Największa afera korupcyjna w Polsce cz. 5

PHOTO: EAST NEWS/WOJTEK LASKI 
PIENIADZE

Część 4. o aferze korupcyjnej związanej z Markiem Chrzanowskim, rekomendowanym przez ludzi związanych z PiS na szefa Komisji Nadzoru Finansowego, z poprzedniego wydania GP, zakończyłem stwierdzeniem, że nawet gdyby właściciel Getin Noble Banku zapłacił 40 mln łapówki, to i tak mógłby stracić swój bank za tzw. „złotówkę”. Przypominam w skrócie, o co chodzi.

28 marca 2018 r. szef Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Marek Chrzanowski zaprosił na spotkanie w swoim gabinecie Leszka Czarneckiego, właściciela Getin Noble Banku (GNB). Jest to w tej chwili jeden z największych polskich banków prywatnych, którego depozyty wynoszą ponad 10 miliardów dolarów. W momencie rozmowy GNB znajdował się w procedurze naprawczej, ponieważ rząd premiera Morawieckiego dwukrotnie zmieniał dla banków kryteria kapitałowe, w wyniku których musiały one zwiększać kwotę własnych pieniędzy (właścicieli, akcjonariuszy) w stosunku do kwoty udzielonych kredytów. Kryteria te są teraz trzykrotnie ostrzejsze niż średnia w krajach UE. Zmiany najmocniej uderzyły w GNB. Mecenas Roman Giertych, który jest pełnomocnikiem prawnym Leszka Czarneckiego, twierdzi, że zarówno w KNF jak i w Ministerstwie Finansów prowadzono symulacje, które potwierdzały, że zmiany te najmocniej uderzą w GNB. Można więc się zastanawiać, czy nie wprowadzano ich celowo właśnie po to, aby GNB postawić w trudnej sytuacji, zmuszającej do podjęcia procedury naprawczej.

Gdy GNB znalazł się właśnie w sytuacji naprawczej, szef KNF zaprosił jego właściciela na rozmowę. Leszek Czarnecki rozmowę nagrał i można dziś kolokwialnie stwierdzić, że dzięki temu „uratował skórę”. Podczas rozmowy Marek Chrzanowski powiedział, że szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) opracował plan przejęcia GNB za złotówkę. Umożliwiała to ustawa przegłosowana w Sejmie przez posłów PiS. Autorem przejęcia w ten sposób GNB przez inny bank był niejaki Zdzisław Sokal, szef BFG, rekomendowany na to stanowisko przez prezydenta Andrzeja Dudę (kilka dni po ujawnieniu nagrań Sokal niemal niezauważalnie został odwołany ze stanowiska). Przeforsowana ustawa jest wręcz kuriozalna, ponieważ umożliwia przejęcie ogromnego banku nawet przez niewielki bank, na dodatek niespełniający kryteriów kapitałowych.

Chrzanowski powiedział więc Czarneckiemu, że jeśli zatrudni wskazanego przez niego radcę prawnego, który otrzyma uposażenie w wysokości 40 mln zł, to jego kłopoty się skończą. Po tej rozmowie Marek Chrzanowski zaprowadził Leszka Czarneckiego do Adama Glapińskiego, szefa Narodowego Banku Polskiego (NBP), z którym, jak zapewniał w nagranej rozmowie, jest w ścisłym kontakcie. Niestety nie ma nagrania tej rozmowy.

Po 28 marca nastąpiło kilka miesięcy milczenia z obu stron, ale 7 listopada pełnomocnik prawny właściciela GNB złożył zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa korupcyjnego przez szefa KNF. Prokuratura milczała i sprawa rozkręciła się na dobre dopiero 13 listopada, gdy ukazało się wydanie „Gazety Wyborczej” ze stenogramem nagranej rozmowy. Marek Chrzanowski był tego dnia na konferencji w Singapurze. Wezwany przez premiera do zdalnego złożenia dymisji pierwotnie odmówił, ale później jednak ją złożył. Po powrocie do Polski i prokuratura, i służby specjalne dały Chrzanowskiemu kilka godzin czasu, by zarówno w swoim biurze, jak też w domu pozbył się ewentualnych kompromitujących dokumentów.

Gdy wybuchła afera rzecznicy PiS zaatakowali szefa GNB, dlaczego natychmiast po nagranej rozmowie nie zawiadomił prokuratury. Pełnomocnik Czarneckiego odpowiedział, że w czasie gdy milczał, przeprowadzał działania zabezpieczające jego bank przed tego typu wrogim przejęciem.

Załóżmy jednak, że szef GNB dla „świętego spokoju” przyjmuje korupcyjną propozycję szefa KNF. Czy rzeczywiście ma spokój i może się czuć bezpiecznie?

Od kwietnia 2017 obowiązuje w Polsce jako prawo ustawa o tak zwanej „konfiskacie rozszerzonej”. To bardzo groźny oręż w rękach polityków PiS i będącego w ich rękach ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, Zbigniewa Ziobry. Ustawa ta pozwala bowiem prokuraturze już na etapie śledztwa przejąć w zrządzanie przedsiębiorstwo, które „służyło do popełnienia przestępstwa”, a wyrokiem sądu takie przedsiębiorstwo skonfiskować jako „narzędzie służące do popełnienia przestępstwa”. Widzimy więc, że gdyby PiS udało się podporządkować sobie sądy, to w wyniku widzimisię pierwszego lepszego pisowskiego kacyka ludzie, którzy przez lata pracowali, by zbudować firmę, z dnia na dzień mogliby ją na zawsze stracić. Cóż to bowiem za problem rozkazać posłusznej prokuraturze wszcząć śledztwo przeciwko właścicielowi firmy, a sądowi (gdyby był posłuszny władzy) nakazać wydać skazujący wyrok? Powód zawsze można wymyślić, nawet z sufitu.

Nie jest więc wykluczone, że rozmowa szefa KNF z Leszkiem Czarnecki miała być prowokacją służącą do zdobycia dowodu, że właściciel GNB popełnił przestępstwo łapownictwa, którym miało być owe 40 mln zł dla znajomego radcy prawnego Marka Chrzanowskiego w zamian za nietykalność. Narzędziem zaś przestępstwa, podlegającym konfiskacie byłby Getin Noble Bank. Bo…

Po pierwsze – dlaczego Chrzanowski spotkał się z Czarneckim w swoim gabinecie i w tym gabinecie złożył korupcyjną propozycję, a nie w dyskretnym miejscu? Po drugie – dlaczego po wejściu Czarneckiego do gabinetu szef KNF mówi, że są tam „szumidła”, które uniemożliwią nagranie rozmowy? Czy nie chciał w ten sposób uspokoić Czarneckiego i odsunąć podejrzenie z jego strony, że jednak rozmowę nagrywa?

Sytuację mamy więc jasną. Gdyby Leszek Czarnecki nie nagrał rozmowy i nie przekazał jej mediom, byłby w kleszczach, w sytuacji bez wyjścia. Bank, który wymyślił, zbudował i którym sprawnie zarządzał, wraz z całym majątkiem przeszedłby na własność wskazanych przez PiS „akcjonariuszy”. Tym razem się nie udało, bo skazany na unicestwienie biznesmen uzbroił się w 3 urządzenia nagrywające, z których jedno zadziałało.

xxx

Marek Chrzanowski został aresztowany, przesiedział 2 miesiące i… oczywiście wyszedł na wolność. Nie ma zarzutu korupcji, tylko nadużycia uprawnień, a w tym przypadku dolna granica kary to rok więzienia, która może zostać zawieszona. Z nieoficjalnych informacji wynika, że podczas przesłuchań Chrzanowski jako inicjatora spotkania z Leszkiem Czarneckim wskazał swego protektora, szefa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego.

PS Sytuacja jest rozwojowa i będę do niej wracał.

Krzysztof Pipała