Niedocenione i nieocenione Polki z Federacji

pipala

W ostatnim numerze Głosu Polonii, w słowie wstępnym wymieniłem, jak mi się wydawało, wszystkie najważniejsze organizacje polonijne działające w Vancouver. Nieopatrznie jednak pominąłem jedną – Federację Polek w Kanadzie. Chociaż nie zrobiłem tego z premedytacją tylko przez przeoczenie, to i tak, jak się okazuje, nic gorszego zrobić nie mogłem. Bo wiadomo zadzierać z kobietami może tylko inna kobieta albo wariat. Panie z Federacji Polek w Vancouver poczuły się oczywiście dotknięte i śmiertelnie obrażone i właściwie nie ma się im co dziwić. Wszak w tym roku federacja obchodziła 60-lecie istnienia i nie da się zaprzeczyć, że przez te 6 dekad zrobiła wiele dobrego, zarówno dla Polaków w Kanadzie jak i na całym świecie. Wszak jej pierwszym statutowym punktem jest działalność charytatywna polegająca przede wszystkim na pomocy Polakom i polskim dzieciom w Polsce, Kanadzie na Litwie, Ukrainie czy Białorusi. Poza tym panie działają społecznie opiekując się chorymi i samotnymi. Jeżeli jeszcze do tego dodać działalność kulturalną w postaci organizacji wystaw, konkursów recytatorskich, odczytów i wielu innych imprez kulturalnych to wychodzi na to, że pominąłem jedną z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszą organizację polonijną. Mea culpa! Mam nadzieję jednak, że z biegiem czasu uda mi się Polki nieco udobruchać i nasza współpraca będzie przebiegać w przyjaznej atmosferze.

*******

Święta tuż-tuż, ale oglądając kanadyjskie wystawy owo „tuż-tuż” trwa już od października. Zresztą w Polsce zaczyna być podobnie. Tak czy inaczej Głos Polonii ukaże się w grudniu jeszcze raz więc w tym numerze świętami się nie zajmujemy. Mamy dla Państwa natomiast kilka ciekawych propozycji.

Pierwsza z nich to tekst o hicie polskiego rynku motoryzacyjnego, którym jest z pewnością super-samochód z Gliwic czyli Arrinera Hussarya. Prace nad nią trwały od 2008, a pierwsza prezentacja odbyła się w 2014 roku. Wreszcie teraz powstał produkt naprawdę z górnej półki mogący konkurować z takim markami jak ferrari czy lamborghini. No, ale niestety jak to w takich przypadkach bywa jest to samochód tylko dla wybranych, bowiem jego wyjściowa cena to 230 tysięcy dolarów. Co prawda konstruktorzy zapewniają, że dużo łatwiej się go prowadzi niż wymienione wyżej pojazdy konkurencji, ale nie zmienia to faktu – samochód z powodu ceny nie jest dla przeciętnego Kowalskiego.

Kolejna propozycja to wspomnienie o Tadeuszu Chmielewskim, chyba najbardziej wszechstronnym reżyserze polskiego kina, który zmarł 4 grudnia. Spod jego ręki wyszedł m.in. komediowy tryptyk o przygodach kanoniera Franka Dolasa czyli „Jak rozpętałem II wojnę światową”. Do tej pory w kraju film jest w czołówce komedii wszechczasów. Zresztą Jego komedia „Nie lubię poniedziałku” również biła w latach 70. rekordy popularności. Chmielewski był kiedyś zastępcą Andrzeja Wajdy w Zespole Filmowym „X”. Jak wiadomo, Wajda zmarł kilka tygodni temu. Tak więc wraz z nimi kończy się pewna epoka polskiego kina.

Mamy w dzisiejszym numerze bardzo ciekawą rozmowę ze Stanisławem Piotrem Makarą, dyrektorem Muzeum Kresów w Lubaczowie. Pasja z jaką opowiada o zbiorach świadczy o tym, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Stanisław Makara na koniec rozmowy apeluje do Polonii, o przekazywanie pamiątek związanych z Kresami.

Okazuje się, że w Polsce jest coraz więcej firm z Kanady. Po Bombardierze, o którym pisaliśmy w poprzednim numerze, dzisiaj przedstawiamy Państwu firmę Cyclone Manufacturing z Missisaugi, która otworzyła swój oddział w pod lubelskim Kraśniku.

Dzisiaj rozpoczynamy także cykl „Jeżdżąc po Polsce”. W pierwszym odcinku zachęcamy do odwiedzenia „drewnianych pereł architektury”, których najwięcej jest na Podkarpaciu.

W dzisiejszym Głosie Polonii jak zwykle nie zabraknie sportu. Przedstawiamy Państwu olbrzymi sukces polskich skoczków narciarskich, którzy po raz pierwszy w historii w zawodach o Puchar Narodów stanęli jako drużyna na najwyższym stopniu podium. Te sukcesy to niewątpliwie efekt „małyszomanii”, która trwała w Polsce przez całą pierwszą dekadę XXI wieku. To wtedy wszyscy chłopcy chcieli skakać jak Adam Małysz i skoki narciarskie stały się niemal sportem masowym. Oczywiście wszędzie tam gdzie to było możliwe. Tak czy inaczej dwa złote medale olimpijskie Kamila Stocha i ten sukces to są efekty dobrej pracy.

Tradycyjnie jest też kolejna opowieść Lady Buni i opowiadanie Romka Madejowskiego – zachęcam więc Państwa do lektury, życząc miłego weekendu z Głosem Polonii.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii