Macierewicz przegrał w sądzie

str-18-macierewicz

To był jeden z największych skandali politycznych i międzynarodowych dotyczący sfery bardzo delikatnej, bo wojskowego kontrwywiadu. Po przejęciu władzy przez PiS Kaczyński zakpił sobie po raz kolejny z ludzi, którzy głosowali na jego partię i mimo wcześniejszych zapewnień, na stanowisku ministra obrony narodowej postawił Antoniego Macierewicza. Dla tych, którzy mają krótką pamięć i szybko zapominają, jak fałszywe są obietnice Kaczyńskiego oraz jego podwładnych, przypominam, że podczas kampanii przed wyborami w 2015 r. Kaczyński usunął Macierewicza z życia publicznego, ponieważ jego dotychczasowe wyczyny, szczególnie związane z rewelacjami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej, nie przysparzały PiS zwolenników.

Odgrywająca w kampanii jedną z głównych ról Beata Szydło, lansowana na premiera w przypadku wygrania przez PiS wyborów, zarzekała się, że resort obrony na pewno nie stanie się łupem Macierewicza i że jego szefem zostanie Jarosław Gowin. Gdy PiS wygrało wybory wszystkie te zarzekania się i obietnice okazały się wierutnym kłamstwem. Macierewicz został ministrem obrony i zaczął demolować armię. Wojciech Czuchnowski w niedawnym felietonie w GW pierwsze dni Macierewicza w MON opisał następująco: „Do MON sprowadził ekipę błaznów, nieudaczników, karierowiczów i szarlatanów. I tak: katastrofą smoleńską zajęli się specjaliści od teorii spisku i wybuchów w szopie. Do kierowania firmami Polskiej Grupy Zbrojeniowej wystarczyło członkostwo w Klubach „Gazety Polskiej”. Na czele kontrwywiadu wojskowego stanął człowiek, który w normalnych warunkach nie dostałby pozwolenia na broń. Gabinet polityczny ministra objął Bartłomiej Misiewicz, pomocnik aptekarza z Łomianek. Jego nazwisko stało się synonimem nepotyzmu i grabienia państwa przez PiS”.

W sytuacji, gdy PiS z prawicowymi przybudówkami osiągnął w Sejmie większość, Macierewicz uznał, że jest bezkarny. Ze stanowisk dowódczych w armii zaczął hurtowo zwalniać generałów z bojowym doświadczeniem zdobytym w Iraku i Afganistanie, zrywać kontrakty na zakup sprzętu zawarte przez poprzedników, armię złożoną z profesjonalistów zaczął zastępować pospolitym ruszeniem (Wojska Obrony Terytorialnej). Wydawało się, że jednak jest w wojsku instytucja, która pozostaje poza jego zasięgiem. Nazywała się Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO.

Centrum to utworzone zostało z inicjatywy służb kontrwywiadu wojskowego Polski i Słowacji, przy akceptacji i udziale jeszcze ośmiu państw: Chorwacji, Czech, Litwy, Niemiec, Rumunii, Słowenii, Węgier i Włoch. Jego zadaniem stało się prowadzenie specjalistycznych szkoleń i kursów dotyczących kontrwywiadu, rozwój doktryn i koncepcji NATO, nade wszystko, jak napisano wtedy w komunikacie, celem jego było „poszerzenie sfery zasobów i zdolności NATO, wzmacniając w jego ramach osłonę kontrwywiadowczą”. Za tym suchym, urzędniczym sformułowaniem kryją się oczywiście działania związane z działalnością kontrwywiadowczą skierowaną wobec głównego przeciwnika NATO, czyli Rosji, która na szeroką skalę prowadzi i ciągle rozwija swoją agenturalną sieć w krajach Unii Europejskiej (piszemy o tym m.in. w cyklu artykułów o „miastach szpiegów”). Na czele Centrum postawiono doświadczonych w tej dziedzinie oficerów. Zostali wskazani i mianowani przez ówczesne władze rządzącej jeszcze wtedy kolacji PO-PSL.

Wszystko wskazuje na to, że to właśnie kierowanie Centrum przez ludzi, którzy nie zostali na te stanowiska mianowani przez Macierewicza i nie mieli zamiaru złożyć rezygnacji po objęciu przez niego teki ministra obrony, spowodowało „akcję”, która wywołała, delikatnie mówiąc – konsternację w szeregach wojska, niedowierzanie wśród jeszcze niedawno sprawującej rządy opozycji. Byli też tacy, których rozbawiła, ukazując groteskowość osób, które wzięły w niej udział i to, co zrobili.

Otóż o godz. 1.30 w nocy z 18 na 19 grudnia 2015 ekipa pod kierownictwem byłego pomocnika aptekarza, a wtedy już szefa gabinetu politycznego ministra Macierewicza, Bartłomieja Misiewicza, wyposażona w łomy i wytrychy włamała się do siedziby Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. Oficera dyżurnego, który odmówił współpracy, obezwładniono i izolowano. Misiewicz oraz jego kompani wyburzyli ścianę i zaczęli pruć sejfy. Ani Macierewicz, ani biorący udział we włamaniu jego podwładni, nigdy nie ujawnili, co się stało z dokumentami znajdującymi się w sejfach. Gdy na miejsce przybył płk. Krzysztof Dusza, niedawny pomocnik aptekarza usiłował wręczyć mu dymisję.

Niemal natychmiast wybuchł międzynarodowy skandal, ponieważ o akcji nie wiedziało ani dowództwo NATO, ani kontrwywiad wojskowy Słowacji, która była partnerem tej instytucji. Kaczyński słowem nie zająknął się o warcholstwie i bezprawnych działaniach Macierewicza, który z właściwą sobie beztroską nic sobie z głosów krytyki nie robił. W podległych PiS mediach rozpoczęła się natomiast kampania oczerniająca pułkownika Krzysztofa Duszę oraz ostatniego za rządów kolacji PO-PSL szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, generała Piotra Pytla. Jeden z przybocznych Macierewicza, awansowany przez niego na stanowisko wiceszefa MON, niejaki Bartosz Kownacki, oświadczył w mediach, że Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO „przez ostatnie dni było okupowane przez osoby nieuprawnione, które nie wykonywały rozkazów ministra i szefa SKW, uniemożliwiały wejście do pomieszczeń, które były przeznaczone pod to Centrum i w ten sposób uniemożliwiano jego certyfikacje i uruchomienie”. Innymi słowy powiedział, że skoro wysocy rangą oficerowie, gen. Piotr Pytel i płk Krzysztof Dusza, odmówili wykonania poleceń ministra Macierewicza, to włamanie się do Centrum i opanowanie go siłą, było usprawiedliwione.

Pułkownika Duszę próbowano zdegradować, na szczęście bezskutecznie, ale MON przeciwko niemu jak też przeciwko gen. Pytlowi, złożyło do prokuratury szereg zawiadomień o popełnieniu przez nich przestępstwa. Dopiero po około 3 latach i 4 miesiącach, w piątek 26 kwietnia bieżącego roku, sprawa ta znalazła swój finał w sądzie. Sąd Okręgowy w Warszawie nie zgodził się z zarzutami prokuratury. Umorzył sprawę przeciwko obu oficerom, uznając, że wbrew twierdzeniom prokuratury nie popełnili oni żadnego przestępstwa i właściwie wypełniali swoje obowiązki.

W orzeczeniu sąd oparł się na dwóch ekspertyzach prawnych, które zamówił w Uniwersytecie Warszawskim oraz w Polskiej Akademii Nauk. Obie są zgodne w ocenie, że Centrum Eksperckie Kontrwywiadu NATO jest instytucją międzynarodową i w związku z tym nie podlega ani rządowi, ani MON, dokładnie zaś, że „nie jest jednostką organizacyjną podległą władzy publicznej lub nadzorowaną przez te organy”, a więc „jego status wyznaczony jest przez umowy międzynarodowe”.

Wyrok sądu okręgowego z 26 kwietnia, to kolejna porażka Macierewicza związana z tą sprawą. Wcześniej sąd nakazał zwrócić odebrane płk. Duszy i gen. Pytlowi certyfikaty, a także należące do nich przedmioty zabrane im przez pomocnika aptekarza i jego pomagierów pod czas włamu do Centrum.

Po upublicznieniu wyroku sądu z 26 kwietnia br. płk Dusza powiedział w jednej ze stacji telewizyjnych: – Będziemy domagać się wyciągnięcia odpowiedzialności karnej wobec M. i jego przełożonych kierujących atakiem na jednostkę NATO.

Prawnicy są zdania, że opinia prawna, na której oparł się sąd, będzie musiała być wzięta pod uwagę przez prokuraturę, do której gen. Pytel i płk Dusza skierowali doniesienia na Macierewicza, Misiewicza i Krzysztofa Bączka (mianowany przez Macierewicza szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego). Sprawa ta ciągnie się już kilka lat, a posłuszna rządowi PiS prokuratura raz już odmówiła wszczęcia śledztwa, jednak jesienią 2018 r. sąd nakazał prowadzić je dalej więc… prowadzi i prowadzi, a końca nie widać.

Macierewicz zaś w poczuciu dobrze pełnionych obowiązków, nic sobie nie robi z orzeczeń sądu i rozbija się po Warszawie służbowym bmw, zawsze z włączonym „kogutem”…

 

Marcin Steciak