Morata, Lewandowski i… autostrada

sport-lewandowski

Alvaro Morata, hiszpański napastnik Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii, przechodzi z Realu do londyńskiej Chelsea. Rosyjski oligarcha Roman Abramowicz (to ten, o którym pisaliśmy, że jego kariera w biznesie zaczęła się od kradzieży pociągu z ropą naftową), który jest właścicielem Chelsea, zapłaci za 25-letniego Hiszpana tyle, ile kosztowałoby go wybudowanie 8 kilometrów autostrady. O ile oczywiście zamiast zajmować się piłką nożną, zdecydowałby się wziąć za budowę autostrad. Jak na razie Abramowicz po autostradach jeździ, a buduje je kto inny, ale średni europejski koszt wybudowania kilometra autostrady wynosi 10 milionów euro. Za Alvaro Moratę, Abramowicz zapłaci 80 mln euro, czyli 8 km autostrady ma jak w banku. 8 kilometrów, to spory dystans. Idąc z prędkością 12 minut na kilometr trzeba na pokonanie tego dystansu poświęcić półtorej godziny i 6 minut. To wystarczający czas, aby rozmyślać, dlaczego za młodego kopacza piłki nożnej trzeba zapłacić aż taką furę pieniędzy.

Na początku bieżącego roku France Football opublikował ranking najdroższych piłkarzy świata. Robert Lewandowski został w nim oceniony również na 8 km autostrady. Jeszcze sześciu z ceną Moraty oraz Lewandowskiego i mielibyśmy po dwa pasy ruchu na autostradzie na przykład z Krakowa do Tarnowa. Budowa tego odcinka trwała dobrych kilka lat, setki tysięcy metrów sześciennych ziemi trzeba było wywieźć, tyle samo kamieni przywieźć, wybudować mosty, wiadukty, przepusty, barierki, ekrany, a tu pstryk… i za Moratę Real dostaje na konto 8 km autostrady.

Dziennikarscy spece od piłki nożnej, którzy żadnej książki na jakiś inny temat w życiu nie przeczytali i na żaden inny temat nie są w stanie rozmawiać, twierdzą, że te kilometry autostrad za jednego kopacza, to wina telewizji i mediów. Czyli przyznają się, że w tym biznesie oni też kręcą i to nie tylko lody. Że telewizja oraz inne media, także agenci sportowców, wykreowali ich na bohaterów naszego globu, to oczywisty truizm i trzeba się z tym pogodzić.

Polacy w świat bohaterskich kopaczy piłki wchodzą dopiero od kilku lat, ale już mamy herosa ponad herosy, czyli Roberta Lewandowskiego. Dla Polaków jest number one, ale we wspomnianym rankingu France Football był dopiero jedenasty, trzy razy (z kawałkiem) mniej wart od Brazylijczyka Neymara, wycenionego na 250 mln euro. Gdyby jakiś klub zapłacił Neymarowi takie pieniądze za roczną grę w danym klubie, młody Brazylijczyk inkasowałby dziennie równowartość 685 tys. dolarów. Miałby więc codziennie na nowy egzemplarz najdroższego Rolls Royca Phantom Extended Wheelbase, za każdym razem z nowym kierowcą, także z nowym zestawem panienek, a i tak zostałoby mu jeszcze mnóstwo forsy na wybranie rzeczy z pralni.

Dla młodych polskich piłkarzy status Neymara oddalony jest o lata świetlne, ale to działa na wyobraźnię i mnóstwo młodych ludzi zaczyna kopać piłkę albo uprawiać inne dyscypliny, bo widzi, że sport jest sposobem na życie. Co prawda za młodu trzeba harować, ale na starość, gdy inni ledwo zipiąc dociągać będą do emerytury, oni będą mogli pić na śniadanie szampana i et cetera, et cetera…

Polscy pionierzy już mają ponabijane konta, co prawda nie tak szokującymi kwotami jak konta Neymara i jemu podobnych, ale i tak są to pieniądze, o których przeciętny zjadacz chleba może pomarzyć…

Wśród najdroższych polskich piłkarzy na pierwszym miejscu jest Arkadiusz Milik. Nie Robert Lewandowski, ponieważ z BVB Dortmund przeszedł on do Bayernu Monachium za darmo, jako że w BVB wygasł mu kontrakt, aliści trudno uwierzyć, by uprawiał działalność charytatywną i za to przejście przyjął od monachijczyków tylko zdawkowe „danke”. Od czasu gdy Fenicjanie wynaleźli pieniądze, słowo „dziękuję” ma w biznesie dalekorzędne znaczenie. No, ale przejdźmy do rzeczy…

Piłkarzem, który za największe pieniądze został sprzedany z polskiej ligi do zagranicznej, nie jest żaden z „wielkich”, który przychodzi nam do głowy, gdy myślimy o największych transakcjach w polskim futbolu. Ani Lewandowski, ani Dudek, a już tym bardzie Piszczek czy Błaszczykowski. Tym najdroższym polskim produktem piłkarskim wyeksportowanym za granicę jest niejaki Jan Bednarek.

– Kto to jest Jan Bednarek? – zapyta okazjonalny oglądacz futbolowych polskich lig. – Nie za bardzo łapię, o kogo chodzi?

Jan Bednarek był otóż piłkarzem Lecha Poznań, ale teraz jest już kopaczem Southampton z ligi angielskiej, do której przeszedł za 6 milionów euro. Drugie miejsce na liście najdroższych piłkarskich transakcji „z Polski w świat” zajmuje Adrian Mierzejewski, za którego wyjęcie z Polonii Warszawa turecki Trabzonspor zapłacił 5,25 mln euro. Nieco mniej, bo „tylko” 5 mln euro zapłacił angielski Leicester za grającego wtedy w Cracovii Bartosza Kapustkę i akurat ten transfer jest klasycznym przykładem wyrzuconych pieniędzy. Bez wątpienia bardzo utalentowany Kapustka błysnął w kilku międzynarodowych meczach, dał się skusić na transfer, ale dystans dzielący polską piłkę od angielskiej okazał się zbyt duży, by mógł wejść do gry w barwach wyspiarskiej drużyny i cały sezon przesiedział na ławie. To ostrzeżenie dla piłkarskich młokosów. Trzeba najpierw okrzepnąć w polskiej lidze, nabrać doświadczenia, nade wszystko sił, by podołać znacznie wyższym wymaganiom, jakie stawia się piłkarzom w rozgrywkach lig zachodnich i dopiero wtedy dać się dobrze sprzedać. Lewandowski ponad rok dochodził do poziomu ligi niemieckiej, a ta jednak ustępuje angielskiej.

No więc Bednarek, Mierzejewski, Kapustka to eksportowe podium polskiej piłki nożnej. W tym kontekście trzeba oczywiście wspomnieć, że za transfer Roberta Lewandowskiego do Borussi Dortmund w roku 2010 Lech Poznań zainkasował 4,75 mln euro. Jeśli jednak pominiemy ograniczanie się do transakcji „z ligi polskiej do ligi zagranicznej” i uwzględnimy transfery polskich piłkarzy już grających w zagranicznych ligach, to lista „najdroższych” przedstawia się zupełnie inaczej i niejaki Bednarek znajdzie się na tej liście dopiero na 8 miejscu.

W rankingu przewodzi Arkadiusz Milik, którego przejście z Ajaksu do Napoli kosztowało Włochów 32 mln euro. Drugi jest Grzegorz Krychowiak – 26 mln euro z Sevilli do paryskiego PSG, trzeci Piotr Zieliński – 14 mln euro z Udinese do Napoli, czwarty Kamil Glik – 11 mln euro z Torino do AS Monaco, piąty Wojciech Szczęsny – 10 mln euro z Arsenalu do Juventusu, szósty Kamil Grosicki – 9 mln euro z Stade Rennes do Hull City, siódmy Jerzy Dudek – 7,4 mln euro z Feyenoordu do Liverpoolu. Ósmy jest wspomniany Jan Bednarek, a za nim wymienieni już wcześniej piłkarze polskiej ligi.

Dla porządku, skoro powoływaliśmy się na ranking France Football, podajemy listę najdroższych (w euro) piłkarzy świata sporządzoną przez dziennikarzy tej gazety:

  1. Neymar (FC Barcelona) – 250 mln

  2. Messi (FC Barcelona) – 190 mln

  3. Griezmann (Atletico Madryt) – 135 mln

  4. Ronaldo (Real Madryt) – 130 mln

  5. Pogba (Manchester Utd.) – 125 mln

  6. Bale (Real Madryt) – 110 mln

  7. Suarez (FC Barcelona) – 95 mln

  8. Aguero (Manchester C.) – 88 mln

  9. Higuain (Juventus Turyn) – 85 mln

  10. Mueller (Bayern Monachium) – 82 mln

  11. Lewandowski (Bayern Monachium) – 80 mln

Jedenastu najdroższych piłkarzy świata jest według France Football wartych jeden miliard 370 mln euro. Czyli tyle, ile kosztowałoby wybudowanie 137 km autostrady. Różnica jest taka, że autostrada zostaje na lata, a wraz upływem lat wartość piłkarzy będzie maleć. Tyle tylko, że świat nie znosi próżni i gdy oni będą odchodzić na piłkarską emeryturę, media wykreują ich następców. I zapewne będą jeszcze drożsi