Narkotykowa wolność coraz bliżej

original_canada-legal-weed

Wszystko wskazuje na to, że po marihuanie zdjęty zostanie zakaz posiadania i zażywania twardych narkotyków, fachowo zwanych stymulantami. To między innymi kokaina, amfetamina, ecstasy. Trudno oczywiście określić w czasie, kiedy to się stanie, ale gdyby ktoś jeszcze 10 lat temu powiedział, że znajdą się w kilku krajach mądre rządy, które zdekryminalizują marihuanę, to zapewne wielu powiedziałoby, że to rozważania w sferze fantazji. A mamy rok 2019 i w Urugwaju, Kanadzie oraz 10 stanach USA, każdy kto chce może sobie kupić i palić „trawkę”. Rządy tych krajów i stanów nie podjęły oczywiście decyzji zezwalającej na wolny handel marihuaną ot tak sobie, jak to się mówi „z kapelusza”, bo miały taki kaprys, ale rozważyły wszelkie okoliczności. Rozważano „za” i „przeciw”, pozytywne i negatywne jej skutki.

W analizach, czy taka decyzja nie stanie się szkodliwa społecznie, brano pod uwagę wiele opracowań, a jedną z najważniejszych była niewątpliwie książka Steva Rollesa, brytyjskiego analityka fundacji Transform Drug Policy. Rządy Urugwaju i Kanady nie ukrywały, że opracowanie „After the war od Drugs: Blueprint for Regulation” („Po wojnie z narkotykami: plan regulacji”) było jednym z najważniejszych przy podejmowaniu decyzji o wolnym handlu marihuaną. W tej chwili do pójścia w ślady za Kanadą i Urugwajem przygotowują się rządy kolejnych krajów, między innymi Meksyk.

W ostatnim czerwcowym wydaniu tygodniku „Polityka” ukazał się obszerny wywiad ze Stevem Rollesem, z którego zacytuję kilka jego wypowiedzi oraz pytania rozmawiającego z nim dziennikarza, Macieja Okraszewskiego. Odnoszą się do regulacji związanych z rynkiem marihuany.

Rolles: – Zebraliśmy wytyczne, jak powinna wygląda

kontrola produkcji, składu, pakowania, opodatkowania i sprzedaży. Oparliśmy się na rozwiązaniach zastosowanych już przy alkoholu, papierosach i lekach. A ponieważ nasza praca była pisana zmyślą o zdrowi publicznym, a nie z pozycji komercyjnych, to ktoś polecił nas poszukującemu takiego projektu Urugwajowi . A może tamtejszy rząd nas po prostu wyguglował (śmiech).

– W Urugwaju legalizacja była odkładana w czasie. A gdy weszła w życie w 2017 r., rząd zastosował większe obostrzenia, niż proponowaliście.

– Tak. Wprowadził na przykład przymus zapisywania się w państwowym rejestrze, skanowania odcisków palców podczas zakupu. Ale Urugwaj był pod dużym naciskiem społeczności międzynarodowej, zwłaszcza sąsiednich Brazylii oraz Argentyny, musiał więc stworzyć bardziej restrykcyjny model, niż to było w rzeczywistości potrzebne.

– Rok później swobodny dostęp do marihuany zapewniło mieszkańcom dziesięć stanów USA.

– Tak, ale tam odbyło się to niezależnie od rządu centralnego – ogólnokrajowo ta używka jest wciąż formalnie nielegalna. Na poziomie lokalnym przyjęte rozwiązania różnią się w zależności od stanu, ale generalnie odzwierciedlają amerykański sposób myślenia: mniej regulacji i komercyjny charakter. Mamy więc leżące na przeciwległych biegunach modele amerykański i urugwajski, a gdzieś pomiędzy nimi kanadyjski. To unikalna sytuacja, bo możemy na żywym organizmie obserwować, co się sprawdza.

Steve Rolles przywołuje w rozmowie o legalizacji narkotyków argumenty, którymi od dawna operują zwolennicy zalegalizowania ich obrotu. Przede wszystkim więc przeciwnicy takiego obrotu sprawy muszą sobie uświadomić, co dotychczas raczej się przemilcza, że wojna wypowiedziana narkotykom nie przyniosła żadnych korzyści, a już na pewno nie odstraszyła konsumentów. Przyczyniła się natomiast, i to w skali świata, do rozwoju zorganizowanej przestępczości, która narodziła się przecież wiek temu też w wyniku wprowadzenia zakazu, konkretnie zaś prohibicji, nałożonej przez rząd USA na produkcję oraz handel alkoholem. Powstało ogromne przestępcze podziemie, które w epoce nielegalnego handlu narkotykami oplotło swoimi mackami niemal cały świat. Wojna z narkotykowym podziemiem przyniosła też śmierć dziesiątkom tysięcy ludzi. Oprócz bandytów, którzy zabijali się wzajemnie w wojnach narkotykowych gangów, ginęli też młodzi, świetnie wykształceni i wyszkoleni agenci, którzy mieli zlikwidować ten nielegalny handel. Cena życia, jaką za to zapłacili, była niewspółmiernie wysoka do osiąganych efektów.

Rozwój narkotykowej przestępczości postawił też pod znakiem zapytania morale wielu polityków, przede wszystkim w krajach Ameryki Południowej i Środkowej, którzy za wielomilionowe łapówki przymykali oczy na działalność narkotykowych bandytów. Czarną kartę w tej kwestii zapisał też w swojej historii kubański reżim Fidel Castro, który, ostro oczywiście temu zaprzeczając, brał udział w przemycie kokainy i heroiny z Kolumbii do USA.

Miliardy dolarów, jakie pochłonęła i pochłania wojna z narkotykową zorganizowaną przestępczością, można zdecydowanie lepiej spożytkować, depenalizując narkotyki i organizując sprawny system ich produkcji oraz handel. Dziesiątki lat prowadzonej wojny dowodzą, że prohibicja nie działa, przynosi skutek odwrotny od zamierzonego. Trudno zrozumieć opór rządzących przed ich zalegalizowaniem. Tym bardziej, że nie mają nic przeciwko temu, by na rynkach ich krajów można było legalnie kupować papierosy i alkohol. Też przecież używki, które również mają kancerujący wpływ na zdrowie człowieka. Kto wie, czy nie większy niż narkotyki, jeśli weźmie się pod uwagę liczbę palaczy i chorób, na które w wyniku nałogu zapadają. Napisałem „kto wie”, bo nikt jeszcze dokładnych badań na ten temat nie przeprowadził.

Steve Rolles pracuje teraz nad książką, która ma przygotować grunt pod uwolnienie spod kryminalizacji „twardych narkotyków”. I, jak twierdzi, do ich legalizacji nie wystarczą rozwiązania, które w Kanadzie, Urugwaju i w 10 stanach USA zastosowano w obrocie marihuaną.

Rolles: Nie, bo są dużo bardziej toksyczne i uzależniające niż marihuana. Poza tym opinia publiczna bardzo obawia się takich narkotyków, więc żeby przekonać ludzi do kontrolowanej regulacji ich rynku, przynajmniej na starcie potrzebny byłby dość restrykcyjny model.

– Przy marihuanie sprawdzają się luźne regulacje.

– Tak w szarej strefie działają np. holenderskie coffee shopy, gdzie można kupić skręta i wypalić go na miejscu. Jednak stymulanty wymagają modelu wzorowanego bardziej na farmaceutycznym. Proponujemy stworzenie czegoś na wzór aptek, z przeszkolonymi pracownikami. Będą oni doradzać np. w sprawie dawkowania, ponieważ ważąca 50 kg nastolatka nie potrzebuje takiej samej ilości narkotyku co dwukrotnie większy dorosły mężczyzna, który od lat zażywa go rekreacyjnie w weekendy. Sprzedawca powinien też przypominać klientom o regularnym nawadnianiu się oraz niełączeniu stymulantów z alkoholem. Wszędzie powinny też być informacje na temat skutków ubocznych i efektów, jakich doświadcza się po ustaniu działania narkotyku.

– Sugerujecie też obostrzenia dla odbiorcy.

– Tak. Musiałby obowiązkowo przejść popołudniowy kurs na temat zagrożeń wynikających z zażywania narkotyków, a potem zarejestrować się w państwowym systemie, w którym identyfikowałby się skanem palca. Byłyby też odgórne limity na zakup danej substancji. (…) Docelowo chodzi nam nie tyle o ograniczenie jednostkowej konsumpcji, co skasowanie rynku odsprzedaży. Jeśli ktoś w piątkowa noc kupuje 50 tabletek ecstasy, to przecież nie na użytek własny.

– Krytycy uważają, że taka legalizacja dopiero stworzy konsumentów.

– Ale przecież zapotrzebowanie na stymulanty i tak jest już spore, nie tylko przed weekendową imprezą. Wiele osób w Azji Południowo-Wschodniej oraz na Bliskim wschodzie sięga po nie w pracy. Na Zachodzie wspomagają się nimi kierowcy ciężarówek, ludzie sprzątający po nocy biura w korporacyjnych zagłębiach itp. To jest oczywiście problematyczne z medycznego i społecznego punktu widzenia, ale taka jest rzeczywistość i nie możemy jej ignorować. (…) W regulacji chodzi o to, by odciągnąć konsumentów od bardziej toksycznych narkotyków na rzecz bezpieczniejszych alternatyw. (…) Prohibicja działa dokładnie na odwrót, spycha konsumenta w stronę ryzykownych produktów i ich zachowań.

– W ostatnim raporcie, który pan współredagował, Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej przekonuje do regulacji handlu wszystkimi narkotykami. To realny scenariusz?

– Nie oszukujmy się, to nie będzie tak, że ONZ wezwie do legalizacji kokainy. Ale dowody naukowe oraz presja społeczna sprawiają, że politycy zaczynają rozumieć jedno: z regulacji będzie więcej pożytku niż z prohibicji. Pamiętajmy, że narkotyki zawsze będą szkodliwe i ryzykowne, ale dla zdrowia publicznego możemy je chociaż poddać kontroli.

Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej przeprowadziła niedawno sondaż. Zadała ankietowanym pytanie, czy kupiliby legalną kokainę ze znaczkiem „fair trade”? Zdecydowana większość odpowiedziała, że tak i że gotowa byłaby zapłacić nawet 25 proc. więcej mając świadomość, że kupują narkotyk z legalnego, uczciwego źródła i dzięki temu mają pewność co do jego pochodzenia oraz składu chemicznego.

Krzysztof Pipała