Miliony za „wyklętych”

str-17-jeden-z-synow-durnogi

Za komuny krążył swego czasu żart, że o członkostwo w „Zbowidzie” (Związek Bojowników o Wolność i Demokrację) wystąpił człowiek, który urodził się jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej. Wniosek uzasadniał tym, że będąca z nim w ciąży matka zajmowała się kolportażem ulotek organizacji podziemnych, co wiązało się z narażaniem życia i ogromnym stresem z tym związanym. Tenże stress, argumentował kandydat na kombatanta, oddziaływał również na jego życie płodowe, a także późniejsze życie poza matczynym łonem. Był tenże stres tak silny, że wywarł piętno na jego życiu w dzieciństwie, w wieku chłopięcym, również w dorosłym i to do tego stopnia kancerujące, że nie potrafił dostosować się do otaczającej rzeczywistości, przez co nie potrafił sobie ułożyć życia i stoczył się na jego margines.

Z czasem okazało się, że nie był to żart. W czasach dzisiejszych nie jest żartem, że o milionowe pieniądze w ramach odszkodowań i zadośćuczynienia starają się dzieci ludzi, których polityka historyczna PiS wyniosła do rangi „żołnierzy wyklętych”, czyli takich, którzy po zakończeniu wojny nie złożyli broni, poszli „do lasu” i walczyli z komunistycznym reżimem. PiS musi mieć swoją „politykę historyczną” i swoich bohaterów, a „polityka historyczna”, jak to ktoś słusznie powiedział, nie ma nic wspólnego z historią, natomiast bardzo dużo z polityką.

Kaczyński i jego PiS wynieśli na sztandary „żołnierzy wyklętych”, których przeciwstawiają rzeczywistym weteranom polskiego zbrojnego podziemia z czasów II wojny, czyli przede wszystkim żołnierzom Armii Krajowej. Powód jest oczywiście polityczny – środowisko byłych żołnierzy AK jest niechętne wobec Kaczyńskiego i polityki przez niego uprawianej. Najbardziej obrzydliwym przejawem polityki PiS wobec żyjących weteranów AK było obrzucenie przez PiSowskie media stojącego nad grobem generała Zbigniewa Ścibor-Rylskiego pomówieniami o współpracę z UB. Generał Ścibor-Rylski był prezesem Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich i już po roku 2015, czyli za ponownych rządów PiS, krytycznie wypowiadał się o rządach tej partii. Generał zmarł 3 sierpnia 2018 r., dokładnie w 74 rocznicę Wybuchu Powstania Warszawskiego.

PiS wywraca do góry nogami niemal każdą dziedzinę życia i pisze „swoją” historię. Świadomie, bo Kaczyński głupi nie jest i wie że każda „swoja” historia jest fałszywą historią. Ale postanowił mieć „swoją” historię, więc ją tworzy, a wraz z nim ci, których poczynaniami i słowami steruje. Instytut Pamięci Narodowej w ramach tej polityki twierdzi, że „antykomunistyczne podziemie” po oczyszczeniu Polski z wojsk niemieckiego okupanta liczyło 180 tys. ludzi, ale z zalegających w archiwach dokumentów wynika, że po amnestii w 1947 r. w lasach pozostał jeden procent tej liczby, czyli ok. 1800 osób. To byli rzeczywiście ci, którzy nie uznawali nowej władzy i uważali, że należy jej przedstawicieli zwalczać. Napadali więc na milicjantów, działaczy PPR, na drugi świat przenieśli się też niektórzy chłopi, którzy dostali ziemię w ramach reformy rolnej i mieli pecha trafić na „wyklętych”.

Głośno czczonym każdego roku przez młodych narodowców jest niejaki Romulad Rajs, pseudonim „Bury”, który zasłynął z pacyfikacji kilku wsi na Podlasiu i zbrodni dokonanej na ludności cywilnej w Puchałach Starych oraz w Zaleszanach. Oddział Józefa Karasia, ps. „Ogień” grabił, nękał i mordował na Podhalu, ze szczególnym upodobaniem Żydów.

PiS dwa lata temu przegłosował w Sejmie ustawę, na mocy której rodziny „bojowników antykomunistycznego podziemia” mogą występować o odszkodowania za trudne dzieciństwo spowodowane działalnością ich ojców.

Pierwszy, który postanowił zarobić na ojcowskich polowaniach na Żydów, grabieniu i nękaniu innych mieszkańców Podhala, był syn wspomnianego „Ognia”. We wniosku napisał m.in. jak szykanowany był w dzieciństwie: „W szkole podstawowej to już wyraźnie widziałem różnicę między innymi uczniami a mną. W średniej miałem już zupełnie przechlapane. Był taki jeden nauczyciel, który mnie bardzo, bardzo nie lubił”. I syn „Ognia” za tak zszargane dzieciństwo zażyczył sobie milion złotych odszkodowania. Trafiło na sąd, który stwierdził, że nie zostało do końca wyjaśnione, czy tatuś wnioskodawcy działał na rzecz „niepodległości państwa polskiego”, czy to, co robił, było tego zaprzeczeniem.

Adwokatka syna „Ognia” zaperzyła się, że Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, który orzekł co powyżej, „pisze nową samodzielną historię Polski, nie uwzględniając stanowiska IPN – organu władnego do formułowania ocen w zakresie dziejów historii” i syn „Ognia” powrócił do sądu, ale tym razem z chęcią zainkasowania za tatusiowe wyczyny nie 1 miliona zł, a 10 mln zł.

W drugim sądowym podejściu towarzyszyła mu pani Magdalena Zarzycka-Radwan. Urodziła się w celi zamku w Lublinie. Jej matka zmarła przy porodzie. Dwa pierwsze lata swego dzieciństwa spędziła w celi pod opieką innych więźniarek, potem została oddana do domu dziecka, z którego zabrał ją ojciec po wyjściu z więzienia. Nikt nie zaprzeczy, że dzieciństwo miała raczej straszne. Wystąpiła o 15 mln zł odszkodowania. Gdy sąd przyznał jej milion, rzekła, że to „pokazówka stricte komunistyczna” i że w uzasadnieniu wyroku Sąd „mnie upokorzył. Wyszłam, żeby tych pierdół nie słuchać”, bo, jak twierdzi, 15 mln zł to symboliczna kwota w stosunku do tego co przeżyła.

Edmund Sawczyn miał pseudonim „Puma” i był członkiem Batalionu Operacyjnego Narodowych Sil Zbrojnych działającego w Rymanowie i okolicach w dzisiejszym woj. podkarpackim. Za jego „działalność bohaterską i patriotyczną” dzieci zażądały 12 mln zł, uzasadniając, że pieniądze te są im potrzebne na ekshumację zwłok ojca i jego godne upamiętnienie.

Na podobny cel pięcioro dzieci Władysława Łasia (był m.in. w oddziale „Ognia” i przesiedział w więzieniu 5 lat) żądało 10 mln zł. Sąd przyznał 2 mln, co nie spodobało się dzieciom, które napisały: „Żadne pieniądze nie są w stanie zrehabilitować tej krzywdy, którą komuniści wyrządzili mojemu ojcu, ale uważamy, że zasądzona kwota jest za niska. Będziemy wnioskować o inne odszkodowanie za te wszystkie cierpienia. Nasz ojciec do końca swoich dni był wielkim patriotą. (…) Po wyjściu na wolność nie był już zdolny do stałej pracy, dorabiał jako pasterz i żył skromnie”.

– Ojciec o moim istnieniu dowiedział się dopiero w 1952 r. Gdy wrócił, rodzina przestała istnieć. Były konflikty rodzinne, pretensje , awantury – powiedział dziennikarce jeden z synów Zbigniewa Kowalczyka, PS. „Lis”, który został wywieziony na Syberię, gdzie spędził 10 lat. Pracował w kopalni, przy wyrębie lasu, w kamieniołomach i stracił tam zdrowie. Synowie Kowalczyka są na drugim miejscu rekordzistów pod względem wysokości żądanego odszkodowania, Domagają się od polskiego państwa 22 mln 967 tys. zł. Ta niezaokrąglona kwota bierze się stąd, że wysokość odszkodowania obliczyli przyjmując, że za każdy dzień pobytu ojca na zesłaniu należy się im średnie miesięczne wynagrodzenie i oczywiście odszkodowanie za starty moralne.

Liderem żądań są dzieci Józefa Durnogi, ps. „Desant”. Żądają 23 mln zł. Za „próbę obalenia ustroju siłą” – standardowe uzasadnienie wyroku komunistycznych sądów, „Desant” otrzymał 10 lat więzienia. Wyszedł 3 lata przed upływem kary, w 1970 r. został zrehabilitowany, zmarł w 1977 r. Kwotę 23 mln zł dzieci Durnogi rozpisały w punktach: 8 mln zł – za tortury, 13 mln zł – za pobyt w więzieniu, 1 mln zł za niesłuszne skazanie. Sąd Okręgowy w Kielcach uznał te żądania za mocno wygórowane i każdemu z dzieci przyznał 336 tys. zł. Najstarszy syn Józefa oświadczył: „To na otarcie łez, będę się odwoływał”.

Troje dzieci Tadeusza Świtka, który działał w słynnej ze współpracy z hitlerowcami Brygadzie Świętokrzyskiej, wystąpiły o 17 mln zł. Żona i córka Jana Gąsienicy-Kotelnickiego, który był u „Ognia”, wystąpiły o 13 mln zł, ponieważ „prowadził aktywną działalność partyzancką, polegającą przede wszystkim na walce zbrojnej przeciw funkcjonariuszom UB i MO oraz żołnierzom KBW”. Przyznane odszkodowanie w wysokości 500 tys. zł obie panie mocno zbulwersowało.

Potomkowie jeszcze kilku byłych „wyklętych” występowali o odszkodowania przewyższające 10 mln zł. Znacznie liczniejsza jest grupa tych, których zadowoliłoby drobne kilka milionów.

Michał Tomkiewicz