Morderca z New Jersey z polskimi korzeniami

str-18-morderca

Za młodu był szczupły, wysoki z bujną czupryną, ot przeciętny Amerykanin w wieku rozwojowym. Gdy go aresztowano posturę miał już potężną, jak większość dzisiejszych Amerykanów, którzy nie mogę się powstrzymać od jedzenia. Łysy na górze głowy, z zarostem po bokach i staranie przystrzyżoną, niewielką brodą. Wyraz jego twarzy był łagodny, wręcz dobroduszny. Wydawać by się mogło, że to człowiek, który jest w stanie podać rękę każdemu, kto potrzebuje pomocy. Ale gdy ten człowiek wyciągał rękę, miał w niej zazwyczaj pistolet. Strzelał bez skrupułów, z zimną krwią. Mówił: Strzelałem do nich z bardzo bliskiej odległości. Chciałem się z nimi pożegnać (gdy wypowiadał te słowa uśmiechnął się), patrzyłem im w oczy, widziałem pustkę, strach, zaskoczenie. Chciałem, żeby zabrali mój obraz do wieczności, żeby tylko mnie tam widzieli.

Jak zabijał? – Podstawiałem im lufę pod brodę. Raz strzeliłem facetowi w jabłko Adama, żeby sprawdzić, jak długo się wtedy umiera. Byłem wtedy z kumplem. Założyliśmy się o 50 dolarów. Przegrałem, bo myślałem, że facet umrze szybko, a umierał przez kilka minut, udławił się własną krwią.

Człowiek, który mówił te słowa, nazywał się Richard Kuklinski i tylko przez przypadek jego imię i nazwisko są zbieżne z Ryszardem Kuklińskim, polskim wojskowym, który był amerykańskim szpiegiem ulokowanym w sztabie komunistycznego paktu wojskowego o nazwie Układ Warszawski. Ten Kukliński był Polakiem, urodził się w Warszawie w 1930 r. i został w największej tajemnicy ewakuowany z Polski przez amerykański wywiad tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego w 1981 r. Natomiast Richard Kukliński był od urodzenia Amerykaninem, urodził się 5 lat po jego polskim imienniku, w roku 1935 w Jersey City w stanie New Jersey. Jego matka była Irlandką, ojciec Stanisław emigrantem z Polski. Pracował na kolei. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie dzieciństwo ukształtowało charakter Richarda.

Ojciec był porywczym alkoholikiem i sadystą, szybko wpadał w szał, nieustannie bił dzieci i żonę, której ucieczką przed brutalnym mężem, był różaniec i modlitwa. Podczas jednego z ataków szału Stanley Kukliński zakatował biciem na śmierć starszego brata Richarda i prawdopodobnie to był ten moment, który zaważył na mentalności chłopaka. Policji powiedziano, że chłopiec zginął spadając ze schodów. Richard wszedł w konflikt z rodzicami, większość czasu spędzał na ulicy i zapewne od ojca przejął popędliwy i brutalny charakter. Tkwił w przekonaniu, że tylko przemoc ochroni go przed przemocą i agresywnym zachowaniem innych. Zaczął się znęcać nad zwierzętami, przede wszystkim kotami i psami, które żywcem wrzucał do pieców albo przywiązywał do pociągów. Ale bardzo szybko podmiotem jego fizycznej agresji stali się rówieśnicy. Pierwszego morderstwa dokonał mając zaledwie 14 lat. Ofiarą był jego rówieśnik, który wraz ze swoim szkolnym gangiem znęcał się nad Richardem. Zapewne też wtedy w mentalności Richarda nastąpiły nieodwracalne zmiany, puściły wszelkie hamulce, jeśli jakieś w nim jeszcze tkwiły. W więzieniu, podczas kilkudniowej, trwającej kilkanaście godzin sesji z psychologiem, zwierzył się, że po pierwszym zabójstwie zaczął, ot tak, bez powodu, zabijać bezdomnych było tych zabójstw około 50. Stwierdził, że w latach swojej młodości zabił około 100 osób.

W 1954 roku, miał wtedy dopiero 19 lat, zainteresowała się nim mafijna rodzina Gambino, która poprzez swoich informatorów musiała się dowiedzieć o brutalnym młodym człowieku, który mordował bez najmniejszych zahamowań. Zadaniem egzaminacyjnym na płatanego mordercę mafii było zamordowanie przypadkowego człowieka. Richard nie miał przed tym najmniejszych oporów. Po minięciu na ulicy nieznajomego mężczyzny odwrócił się i strzelił mu w tył głowy. Celny strzał i celująco zdany egzamin. Od tego momentu zabijał bez najmniejszych skrupułów i to nie tylko na zlecenie. Wystarczyło, że ktoś mu w taki czy inny sposób podpadł, wystarczyło nawet, że krzywo na niego spojrzał. Nie miał najmniejszego szacunku dla życia innych ludzi. Gdy pewnego dnia z grupki osób, która weszła do pewnego baru, jeden z mężczyzn odezwał się do niego niezbyt przyjaźnie, czekał na niego tak długo aż tamten wyjdzie na zewnątrz. Wyszedł w momencie, gdy nikogo nie było w pobliżu i to był jego koniec. Richard udusił go sznurkiem owiniętym wokół szyi, zwłoki przykrył śmieciami i poszedł w swoją stronę, jakby nigdy nic się nie stało. Nie miał żadnych zahamowań i żadnych skrupułów.

Mściwi mafiosi zaczęli mu dawać zlecenia zabójstw ze wskazaniem, że ofiara ma umrzeć w męczarniach. Kuklińskiemu nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Wpadł na szczególnie bestialski sposób. Porywał swoje ofiary, wiązał i wywoził do jaskiń, gdzie roiło się od szczurów. Tam ofiary porzucał, a na dowód dla zleceniodawców, że wywiązał się z „zamówienia”, pozostawiał włączoną kamerę z dźwiękiem, która filmowała i rejestrowała krzyki człowieka pożeranego przez szczury. Gdy wracał do jaskini zazwyczaj zastawał już tylko ogryziony do kości szkielet. Nim film przekazywał mafii, sam oglądał go w domu i napawał się widokiem okrucieństwa, którego był sprawcą.

Wypytywany przez policjantów, a później w więzieniu przez psychologa, przyznał, że w swoim życiu zabił ponad 200 osób. I ofiarami, jak już wspomnieliśmy, nie byli tylko ludzie wskazani przez mafię. Także zupełnie przypadkowe osoby, bo Richard zabijał na zlecenie, ale także bez powodu. Licząc od pierwszego morderstwa do chwili aresztowania, mordował przez 37 lat, z tego 32 lata był płatnym zabójcą mafii. Zyskał przydomek „Iceman”, ponieważ po jakimś czasie patolodzy zorientowali się, że swoje ofiary zamrażał w zamrażalnikach, by nie pozostawić śladów. Wcześniej je ćwiartował. Wielu zabitych chował do beczek po oleju. Psychologowi w więzieniu mówił: Mogę każdemu zrobić krzywdę. Mogę deptać, bić, łamać kości i nic przy tym nie czuję. Na pytanie, co mu sprawia przyjemność, odpowiedział: Seks.Tylko seks.

Przez niemal 40 lat jeden z najbardziej zwyrodniałych morderców żył bezkarnie w New Jersey, w dzielnicy wyższej klas średniej. Sąsiedzi uważali go za biznesmena, któremu wiedzie się w interesach. Nikt nie podejrzewał, że prowadzi podwójne życie i jest bezlitosnym zabójcą. Na początku lat 60. ożenił się, miał dwie córki. Po pewnym czasie żona chciała od niego odejść, ale dźgnął ją nożem i powiedział, że takiego człowieka, jak on, nie porzuca się. Została przy nim. Po jego aresztowaniu powiedziała, że podejrzewała Richarda o działalność niezgodną z prawem, ponieważ przynosił do domu mnóstwo pieniędzy w gotówce, ale ani przez chwilę nie przypuszczała , że są one poplamione krwią mordowanych przez jej męża ludzi.

Policja tropiła nieuchwytnego mordercę 6 lat. Został schwytany w 1986 r. za sprawą detektywa, Dominica Polifrone, który przeniknął w struktury mafii, zaprzyjaźnił się z Kuklińskim i nagrał jego słowa, gdy mówił mu, w jaki sposób zabije człowieka, na którego dostał zlecenie.

W 1988 r. sad skazał Richarda Kuklińskiego na podwójne dożywocie. Z takim wyrokiem mógł wyjść na wolność za dobre sprawowanie w roku 2046. Miałby wtedy 111 lat. Zmarł wcześniej, bo 20 lat od momentu zatrzymania, w roku 2006. Podano, że z przyczyn naturalnych, ale istnieje podejrzenie, że w wyniku zatrucia kadmem i że rękę do jego śmierci przyłożyła mafia, której działania i interesy znał aż za dobrze.

Robert Suliński