krystian Zakrzewski