Monopolowa ze Lwowa

str-24-monopolowa

W wielu krajach Polska z czasów komuny kojarzyła się z wódką o nazwie „Wyborowa”, ale akurat nie ten wyskokowy trunek był najsłynniejszy spośród wszystkich produkowanych na ziemiach polskich. Nie piszę „w Polsce”, ponieważ marka legendarnego alkoholu zrodziła się jeszcze podczas zaborów na ziemiach polskich, będących wówczas we władaniu Austrii. Za sprawą zresztą austriackiej monarchii stała się znana na dworach Europy i świata, bo w roku 1876 firma produkujące owe mocne trunki zyskała tytuł Cesarskiego i Królewskiego Dostawcy Dworu. Oczywiście dworu wiedeńskiego. Była to rekomendacja wystarczająca, by „zawojować świat”.

Na dodatek, 36 lat później, pewien sprzedawca psów z Królewskich Vinohradów w Pradze, który po wcieleniu do austriackiego wojska został pucybutem niejakiego porucznika Lukasza, lubował się w smakowaniu nalewki lawendowej tejże samej firmy, która była dostawcą alkoholi cesarskiego dworu. Tym smakoszem był dobry wojak Szwejk, spłodzony na kartach powieści Jaroslava Haška.

Firma produkująca alkohole, które smakowali zarówno cesarz jak i wojak pucybut, nazywała się Baczewski. Wszyscy kojarzyli ją ze Lwowem, bo rzeczywiście w tym polskim wtedy mieście miała siedzibę, gdy stała się sławna na całym alkoholowym świecie. Ale marka ta nie zrodziła się we Lwowie, lecz we wsi o nazwie Wybranówka, leżącej około 40 km na południe od stolicy Galicji i Lodomerii. Jej „rodzicielem” był Lejb Baczeles, pochodzenia żydowskiego. Wtedy, bo w roku 1782, był w sile wieku, liczył sobie wówczas 35 lat. Do dziś nie znaleziono w źródłach zapisów, jakim sposobem Lejb otworzył w Wybranówce swoją gorzelnię, ale pewnie musiał otrzymać od władzy koncesję, bo bez niej nie miałby szans na prowadzenie tego biznesu. Nie wiadomo też, jaką działalnością parali się przodkowie Lejba. Podejrzewa się, że byli karczmarzami dzierżawiącymi karczmę lub karczmy od panów szlachty lub księży, którzy bogacili się na budowie tego typu obiektów i puszczaniu ich w dzierżawę Żydom, dzięki czemu rozpijany naród winnymi swojego alkoholizmu obarczał starszych braci w wierze. Założenie gorzelni prze Lejba wyznawców teorii o rozpijaniu Polaków przez Żydów tylko ich w tej wierze umacniało.

Gorzelnia założona przez Lejba była fachowo prowadzona, jednak niczym specjalnie nie wyróżniała się spośród od innych tego rodzaju zakładzików spirytusowych działających w bliżej i dalszej odległości od Wybranówki. Ale Lejb miał syna, któremu nadal iście cesarskie imiona – Leopold Maksymilian i gdy dwojga imion Baczeles zrzucił z siebie młodzieńcze opierzenie, zabrał się do ojcowskiego biznesu z rozmachem. Miał wizję, w której mieściło się przekonanie, że firmę trzeba przenieść do dużego miasta, gdzie po pierwsze jest rynek, po drugie – gdzie są i gdzie przyjeżdżają ludzie bywali „w świecie”, z którymi należy nawiązywać kontakty umożliwiające rozwój biznesu.

Leopold Maksymilian przeniósł więc firmę do Lwowa, porzucił rodowe nazwisko Beczeles na rzecz nowego, spolszczonego, w którym jednak pobrzmiewało coś z tego poprzedniego. Od momentu osiedlenia się z firmą we Lwowie nazywał się już Baczewski i z ojcem, który pozostał wierny nazwisku Beczeles, wybudowali od zera nową fabrykę wódek na lwowskim przedmieściu Zniesienie. Po zadomowieniu się we Lwowie i wybudowaniu nowej fabryki, w roku 1832 Leopold Maksymilian zainstalował w niej najnowocześniejsze urządzenia, m.in. wynalezioną dwa lata wcześniej przez Irlandczyka Eneasza Coffeya, podwójną kolumnę do rektyfikacji ciągłej. Przede wszystkim poszerzono asortyment. Poza wódką czystą rozpoczęto produkcję rumu, starki, między innymi także owego Szwejkowskiego przysmaku, czyli nalewki lawendowej, której rynkowa nazwa brzmiała – kontuszówka. Po osiągnięciu dorosłości (tak przynajmniej się nam wydaje) rossolisem od Baczewskiego (likierem aromatyzowanym płatkami róży) miał utrwalać w sobie dobry nastrój sam Franciszek Józef, który 9 lat po koronacji uczynił firmę Baczewskich dostawcą alkoholi na stoły swego dworu.

Sznyt firmie nadał prawnuk Lejba Baczelesa, Józef Adam, który skoncentrował się na „śrubowaniu” najwyższej jakości wyrobom swojej fabryki oraz działaniach marketingowych. Tenże Józef Adam był jednym z pierwszych, który na europejskie rynki wprowadził alkohole w eleganckich, przypominających karafki butelkach z przezroczystego szkła, a jego inicjały do dziś zdobią butelki wódek firmy Baczewski. Józef Adam zmarł w roku 1911, więc firmę przejęli jego dwaj synowie. „Robotą papierkową” zajął się Henryk, który miał wtedy 45 lat, a siedem lat starszy Leopold był wykładowcą chemii i chadzał w aureoli wybitnego znawcy branży spirytusowej, toteż koncentrował się na jakości wyrobów. Bracia prowadzili szeroko zakrojoną akcję marketingową. Druki reklamowe opracowywał dla nich lwowski artysta Edward Kazubski, znany jako Lu-Can, a niektóre z nich okraszały wdzięczne rymowanki, jak m.in. ta, z której fragment zacytowaliśmy w nadtytule niniejszego artykułu:

Jest jedno hasło, którego dźwięk luby

Godzi wszelkie koła, partje, kluby

Od Łyczakowskiej

aż po prospekt Newski – „Baczewski”.

W II Rzeczpospolitej firma Baczewski z roku na rok nabierała rozmachu. Eksportowała swoje wyroby na rynek USA, otworzyła filie w Wiedniu i w Paryżu, zaopatrywała polskie transatlantyki „Polonia” i „Piłsudski”, a w roku 1925 na Londyńskiej Wystawie Spirytusowej zgarnęła komplet nagród. Wódki „Monopolowa” i „Perła” miały niepodważalną opinię alkoholi najwyższej jakości i były synonimem spożywczego luksusu. Konkurentem Baczewskich był Włodzimierz Smirnow, potomek moskiewskich gorzelników, który jeszcze przed ostatecznym zainstalowaniem się w Rosji systemu komunistycznej szczęśliwości dał nogę z rodzinnego kraju i odtworzył biznes we Lwowie. Ale bracia Baczewscy i Smirnow zamiast konkurować „na noże”, jak to się dziś dzieje, byli względem siebie eleganccy i prawili sobie komplementy. Z tyłu butelek Baczewskich była naklejka z napisem „Jedyną wódką dorównująca Baczewskiemu jest rosyjska wódka Piotra Smirnoffa z Moskwy”, na co W. Smirnow odpowiadał w sposób podobny. Rosyjska wódka „Piotr Smirnoff” miała imię założyciela gorzelni (rok 1860), a drugi człon nazwy (Smirnoff) nadał jej już Włodzimierz Smirnow. Brzmi tak samo, ale pisze się inaczej.

Świetnie rozwijający się biznes braci Baczewskich unicestwiła wojna. Po pojawieniu się we Lwowie komunistycznej władzy prowadzący już wtedy firmę synowie Henryka (Adam) i Leopolda (Stefan) zostali aresztowani przez oprawców z NKWD i zesłani do pracy w kopalni Donbasu. Po roku obaj tam zginęli. W fabryce wódek władza radziecka urządziła fabrykę… papieru ściernego.

Ale marka alkoholi wódek z etykietą „Baczewski” nie przepadła. W 1956 r. wróciła na rynek za sprawą rodziny Gesslerów, która w wyniku wojny również straciła swoje fabryki (także wódek) w Polsce, ale nie straciła filii w Wiedniu. I za ich sporawą w tejże filii odrodziła się wódka Baczewski. Firmy połączyły się pod nazwą „Altvater Gessler – J.A. Baczewski” (J.A. to inicjały Jacka Aleksandra, kolejnego potomka rodu Baczewskich) i flagowy produkt Baczewskich, czyli wódka „Monopolowa” (produkowana z ziemniaków) wróciła na stoły ekskluzywnych lokali Europy oraz Ameryki. Ale na polskim rynku pojawiła się ponownie dopiero po upadku komuny, czyli w roku 1989.

Andrzej Fliss