Największa afera korupcyjna w Polsce cz. 3

str-11-najwieksza-af

Mając pod swoją kontrolą banki, można decydować o tym komu należy udzielać finansowego wsparcia, a komu nie, czyli – kto ma upaść, a komu ma się dobrze powodzić. Takie „dyrygowanie” państwem i jego instytucjami musi się odbywać zgodnie z prawem, ale z tym Jarosław Kaczyński i jego PiS „poradzili sobie” niemal natychmiast po przejęciu władzy. Błyskawicznie zlikwidowano urząd niezależnego prokuratora generalnego, który podporządkowano ministrowi sprawiedliwości. PiS uchwalił sobie takie prawo, które pozwala ministrowi sprawiedliwości będącemu zarazem prokuratorem generalnym, podejmować jednoosobowo decyzje czy, komu, kiedy i jaki postawić zarzut, kogo przesłuchać, aresztować, kogo z aresztu zwolnić, przeciwko komu wnieść akt oskarżenia.

Owym kimś w dwóch postaciach jest Zbigniew Ziobro, który był w przeszłości członkiem PiS, ale w marcu 2012 r. opuścił jego szeregi uznając, że jest już na tyle mocny, by założyć konkurencyjną wobec Kaczyńskiego partie prawicową. Tak powstała „Solidarna Polska”. Okazała się jednak kanapową partyjką, która samodzielnie nie odgrywała na scenie politycznej żadnej roli. Skruszony Ziobro powrócił więc ze swoim ugrupowaniem pod władzę Kaczyńskiego i całkowicie się mu podporządkował. Mianując go na szefa resortu sprawiedliwości i zarazem prokuratora generalnego Kaczyński wiedział, że Ziobro wykona każde zlecone mu zadanie.

Żaden rozsądny człowiek w Polsce nie wierzy, by „afera KNF” nie była objęta „patronatem” szefa PiS i służb specjalnych, też przez niego opanowanych. Tyle tylko, że Kaczyński nie zdołał jeszcze, i jest to jego największy ból, przejąć kontroli nad niezależnymi mediami. Gdyby nie one, misternie snuta intryga przejęcia za symboliczną złotówkę wartego miliardy złotych banku Leszka Czarneckiego, z pewnością by się udała.

Pisząc o korupcyjnej propozycji złożonej Leszkowi Czarneckiemu przez Marka Chrzanowskiego, prawicowe media forsują na siłę tezę, że działał on w pojedynkę (piszą o nim per „samotny wilk”), by odsunąć wszelkie podejrzenia od pisowskich decydentów. Inteligentni Polacy nie dają się jednak na to nabrać. W niedalekim tle za Markiem Chrzanowskim, o którym wielu Polaków mówi „żołnierz oddelegowany do przejęcia banków Leszka Czarneckiego w strefę wpływów PiS”, stoją dwie wyjątkowe prominentne dla finansów PiS postaci. To Adam Glapiński i Grzegorz Bierecki.

Pierwszy z nich jest dziś prezesem Narodowego Banku Polskiego, ale w odległej przeszłości, bo w roku 1990, był współzałożycielem pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego, Porozumienia Centrum. W roku 1991 został zaś ministrem budownictwa i gospodarki przestrzennej w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Wtedy to przeforsował ustawę, która pozwoliła Porozumieniu Centrum przejąć w ramach parcelacji majątku komunistycznego koncernu RSW Prasa-Książka-Ruch, redakcję „Ekspressu Wieczornego”, nade wszystko jego majątek trwały z dwoma biurowcami. „Ekspress Wieczorny” został szybko sprzedany szwajcarskiemu inwestorowi i równie szybko zniknął z rynku, natomiast właścicielami nieruchomości w atrakcyjnym centrum stolicy stały się fundacje i spółki powiązane „łańcuchami” z Porozumieniem Centrum, które potem przekształciło się w partię Prawo i Sprawiedliwość. Te nieruchomości, w których wynajmowano pomieszczenia biurowe, pozwoliły PiS przetrwać w trudnych czasach. W latach późniejszych Adam Glapiński pozostawał w cieniu, podobno sam odsunął się na „drugi plan”, był pracownikiem naukowym w Szkole Głównej Handlowej, ale nadal zajmował ważne stanowiska w instytucjach finansowych polskiego państwa. W lutym 2010 r. prezydent Lech Kaczyński powołał go jako swego przedstawiciela do Rady Polityki Pieniężnej. Sześć lat później, też w lutym, prezydent A. Duda awansował go na członka zarządu Narodowego Banku Polskiego, zaś w maju tego samego roku, po wygaśnięciu kadencji Marka Belki, Glapiński został prezesem NBP.

Marek Chrzanowski był podczas studiów w Szkole Głównej Handlowej (i potem także) uczniem i pupilem Glapińskiego. Szybko zrobił doktorat i równie szybko uzyskał habilitację, mimo oskarżeń o plagiat w jego pracach naukowych, a także skromną liczbę publikacji naukowych. Mimo sprzeciwu kilkunastu naukowców, wniosek o uznanie jego habilitacji przegłosowano i Chrzanowski nadal pracował jako wykładowca w SGH. Po ujawnieniu taśm z propozycją korupcyjną wobec Leszka Czarneckiego, Glapiński bronił Chrzanowskiego mówiąc, że jest to „człowiek niezwykle uczciwy, szlachetny, honorowy i wybitny profesjonalnie. (…) Obyśmy mieli więcej takich 37-letnich profesorów w pełni profesjonalnych, uczciwych i szlachetnych”. Kilka dni później Glapiński postanowił zostać cenzorem i zażądał od mediów zaprzestania publikacji materiałów łączących jego osobę z aferą KNF, a także wycofania znajdujących się już w obiegu tekstów.

Drugą osobą związaną z byłym szefem Komisji Nadzoru Finansowego jest Grzegorz Bierecki. Odżegnuje się on od kontaktów z Chrzanowskim, ale fakty, do których dotarli dziennikarze, mówią co innego. Grzegorz Bierecki jest drugą kadencję członkiem Senatu, obecnie także szefem jego komisji finansów, nade wszystko twórcą powstałego w 1992 r. systemu społecznych kas oszczędnościowo-kredytowych, których siecią oplótł całą Polskę. Wśród założycieli SKOK był również późniejszy prezydent Lech Kaczyński. O Grzegorzu Biereckim i systemie SKOK napiszemy w jednym z późniejszych wydań naszej gazety, ponieważ wielu finansistów uważa, że jest to największy przekręt finansowy w historii Polski.

Dla zrozumienia tła wokół propozycji korupcyjnej złożonej Czarneckiemu przez Marka Chrzanowskiego (wtedy szefa KNF) musimy naświetlić pewne wydarzenia. Od powstania otóż SKOK były one wyłączone spod nadzoru Komisji Nadzoru Finansowego. Sprzeciwiał się temu PiS, a gdy projekt odpowiedniej ustawy został przegłosowany przez Sejm za kadencji PO-PSL, prezydent Lech Kaczyński odesłał go do Trybunału Konstytucyjnego. Zajmował się tym członek jego kancelarii, obecny prezydent Andrzej Duda. KNF kontrolę nad SKOK-ami objęła dopiero pod koniec 2012 r. Ich stan okazał się tragiczny. Na koniec czerwca 2018 r. z 55 SKOK, ostały się 33. Z 22, które zniknęły, połowa upadła. Przepadły także ich pieniądze i Bankowy Fundusz Gwarancyjny musiał ich członkom wypłacić 4,2 miliarda złotych. Jeden z ekonomistów powiedział niedawno, że objęcie SKOK nadzorem KNF było największym błędem rządów PO-PSL. Gdyby tego nie zrobił, członkowie SKOK straciliby bezpowrotnie swoje pieniądze i na strzępy roznieśli władze SKOK i opiekującym się nimi PiS.

Związek Marka Chrzanowskiego z Grzegorzem Biereckim osadza się na tym, że w 2016 r. Bierecki jako szef komisji finansów Senatu rekomendował Chrzanowskiego na stanowisko członka Rady Polityki Pieniężnej, z której Chrzanowski przeskoczył potem na szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Jako szef KNF zwolnił z pracy wszystkich, którzy rozpracowywali SKOK-i, panujące tam nieprawidłowości i kanały wypływu z nich pieniędzy. Temat SKOK został uznany przez KNF Chrzanowskiego jako niebyły.

Z aferą korupcyjną ówczesnego szefa KNF Marka Chrzanowskiego związana jest jeszcze osoba Zdzisława Sokala, w chwili wybuchu afery szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Według Chrzanowskiego był on głównym konstruktorem akcji przejęcia banków Leszka Czarneckiego „za złotówkę”. Akcja przejęcia tych banków była misternie przygotowywana i gdyby nie niezależne media, na pewno zostałaby zrealizowana. O tym, jak akcja przejęcia banków Leszka Czarneckiego miała przebiegać, napiszę w następnym wydaniu naszej gazety.

Krzysztof Pipała