Mąż idealny

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Wiem, wiem…podśmiechujecie się widząc tytuł, a z drugiej strony pojawia się ciekawość i nutka zazdrości. Bo która nie chciałaby mieć idealnego męża? Od wczesnej młodości marzymy o tym jednym jedynym, królewiczu na białym koniu. Ma być dobry, szlachetny, przystojny rzecz jasna, z pięknie wyrzeźbioną sylwetką, silny, ma nas kocha

nad życie, rozpieszczać, czytać w naszych myślach. Jak trzeba to i komuś przyłożyć w naszej obronie rzecz jasna. W domu zero agresji, w domu ma być łagodny, pisać wiersze i grać na fortepianie. Do tego ma mieć własne zdanie i charakter. Żadna nie pogardzi by przy tym wszystkim byl milionerem. Bo kiedy on już taki rodzinny i ciepły i kasa gra, to już jest raj na ziemi.

Maciek był marzeniem wszystkich dziewczyn w okolicy. Przystojny, świetnie zbudowany koszykarz, do tego niesamowicie inteligentny i błyskotliwy. W życiu miał wiele szczęścia, z niewiarygodną łatwością układało się jego życie zawodowe. Ożenił się z wielkiej miłości z Marysią. Z boku wyglądali na bardzo szczęśliwą rodzinę. Młodzi, zaradni, troje dzieci. Własny dom, firma, wakacje w różnych zakątkach świata. Maciek zawsze chciał żeby rodzina była szczęśliwa, żeby niczego nie brakowało najbliższym. Spełniał wszystkie zachcianki żony. Romantyczny, ciepły facet gotowy na przeróżne niespodzianki. Często zaskakiwał. Wszystkim wokoło opadały szczęki. Jego pomysłowość była niesamowita. Śniadania do łóżka, kolacje przy świecach, wypady na weekendy tylko we dwoje to drobiazgi w porównaniu do jego pomysłów. Niestety Marysia ciagle była niezadowolona, przysiegam zawsze znalazła dziurę w całym. Nie raz mówiłyśmy jej żeby dała spokój, że przesadza. Z dobrobytu poprzewracało się jej w głowie. Na czterdziestkę Maciek zabrał ukochaną na Dominikanę, taka drobna niespodzianka. Mało tego – żeby zrobić żonie przyjemność zabrał również ich najbliższych przyjaciół. W całym apartamencie miały być rozsypane płatki róż i palić się świece, w tle leciała jej ulubiona muzyka… I co? Awantura była na pół hotelu, bo kolor róż nie ten! I foch przez cały wyjazd. To było na porządku dziennym. Na rocznicę ślubu stanął przed domem wymarzony samochód Marysi. Na nieszczęście okazało się, że zmieniła zdanie i to już nie ten wymarzony. I co? Awantura, wyzywanie od głupków, idiotów. Zawsze przepraszał, chodził na paluszkach, zabierał na zakupy. Robił wszystko żeby żona była szczęśliwa. Chciała nianię do dzieci była niania, chciała sprzątaczkę jest sprzątaczka. Maryśka była jak rozkapryszona mała dziewczynka tupiąca nóżką. Nie raz i nie dwa Maciek zwierzał się kolegom i pytał co on źle robi, jak uszczęśliwić żonę? Chciała wyjść z koleżankami na babską imprezę zawsze mogła wyjść. Nie raz bywało, że tak dała czadu, że mąż przyjeżdżał żeby zabrać „zwłoki” żony do domu. Kwiatki, czekoladki, biżuteria zawsze były. Gdyby rozdać wszystkie prezenty tylko z jednego roku to śmiało mogę powiedzieć, że kilkadziesiąt kobiet by się ucieszyło. A Marysia ciagle była niezadowolona. Klasyczna zołza, za która facet pójdzie w ogień. Nie była brzydka, ale też nie żadna bogini, zwyczajna kobieta tyle, że miała kurwiki w oczach. Ich sypialnia była niemalże pokojem uciech z „50 twarzy Greya”. Widać było specyficzne preferencje do ostrego sexu. Po czterdziestce dało się wyczuć u Marysi kryzys wieku średniego. Były masaże, zabiegi, kosmetyczki, botox, nowe piersi. Remont generalny. Nagle przyszedł czas na rozwijanie pasji. Taniec. Prywatne lekcje, prywatny instruktor Salsy. Śniada cera, średni wzrost, czarujący uwodzicielski uśmiech. Jak wyczuł z jaka „kasą” tańczy to był jeszcze bardziej gorący. Marysia nagle zaczęła wyjeżdżać na lekcje do Warszawy, Wrocławia. Zaczęły się wypady z koleżankami do SPA na weekend. Wczasy z przyjaciółką. Marysia zaczęła kwitnąć, przez moment i Maciek myślał, że ten taniec wpłynął na żonę tak dobrze. W końcu się relaksuje, odpoczywa od dzieci. Czar prysł w momencie kiedy Marysia zażądała rozwodu. Tak ją młody kochanek w tańcu zakręcił, że otworzyła mu elitarna szkole tańca. W to przedsięwzięcie zainwestowała pieniądze małżonka. Maciek dla dobra dzieci i rodziny błaga żonę o powrót. Ma nadzieje, że ta się wyszaleje i opamięta. Póki co się na to nie zanosi. Maciek mąż idealny szuka winy w sobie i rozwiązania tej patowej sytuacji. Maryśka chwaliła się przyjaciółkom, że w życiu nie miała z nikim takiego sexu jak z roztańczonym kochankiem. Dobry był w te klocki, tylko cholernie drogi. Za pół roku bzykanka zgarnął całą kasę z rozwodu Maryśki. Maryśka wróciła do męża, bo ten tak kochał, że czekał. Aż wierzyć się nie chce, że są tacy mężowie. Wszystko wróciło do normy, Maciek znów się stara, a Maryśka… znów tupie nóżką.