„Loving Vincent” czyli kryminalna zagadka bez rozwiązania

str-10-przewodnik-filmowy

Pierwszy intymny kontakt ze sztuką Vincenta Van Gogha zawdzięczam mojej mamie, która była namiętną kolekcjonerką albumów Wydawnictwa „Arkady”. Zamiast kopać piłkę na podwórku razem z kolegami, wolałem oglądać reprodukcje dzieł światowego malarstwa. W czasach głębokiego PRL poligrafia miała się nie najgorzej i dlatego moim samotnym wędrówkom po muzeach świata zawdzięczam swoją orientację w sztukach wizualnych. Pierwszym obrazem Van Gogha jaki w życiu zobaczyłem (chociaż powinienem napisać pierwszą reprodukcją) był „Siewca” umieszczony na okładce albumu pachnącego jeszcze drukarską farbą. To był widok, który został mi na długo pod powiekami i powracał w obsesyjnych snach, kiedy postać siewcy wychodziła z ram kompozycji zostawiając mnie pod pochylonym drzewem sam na sam ze słońcem. To było ponad 50 lat temu i wtedy nie mogłem wiedzieć, że zobaczę kiedyś oryginał tego obrazu oraz oryginały wielu innych obrazów Vincenta Van Gogha. Nie śniło mi się nawet wtedy, że portrety z tego pamiętnego albumu, będę kiedyś oglądać jako żywe postacie na filmowym ekranie.

Loving Vincent” jest reklamowany jako pierwszy w historii kina animowany techniką malarską film fabularny. Składa się z 66 960 klatek, które zostały dosłownie namalowane jako obrazy olejne na płótnie, taką samą techniką jaką tworzył Van Gogh. Ten ogromny projekt był realizowany siedem lat przez międzynarodowy zespół 115 malarzy. Dzięki ich pracy zostały animowane 94 obrazy przedstawiające postacie i wiejskie pejzaże namalowane w ostatnim okresie życia artysty.

Akcja filmu toczy się w 1891 roku. Armand Roulin wyrusza do Auvers-sur-Oise kilkanaście miesięcy po tajemniczym samobójstwie słynnego malarza, aby zwrócić ostatni list Van Gogha do brata Theo. Na miejscu rozmawia z ludźmi, którzy zostali kiedyś sportretowani przez malarza i próbuje rozwikłać zagadkę jego śmierci, a przy okazji dowiaduje się kim naprawdę był Vincent. Podczas swojego śledztwa Armand odkrywa, że malarz został postrzelony z odległości kilku stóp, co wyklucza wersję samobójstwa. Doktor Gachet wraca do miasteczka i przyznaje, że miał z Van Goghiem spór, który mógł skłonić porywczego artystę do samobójstwa. Czy uda się Armando rozwiąza

zagadkę śmierci Vincenta Van Gogha?

Autorką pomysłu na ten niezwykły film jest polska malarka i filmowiec Dorota Kobiela. Początkowo zamierzała zrealizować techniką animacji malarskiej „skromny” film krótkometrażowy inspirowany listami braci Van Gogh. Swoim pomysłem zainteresowała Hugh Welchmana oraz Jacka Denela i napisała wspólnie z nimi scenariusz animowanego filmu pełnometrażowego. Jak wyglądała technika realizacji? Na etapie pomysłu nikt nie wierzył w to, że jest możliwe stworzenie animowanego filmu fabularnego bez użycia techniki komputerowej. Powrót do klasycznej animacji oznaczałby „cofnięcie się” do ręcznej pracy z epoki takich mistrzów polskiego kina jak Jan Lenica, Zbigniew Rybczyński czy Piotr Dumała. Ale jak w warunkach klasycznej animacji opowiedzieć ciekawą historię?

Dlatego „Loving Vincent” jest filmem podwojnym. Powstała najpierw jako „normalny” film z udziałem aktorów, a potem został pomalowany szlachetną techniką z użyciem farby i pędzla. Klatka po klatce, tak by efekt ekranowy przypominał profesjonalne reprodukcje dzieł jednego z najbardziej znanych twórców sztuki współczesnej.

Fani i entuzjaści malarstwa Van Gogha będą usatysfakcjonowani rozpoznając znane obrazy w wersji animowanej jak na przykład „Taras Kawiarni Nocą”, „Wrony na łanem zboża”, „Żółty Dom”, „Kościół w Auvers-sur-Oise”, czy wreszcie niezapomnianego „Siewcę”. Jest także w filmie kilka obrazów, których Van Gogh nigdy nie namalował. Kolorowe obrazy śledztwa prowadzonego przez Armanda przeplatane są czarno-białymi retrospekcjami utrzymanymi w stylu starych fotografii. Każda scena była najpierw rejestrowana na zielonym tle według precyzyjnego storybordu. Następnie animatorzy malowali tło wykorzystujące motywy z obrazów Van Gogha i kolorowali poruszające się postacie aktorów zakrywając niemal całkowicie farbą ich twarze i kostiumy. Wspaniałe jest to, że udało się zespołowi malarzy utrzymać spójność plastyczną obrazów od początku do końca filmu.

W tytułową postać Vincenta wcielił się polski aktor Robert Gularczyk. Listonosza Josepha Roulin, zagrał irlandzki aktor Chris O’Dowd, a jego syna Armanda Douglas Booth.

Trudno jednak ocenić bezstronnie wysiłek aktorów w tym filmie, bo technika realizacji maskuje w równym zarówno wspaniałe fragmenty gry jak i jej niedostatki. Z okazji kanadyjskiej premiery filmu, która miała miejsce jesienią 2017 roku, recenzent „Vancouver Weekly” Sam Hawkins zachwycał się plastyką obrazu, ale jednocześnie był rozczarowany efektem dramaturgicznym i pisał, że „…dochodzenie w sprawie samobójstwa zamienia się w 90 minutową grę telefoniczną”. Owszem, uwaga całkiem słuszna, bo dynamika dialogów angielskich jest nieco stłumiona, ale za to w wersji polskiej mona usłyszeć Jerzego Suhra, Macieja Stuhra, Danutę Stenkę, Roberta Więckiewicza, Jerzego Bończaka, Wojciecha Duryasza i wielu wielu innych. Monotonię angielskich dialogów rekompensuje wspaniała muzyka Clinta Mansella, która od początku do końca filmu oddaje nastrój postaci dramatu.

Jeśli nie udało się komuś zobaczyć tego niezwykłego filmu dwa lata temu w Vancouver, to pamiętajcie, że można go w każdej chwili obejrzeć w wersji polskiej na platformach VOD albo na Netflix. Gorąco polecam ten film wszystkim miłośnikom malarstwa i sztuki filmowej. Jeszcze nigdy tak wielu malarzy nie pracowało razem by oddać artystyczny hołd temu jednemu, który jest uważany za ojca sztuki nowoczesnej.