Najpierw do urny potem do trumny?

str-4-5-trumna

Pandemia korona wirusa po dotarciu do Polski potwierdziła tylko to, co od dawna wiadomo na temat partii PiS, sprawującej obecnie w kraju władzę. Po pierwsze – ujawniła absolutne nieprzygotowanie rządu PiS na tego rodzaju katastrofę, po drugie – po raz kolejny ukazała mentalność wodza tej partii, Jarosława Kaczyńskiego, dla którego zupełnie nie liczą się Polacy, jedynie własny interes polityczny, czyli sprawowanie za wszelką cenę władzy. Także za cenę życia i zdrowia Polaków. 

Każdy kolejny dzień potwierdza wypowiedzianą kiedyś przez Lecha Wałęsę opinię na temat braci Kaczyńskich, że nie są oni zdolni do budowania czegokolwiek, natomiast są mistrzami w burzeniu. Jarosław Kaczyński do arsenału narzędzi burzących wniósł i do perfekcji opanował zdobywanie i utrzymywanie władzy za pomocą kłamstw, intryg, szczucia na siebie ludzi, opluwania ich pomówieniami, czyli rządzenia metodami niegodnymi ponadprzeciętnego polityka za jakiego z pewnością się uważa.  Jeśli prześledzimy ostatnie pięć lat historii Polski, upływa ona pod znakiem rządów Kaczyńskiego (to przecież on stoi za każdą, mniej lub bardziej istotną, decyzją rządu najpierw Beaty Szydło, obecnie Mateusza Morawickiego), okaże się, że pod rządami PiS niczego w Polsce nie zbudowano. Skutecznie natomiast zdemolowano instytucje państwa demokratycznego. To wszystko „pod dyrekcją” Jarosława Kaczyńskiego. W Internecie krąży znamienny mem, którego bohaterem jest usadowiony przez Kaczyńskiego w fotelu prezydenta na tle flagi Polski i skrawka flagi Unii Europejskiej (po latach wyrzucenia jej z gabinetu przez  Szydło nagle, gdy trzeba unijnej pomocy, wróciła do łask) siedzi Andrzej Duda, tym razem z w miarę poważną miną, podpis zaś głosi : „ORĘDZIE Jarosława Kaczyńskiego CZYTAŁ  Andrzej Duda”.  Ten mem  całkowicie oddaje hierarchię władzy w Polsce.

Epidemia koronawirusa w kraju tylko to potwierdza. 4 marca zdiagnozowano pierwszego pacjenta zakażonego śmiertelnym wirusem, osiem dni później zmarła pierwsza osoba nim zakażona. Kaczyński nagle zniknął, nawet w lizusowskich mediach rządowych go nie było. Gdy wreszcie po natrętnych nagabywaniach, gdzie w sytuacji, gdy krajowi grozi katastrofa jest „wódz”, „wódz” odparł ukryty w swoim bunkrze na warszawskim Żoliborzu, że  „od walki z epidemią jest rząd”. Klasyczne umywanie rąk od odpowiedzialności, ucieczka za kulisy, by chronić  wizerunek „zbawcy Polski”, który wszystko może. Rzeczywiście wszystko może, ale tylko w sytuacji, gdy nic  władzy nie grozi. Gdy sytuacja robi się trudna, ucieka do schowka.

Rząd polski nie był otóż zupełnie przygotowany na epidemię koronawirusa i zapewne nie jest przygotowany na każdą inną epidemię, która dopadłaby kraj. Ani logistycznie, ani finansowo. Piszę ten tekst 1 kwietnia, a więc 28 dni po zdiagnozowaniu w Polsce pierwszego zakażonego pacjenta (4 marca), a polski rząd dopiero 31 marca zaczął rozdzielać  środki ochrony osobistej dla personelu szpitali, które dwa dni wcześniej sprowadził z zagranicy. A lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni twierdzą, że od pierwszego dnia epidemii nie mają środków ochrony osobistej, które pochodziłyby z zapasów zgromadzonych na wypadek tego typu kataklizmów. Tegoż 1 kwietnia prezydent Poznania wyznał w Internecie, że szpitale poznańskie tylko na półtora dnia mają sprzęt ochronny dla personelu.  Od początku epidemii to prywatni przedsiębiorcy zrzucali się na zakup takiego sprzętu, dziesiątki zaś kobiet szyły w swoich domach maseczki dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników ze świadomością, że jeśli personel medyczny zachoruje, to nie będzie kto miał ludzi  leczyć.

Szybkość reagowania rządu okazała się żenująca. Zapewne przede wszystkim dlatego, że  nie miał pieniędzy, bo kupowanie przez Kaczyńskiego społecznego poparcia „ciemnego ludu” za pomocą 500+ oraz 13 emerytury kosztowało miliardy i ogołociło skarb państwa z pieniędzy. Mały kraj, jakim są Czechy, za kilkanaście milionów euro błyskawicznie kupił pięć milionów masek, cztery miliony masek specjalistycznych, setki tysięcy rękawiczek, okularów i kombinezonów. Premier Morawiecki i minister zdrowia mówili, że panują nad sytuacją, podczas gdy personel medyczny pozostawał z niczym. Gdy wreszcie przyleciał z Chin pierwszy samolot z dostawą takiego sprzętu, minister Michał Dworczyk (szef kancelarii premiera) z bezczelnym cynizmem prowadził kampanię wyborczą Andrzeja Dudy twierdząc, że ten sprzęt przyleciał do Polski m. in. za sprawą polskiego prezydenta, który w tej kwestii rozmawiał z prezydentem Chin. Nie podał, czy po chińsku , czy w jakimś innym obcym języku. Ale „ciemny lud” otrzymał sygnał, że to dopiero dzięki Dudzie personel medyczny będzie się teraz mógł czuć bezpiecznie.

Przypisywanie sobie cudzych zasług jest specjalnością tej ekipy. Na apel Jerzego Owsiaka Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała otóż około 16 milionów złotych na sprzęt potrzebny personelowi szpitali w walce z koronawirusem. Gdy szef WOŚP miał już dogadane z Ministerstwem Obrony Narodowej, że przewiezie swoimi samolotami (w ramach limitu SALS, czyli po kosztach NATO) sprzęt z Chin, MON umowę nagle zerwał. Jerzy Owsiak napisał na Facebooku: – W całą sprawę wmieszali się urzędnicy z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Postawiono nam zaskakujące wymagania i mówiąc krótko – w minutę osiem cały plan wykorzystania transportu MON legł w gruzach, wszystko odwołano.

Krzysztof Dobies, rzecznik WOŚP uzupełnił wpis Jerzego Owsiaka: – WOŚP kupiła za społeczne pieniądze sprzęt, który musimy przetransportować z Chin do Polski, a następnie chcieliśmy we współpracy z Ministerstwem Zdrowia rozdysponować go między te szpitale, które najbardziej go potrzebują. Problem w tym, że KPRM uznała, że, owszem, państwo pomoże w transporcie, ale potem „przejmie” ten sprzęt i to rząd sam zdecyduje, dokąd i kiedy on trafi, już bez udziału Wielkiej Orkiestry. Na to nie możemy się zgodzić. Chcemy mieć wpływ na to, dokąd trafią nasze dary, bo tego oczekują nasi darczyńcy.

Filozofia urzędasów Morawieckiego aż nadto czytelna: Pracujcie, pracujcie, ale ordery dla nas!.

Perfidia Kaczyńskiego w dbałości o utrzymanie swojej władzy ujawniła się podczas głosowania w Sejmie nad ustawą o tarczy kryzysowej. W środku nocy, nagle i po cichu, gdy wszyscy byli już zmęczeni, Kaczyński do ustaw, które mają osłonić polskich przedsiębiorców przed skutkami kryzysu, wpisał nagle poprawkę dotyczącą ordynacji wyborczej. Wbrew prawu, wbrew zapisom w konstytucji, że wszelkie zmiany w ordynacji wyborczej można uchwalić najpóźniej 6 miesięcy przed wyborami. Marionetkowy prezydent Duda, który jako doktor prawa ma już za sobą wielokrotne łamanie konstytucji, we wtorek 31 marca, ustawę, mimo protestów prawników i konstytucjonalistów, podpisał. Bo i Kaczyński (i Duda także) tylko werbalnie są zaangażowani w walkę z epidemią koronawirusa.

Nadrzędnym celem ich działań jest wygranie wyborów prezydenckich, które wyznaczono na 10 maja. Kaczyński uparcie odmawia wprowadzenia stanu wyjątkowego, w ramach którego wybory można by było przełożyć. Kraj cały dotyka katastrofa na niespotykaną w dziejach skalę, zamyka się przedsiębiorstwa, instytucje, szkoły, centra handlowe, parki, zabrania ludziom wychodzić na ulice patrolowane przez policje i wojsko, a Kaczyński, któremu wtórują jego słudzy, twierdzi, że nie ma podstaw do wprowadzania stanu wyjątkowego czy stanu klęski żywiołowej. Takie stanowisko ma już podłoże kryminalne, ponieważ art. 165 Kodeksu karnego stwierdza wyraźnie i ponad wszelką wątpliwość, że „kto sprowadza niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia wielu osób, powodując zagrożenie epidemiologiczne podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat”. Organizacja wyborów w czasie stwierdzonej przez WHO pandemii jest niczym innym, jak właśnie w sposób oczywisty, sprowadzaniem takiego niebezpieczeństwa.

Kaczyński wie, że jeśli Duda przegra wybory prezydenckie, to on zacznie tracić władzę. Wie też, że gdy ją straci, straci też parasol ochronny, który swoim sługom kazał nad sobą roztoczyć. Wie, że czeka go co najmniej jeden proces karny (o łapówkę wręczoną księdzu za podpis w sprawie budowy wieżowców) i kilka procesów przed Trybunałem Stanu. Zrobi więc wszystko, by władzę utrzymać. Za cenę życia i zdrowia Polaków prze więc do wyborów 10 maja. Bo wie też, że w terminie późniejszym Duda może te wybory przegrać.

Dr Przemysław Witkowski jest politologiem, adiunktem w Collegium Civitas w Warszawie. Motywy postępowania Kaczyńskiego tłumaczy następująco:

– Przyjdzie kryzys ekonomiczny. To, co się dzieje teraz, to jeszcze nic. Wystarczy jednak spojrzeć na Stany Zjednoczone, gdzie liczba bezrobotnych jest rekordowa. W Polsce zostały wyłączone całe branże, jak gastronomia czy kultura. Za jakiś czas zaczną padać małe i średnie firmy, bo polski biznesmen nie ma za bardzo zaoszczędzonego kapitału, by utrzymywać swoje przedsiębiorstwo w stanie lockdownu dłużej niż dwa czy trzy miesiące. Do tego mamy mnóstwo ludzi na umowach śmieciowych i samozatrudnieniu. Oni dostaną momentalnie rykoszetem. A PiS umie liczyć i wie, że ludzie też liczą to, co mają w portfelach. Gdy w większości rodzin pojawi się bezrobotny, to narracja o zagrożeniu demoniczną ideologią LGBT, tradycyjnej rodzinie i heroicznych żołnierzach wyklętych przestanie wystarczać. Wyborcy będą winić rząd za swoją sytuację. Nawet jeśli obiektywnie rzecz biorąc, pandemia nie jest zależna od PiS. Jednak prawie zawsze jest tak, że winę za kryzys i tak składa się na barki obecnie rządzących. (…) Za trzy czy cztery miesiące nie tylko będzie wyraźniej widać, że [Duda] jest nudnym harcerzem w stu procentach posłusznym Jarosławiowi Kaczyńskiemu. Zacznie być też postrzegany jako jedna z osób odpowiedzialna za życiowe tragedie ludzi. Facet, który w okresie pandemii bawił się w zakładanie konta na TikToku. W wyborach po pandemii poniósłby sromotną porażkę. Moim zdaniem będzie tak: PiS potrzyma ludzi w obowiązkowym zamknięciu do świąt. Po świętach nastąpi interwencja Najświętszej Panienki i TVP pokaże kilku ozdrowieńców. Rząd ogłosi zniesienie ograniczeń w ostatnim tygodniu kwietnia. Ruszy kampania. Duda będzie podkreślał, że przecież wszyscy mogą się wykazać, bo przecież, proszę, jest czas na kampanię i jest demokratycznie. I korzystając z koronawirusowej paniki – wygra.

– Wybory to nie jest sam 10 maja. Wcześniej komisje muszą odbyć szkolenia, trzeba odebrać lokale, które znajdują się w szkołach, przedszkolach i domach seniora, które są dzisiaj zamknięte. To jest taniec na polu minowym. Trzeba zamówić dużą liczbę trumien, żeby te wybory obsłużyć – powiedział portalowi Onet.pl prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Piotr Skawiński