Lwów – miasto jak magnes

str-12-lwow

Przedziwny magnetyzm miało w sobie to miasto. Było co prawda stolicą Galicji i Lodomerii, ale owa Galicja i Lodomeria była najbiedniejszą prowincją austriackiej monarchii. Być może dlatego, a być może właśnie mimo to, ludzie z różnych stron Europy ku niemu zmierzali. Trudno powiedzieć, co ich tam przyciągało, bo co na przykład ściągnęło do Lwowa na spędzenie kilku lat życia syna wielkiego Amadeusza Mozarta? Nie wiadomo. Wiadomo że Rudolfa Weigla z austriackiej rodziny, urodzonego na Morawach, którego po śmierci rodziciela ojczym wychowywał w duchu polskiej tradycji kulturowej, ściągnęły do Lwowa studia na tamtejszym, wtedy mającym już wielką renomę, uniwersytecie. Pasją Weigla, który po studiach pozostał we Lwowie, stała się mikrobiologia i to on był twórcą pierwszej w historii szczepionki przeciw tyfusowi. Dawno temu ojciec pokazał mi niewielkie drobniutkie blizny na łydce po wszach, które w przymocowanym w tym miejscu specjalnym pudełeczku pasły się jego krwią dla potrzeb Weigla. Z takim „bagażem” poruszały się po mieście setki przedstawicieli lwowskiej inteligencji i był to najlepszy ausweis na przeżycie wojny.

Skoro już popełniłem rodzinny wtręt, to pociągnę go nieco dalej, bo prócz tych, którzy ściągali do Lwowa z dalsza, rodziło się w tym mieście także sporo ludzi, którzy w swym dorosłym już wieku odcisnęli piętno na polskiej historii. Kuzyni dziadka mieszkali przy placu Mariackim. Ich ojciec był lekarzem, ale nie poszli w jego ślady. Urodzili się we Lwowie. Julian w roku 1890, jego brat Wacław 4 lata później. Obaj obrali kariery wojskowe, z czasem dosłużyli się stopni generalskich, obaj też, za wojny 1920 r. otrzymali Virtuti Militari V klasy i 4-krotnie Krzyż Walecznych. Julian był najbliższym współpracownikiem Marszałka, a w latach 1923-25 i po 1926 r. szefem sztabu Kwatery Głównej Naczelnego Wodza. Wacław, absolwent Wyższej Szkoły Wojennej w Paryżu, został Szefem Sztabu Głównego w 1935 r. rozkazem gen. Edwarda Śmigłego-Rydza. Po kampanii wrześniowej Wacław był bezwzględnie izolowany w Algierze przez gen. Sikorskiego. Julian zmarł młodo, bo w 1934 r., brat przeżył go o 39 lat. Grób starszego jest na warszawskich Powązkach, młodszego na cmentarzu w Montrealu. Po starszym mam zdjęcie z jego kuzynem, a bratem mojego dziadka, na wystawie polskiej w Nicei, gdzie tenże kuzyn był konsulem. Po młodszym pocztowy znaczek wydany w… Kanadzie. Obaj byli kwintesencją polskiego patriotyzmu czasów zaborów i pierwszych lat niepodległości. Inni zaś dwaj bracia poświadczali swoim życiem etniczną dwubiegunowość Lwowa.

Aleksander Fredro po wojennych trudach (przeszedł z Napoleonem wyprawę na Moskwę) i ze Złotym Krzyżem Virtuti Militari na piersiach, osiadł we Lwowie. Nie mógł oczywiście przypuszczać, że urodzona w tymże Lwowie jego piękna, czworga imion córka, Zofia Ludwika Cecylia Konstancja, urodzi siedmiu synów, z których dwóch, niestety, umrze w dzieciństwie, ale z pozostałej przy życiu piątki dwaj odcisną bardzo mocne piętno na historii i Lwowa, i Polski. Hrabianka wyszła za mąż za ziemianina Jana Kantego Remigiana Szeptyckiego i oddaliła się z nim co nieco od Lwowa, bo do majątku męża w Przyłbicach, bliziutko Jaworowa, a niespełna 50 km na zachód od Lwowa. Tamże urodzili się dwaj owi znaczący dla polskiej i ukraińskiej historii Szeptyccy. Roman Maria Aleksander porzucił życie świeckie, wstąpił do nowicjatu bazylianów i przybrał imię Andriej. Z czasem został metropolitą lwowskim i halickim obrządku bizantyjsko-ukraińskiego. Przez Ukraińców był uznawany za ich duchowego przywódcę, ale sam mówił, że jest patriotą i ukraińskim, i polskim. Nie cieszył się jednak sympatią Polaków, którzy uważali go za rzecznika ukraińskiej niepodległości, a tym samym ukraińskiego Lwowa. Andrzejowi Szeptyckiemu i jego bratu Kazimierzowi życie zawdzięcza m.in. Adam Daniel Rotfeld (polski dyplomata, minister spraw zagranicznych w 2005 r.), którego w murach soboru św. Jura ukrywał, podobnie jak innych chłopców pochodzenia żydowskiego.

Nikt natomiast nie kwestionował patriotyzmu brata Andrieja, Stanisława, generała, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w latrach 1918-1919, ministra Spraw Wojskowych i Inspektora Armii. Zmarł w 1950 roku. Został pochowany w podkrośnieńskiej Korczynie, bo wraz z zamkiem w Odrzykoniu wchodziła ona do czasu wmaszerowania komuny w skład majątku babci, Zofii hrabiny Jabłonowskiej, która po pojawieniu się we Lwowie Aleksandra Fredry porzuciła męża swego pierwszego, hrabiego Stanisława Skarbka, by rzucić się w objęcia autora nomen omen „Ślubów panieńskich”.

Poprzez pierwszego męża Zofii Jabłonowskiej można zacząć się zbliżać do osób kształtujących kulturę i życie artystyczne Lwowa. Gdy po 1944 roku ludzie ci musieli iść „w świat”, piętno lwowskiej kultury odcisnęli w wielu miejscach Polski. Hrabia Stanisław Skarbek był człowiekiem bardzo majętnym. Urodził się co prawda w Obertynie w okolicach Kołomyi, prawie 200 m na południe od Lwowa, ale w historii stolicy Galicji i Lodomerii zapisał się na stałe wznosząc ogromny gmach Polskiego Teatru. Inauguracja jego sceny nastąpiła w 1842 r. i był to wtedy największy teatr w Europie, bo mający na widowni aż 1460 miejsc. Hrabia Skarbek nie był człowiekiem małostkowym i za jego dyrekcji na scenie wystawiano sztuki Aleksandra Fredry. Uznawał widocznie, że sprawy prywatne nie powinny mieć przełożenia na zawodowe, nadto był zdania, że utrwalanie polskości poprzez stwarzanie szerokiego dostępu do kultury jest najważniejsze. Czapki z głów…

Nie można wykluczyć, że na scenie Skarbkowego teatru lata później elektryzował swoim niesamowitym basem młody człowiek, który przywędrował do Lwowa z podsanockiej Woli Sękowej, gdzie się urodził. Przywędrował na lekcje śpiewu do Walerego Wysockiego, zdumionego, że ma ucznia, który swoim basem nie ustępował jakością wielkiemu rosyjskiemu śpiewakowi, Fiodorowi Szalapinowi. Ze Lwowa Didur ruszył w świat, najwięcej występów dał w nowojorskiej Metropolitan Opera, ale gdy w 1932 r. wycofał się ze sceny, wrócił do kraju i przez ostatnie sześć lat poprzedzających II wojnę światową mieszkał we Lwowa. Uczył śpiewu, zaś w Operze Lwowskiej był kierownikiem artystycznym i muzycznym.

Przez stulecia mijali się w tym mieście i ocierali o siebie ludzie sztuki i kultury, nauki, medycyny, techniki i wojskowości. Współtworzyli tętniącą życiem metropolię, której dynamizm życia społecznego, kulturalnego i naukowego przeczył zacofaniu i cywilizacyjnemu zapóźnieniu tego regionu.

Jacek Stachiewicz