Małe dziewczynki i chłopcy w krótkich spodenkach

byc-kobieta

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Kiedy wrócimy pamięcią do dzieciństwa, do czasów gry w gumę na podwórku czy zabaw w szkole, każdy znajdzie w pamięci koleżankę tupiącą nóżką ze złości kiedy coś jest nie po jej myśli. Każdy miał w klasie prymusa lizusów. Ileż przez taką osobę było konfliktów i nieporozumień, ile skarg i nieprzyjemności. Taka Kasia zawsze musiała być najlepsza, chwalona i zauważona. Broń Boże zwrócić takiej uwagę, wtedy był płacz i zgrzytanie zębów. Dzieci omijały takiego wariata jak mogły, nikt się nie chciał bawić czy siedzieć w ławce z taką Kasią. Wtedy do szkoły przybiegała mama dziewczynki z awanturą. Wszystkie dzieci były złe, a Kasia dobra, zdolna i wrażliwa. Rodzice w domu tłumaczyli nam, żeby się nie przejmować, dać spokój. Ale w sercu rósł żal i złość. Taka zawsze musiała być pierwsza kłamiąc i kręcąc, żeby tylko wyszło na jej. W okresie dorastania zawiązywały się przyjaźnie, nikt taką nie zawracał sobie już głowy. Zazwyczaj bywała samotna, ewentualnie miała przy sobie ze dwie koleżanki bez własnego zdania. W szkole średniej i na studiach też trafiały się takie dziwolągi. W tym czasie już zupełnie ignorowane przez resztę szkolnej społeczności. Nigdy przenigdy nie zastanawiałam się na kogo taka Kasia wyrośnie. Ba nawet chyba zakładałam, że dorośnie. Dorośli przecież są normalni, prawi, uczciwi… Do głowy by mi nie przyszło, że w dorosłym życiu spotkam kobiety dojrzałe, które tak naprawdę do dziś tkwią w krótkich spódniczkach z czasów szkolnych. Ich spódniczki rzecz jasna kręcą sie najpiękniej! Które muszą być najlepsze i tupią nóżką. Śmieszny i żałosny to widok, kiedy dorosła kobieta zachowuje się jak mała dziewczynka. I kiedy dorosły facet zachowuje się jak chłopiec w krótkich spodenkach. Wpada taki do mnie (chłop jak dąb lat czterdzieści, mój pracownik) ze słowami: „Pani Jolu, a Stefan na swojej zmianie nie ometkował towaru, a ja zawsze metkuję…” Żal mnie zbierał na takie zachowanie i kablowanie na siebie nawzajem. Było to średnio dwa razy w tygodniu, biegali obaj jeden na drugiego. Prywatnie byli przyjaciółmi od lat. Nie mogłam tego słuchać, nie było to ani zabawne ani śmieszne. Zrobiłam spotkanie i powiedziałam im obu prosto w twarz co robią i żeby lepiej obaj wzięli się sumiennie za pracę. Bo ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co który robi, a czego nie, a w przedszkole nie mam ani czasu ani ochoty się bawić. Ich miny były bezcenne. Miałam też „prymuskę w klasie lizusów”, która wiecznie z uśmiechem mnie tytułowała ,,szefowo,, na co ja dostawałam drgawek. „Szefowo to ja szefową zawiozę” i wyrywała mi z ręki teczkę i kluczyki i już pędziła otwierać mi drzwi. Była słodsza niż miód, miła, grzeczna i uczynna. Robiła wszystko tylko nie to co do niej należało. Kiedy dałam polecenie wysłania ogłoszeń do prasy to usłyszałam: „Szefowo od tego to ja w poprzedniej pracy miałam ludzi”. Padłam jak to usłyszałam. Szybko musiałyśmy się rozstać. Kobieta miała ponad pięćdziesiąt lat, a była kompletnie nieprzystosowana do pracy. Następna gwiazda pracująca u mojej znajomej notorycznie spóźniała się do pracy i brała wolne kiedy się jej podobało podczas okresu próbnego. Po tygodniu musiały się rozstać. Mój znajomy, starszy sporo ode mnie, szukał pracy i przyszedł po poradę jak napisać CV. Ja miałam wtedy dwadzieścia kilka lat i niewielkie doświadczenie zawodowe, on ponad trzydzieści. Do tej pory zajmował się jakimś tam lewym handelkiem markowych towarów z przemytu. Wydawał się być poważny. Kiedy jednak zapytał mnie czy w CV powinien napisać, że w szóstej klasie był przewodniczącym i że działał w podstawówce w harcerstwie, nie miałam pytań i nasze kontakty uległy delikatnemu oziębieniu. Okazało się bowiem, że te Kasie i, niech im będzie, Wojtusie są wsród nas w dorosłym życiu. Wciąż nie dorośli. To co robili kiedyś to nie była kwestia dzieciństwa czy rozpieszczenia, nadopiekuńczych rodziców to był po prostu charakter. Lider czy lizodup? Część z nich trafiła do pracy w koorporacji i dwali z siebie wszystko. Kariera i sukces – dla tej idei byli zdolni niemal do wszystkiego. Jedna znajoma, taka właśnie dziewczynka, miała świetną pracę. Wysoko postawieni rodzice załatwili ciepłą posadkę urzędniczą. Jaka była ładna taka była głupiutka. Zamarzyła się jej kariera w korporacji. Koledzy męża, którzy załatwiali jej tę nową pracę podpuszczali ją jak mogli, co to w tych korpo się dzieje, co trzeba robić: „Pamiętaj na pierwszym spotkaniu musisz pić wódę równo z chłopami do białego rana”. Karierę zrobiłą wielką, po trupach do celu, była pierwszym kablem w firmie i kochanką szefa. Były awanse, służbowe wycieczki do czasu aż z szefem zaszła w ciążę. Wtedy skończyło się wszystko nawet małżeństwo. Córunia tatusia wróciła na łono rodziny. W poważnej firmie pracowali Wojtek i Karol, wysokie stanowiska handlowe. Dostali we dwóch specjalny plan do realizacji. Plan wymagający ogromnego zaangażowania i wielu podróży. Karol to był typowy cwaniak i ślizgacz, lizus jakich mało.Wojtek w pocie czoła pracował nad projektem kilka miesięcy, podzielili się zadaniami. Karol swoich nie ruszył. Umowa była jednak między nimi, sami sobie podzielili czym który się zajmuje. Wojtek nie sprawdzał czy Karol robi to od czego się zobowiązał. Kiedy doszło do przedstawienia realizacji zadania zaczęły wyskakiwać niespodzianki. Szef doprowadzony do szału, wziął ich obu na dywanik. Tam stało się coś niesamowitego, Wojtek z cieżkim sercem musiał powiedzieć prawdę, na co Karol w żywe oczy się wyparł jak dziecko.

Najwięcej tych tupiących nóżką małych dziewczynek tupie dziś w fejsbukowych piaskownicach. Zakładają takie swóje grupy na fejsbuku i żądzą. Założeniem grupy jest fajna miła atmosfera i miejsce do dyskusji. Można tam poznać wielu świetnych ludzi, a nagle okazuje się, że założycielka grupy jest małą dziewczynką. Nie daj Boże powiesz coś co się takiej nie spodoba jesteś wrogiem numer jeden. Szybko orientujesz się, że można rozmawiać tylko na z góry narzucone tematy. Wieczne „gównoburze” wywoływane przez świtę założycielki grupy, bo im wolno wszystko. Przerobiłam kilka takich miejsc, na szczęście poznałam kilka wartościowych osób przy okazji. W kilku miejscach jeszcze jestem, ale bardziej obserwatorem niż dyskutantem, tak bezpieczniej. Czasami można się czegoś ciekawego tam dowiedzieć, ale w większości to typowe piaskownice. Miejsca zbiorowego PMS i rzucania kamieniem na oślep ,byle sobie odreagować niepowodzenia dnia codziennego w necie. Ludziom ciagle wydaje się że w necie jesteśmy anonimowi, że to nie na poważnie. Zapomnieli niekórzy o jednym – że to nie GG gdzie miało się Nicka i tak właściwie nie było wiadomo z kim się rozmawia. Na FB mamy swoje zdjęcia i wiele informacji można o nas znaleźć. Obnażamy naszą prywatność i powinniśmy być tego świadomi. Niektórzy wykorzystuja FB do celów zawodowych. Cała masa sprzedawców ma tam swoich potencjalnych klientów. Wielu tylko miesza się świat wirtualny i kłamią wychodząc z założenia, że można klientowi naopowiadać cudów, bo on potem i tak nic nie pamięta. Litości, nie miejmy ludzi za idiotów. Moja przyjaciółka pracuje w ogromnej firmie handlowej w Warszawie, jest dyrektorem regionu i ostatnio zgadałyśmy się na temat małych dziewczynek i opowiedziała mi historię Zośki. Zośka to dyrektor jednego z regionów, która zawsze musi być krok do przodu. Dorosła kobieta która nigdy nie dojrzała i na służbowej imprezie z okazji urodzin szefa dała numer rodem z podstawówkowego zakończenia roku szkolnego. Umówili się,że kupują wszyscy wspólny prezent. Na oficjalnej gali, kiedy przemowom nie było końca, kiedy zostały złożone gratulacje i życzenia od kontrahentów, na oczach kilkuset osób, nagle i niespodziewanie Zośka z wielkim koszem kwiatów przedziera się przez tłum na sali i wali prosto na scenę do szefa z życzeniami tylko od siebie rzecz jasna! Wszystkim opadły przysłowiowe szczęki z żalu na jej głupotą, naśmiewali się że jeszcze pewnie z tortu wyskoczy. Ona dumna wracała z piersią wypiętą do przodu i z hasłem wymalowanym na twarzy – „Przechytrzyłam was, jestem lepsza”. Zośka jest tak naprawdę pośmiewiskiem firmy, zamiast ambitna jest zawzięta – po trupach do celu. Jej problem polega na tym, że upór i pracowitość nie idą w parze z intelektem, bo gdyby ruszyła głową i umiała współpracować z ludźmi mogłaby zajść dużo, dużo dalej. Jej zachowanie można porównać do gry w koszykówkę, kiedy kapitan nie podawałby piłki do nikogo, tylko sam biegał po boisku z piłką. A przecież nie oto chodzi w grach zespołowych. Niektórzy niestety nie rozumieją słów: gra zespołowa, kapitan, lider.