Nobliści polscy i „półpolscy”

admin-ajax

Olga Tokarczuk, która w grudniu odbierze w Sztokholmie Nagrodę Nobla, jest jedną z siedmiorga polskich laureatów tej nagrody. Przed nią odebrali ją: Maria Skłodowska-Curie (1903 i 1911), Henryk Sienkiewicz (1905), Władysław Reymont (1924), Czesław Miłosz (1980), Lech Wałęsa (1983), Wisława Szymborska (1996). Ale czy to, że było i jest ich siedmioro jest tak do końca prawdą? Nazwiska wymienionych wyżej polskich laureatów Nagrody Nobla to oficjalna wykładnia polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Rodzi się oczywiście pytanie, a wraz z nim odpowiedź na nie, czy z tym, co za słuszne uważają urzędnicy Ministerstw Spraw Zagranicznych koniecznie musimy się zgadzać?

Na ziemiach polskich urodziło się otóż ponad drugie tyle laureatów Nagrody Nobla, ale Polska nie uznaje ich za godnych wpisania do rejestru „swoich” noblistów. Dlaczego? Powód jest prosty acz szowinistyczny. Wszyscy oni są bowiem pochodzenia żydowskiego. To: Isidor Isaac Rabi (fizyk, nagroda Nobla w 1944 r.), Andrew (Andrzej) Schally (1977, medycyna), Isaac Beshevis Singer (1978, literatura), Menachem Begin (Mieczysław Biegun, 1978, Pokojowa Nagroda Nobla), Roald Hoffmann (1981, chemia), Georges Charpak (1992, fizyka), Szimon Peres (Szymon Perski, 1994, Pokojowa Nagroda Nobla), Józef Rotblat (1995, fizyk, Pokojowa Nagroda Nobla), Leon Hurwicz (2007, ekonomia).

Wszystko wskazuje na to, że ci którzy uważają się za władnych ustalać i decydować, kto jest polskim noblistą, a kto nie jest, kierują się kryterium nacjonalistyczno-szowinistycznym, mianowicie – narodowością. Czyli – jesteś czystej krwi Polakiem to jesteś polskim noblistą, a jeśli masz tę krew zmąconą jakąś inną narodowością, a już szczególnie żydowską, to wara ci od nazywania siebie polskim noblistą. Każdy kij ma jednak dwa końce.

Czesław Miłosz, uważany za polskiego noblistę, przez całe swoje życie podkreślał, że jest Litwinem tyle tylko, że piszącym po polsku. Jest więc polskim noblistą, czy nie? Za Polaków uważali się natomiast zawsze dwaj laureaci Nobla, których polskie władze nie chcą włączyć do kategorii polskich noblistów. Andrew Schally, a przez długie lata po urodzeniu po prostu Andrzej Wiktor Schally, jest synem Kazimierza, generała Wojska Polskiego, który był szefem Gabinetu Wojskowego prezydenta Ignacego Mościckiego, czterokrotnym kawalerem Krzyża Walecznych oraz orderu Virtuti Militari za męstwo wykazane podczas wojny z bolszewikami w 1920 r. Miał w swoich żyłach krew francuską, szwedzką i żydowską. Zapewne ta ostatnia zadecydowała, że jego syn nie został wpisany do grona polskich noblistów, mimo ze obywatelstwo amerykańskie przyjął dopiero w 1962 roku.

Drugim „Żydem”, który przez całe życie upierał się, że jest Polakiem z brytyjskim paszportem, to urodzony w 1908 r. w Warszawie fizyk, Józef Rotblat. Usuwanie z grona noblistów osób pochodzenia żydowskiego jest zapewne zgodne z zapatrywaniami ugrupowań prawicowych i ultrakatolickich, ale jest to także przykład zarówno dyskryminacji jak też nietolerancji. Nie od rzeczy jest więc przypomnieć i podkreślić, że na oficjalnej stronie Komitetu Noblowskiego przy nazwisku laureata nagrody nie ma podanej ani jego narodowości, ani przynależności państwowej, odnotowane jest jedynie miejsce urodzenia.

Gdyby polscy urzędnicy wyrokujący, kto jest, a kto nie jest „polskim” laureatem Nagrody Nobla, trzymali się kryteriów Komitetu Noblowskiego, to musieliby wpisać na listę ośmiu „żydowskich” noblistów poza Leonem Hurwiczem, który urodził się w Moskwie, ale tylko dlatego, że jego rodzice ewakuowali się tam podczas I wojny światowej. Natychmiast po jej zakończeniu wrócili do Warszawy, ponieważ zawsze uważali się za Polaków, mimo płynącej w ich żyłach żydowskiej krwi.

Przyjmijmy w takim razie, że o tym kim jest, a kim nie jest noblista, decyduje jego przynależność państwowa. Zwolennicy takiej formuły zawyliby pewnie targani patriotycznym bólem, ponieważ z „polskiej” siódemki ostałyby się jedynie trzy nazwiska: Szymborska, Wałęsa, Tokarczuk. Dlaczego? Bo przecież pozostała czwórka urodziła się w Rosji. W dniu narodzin Marii Skłodowskiej (Warszawa, 1867), Henryka Sienkiewicza (Wola Okrzejska, 1846), Władysława Reymonta (Kobiele Wielkie, 1867) i Czesława Miłosza (Szetejnie, 1911), Polski nie było przecież na mapie świata.

Należałoby natomiast do naszej „czystej krwi” noblistów dołączyć Szymona Perskiego (Szimona Peresa), który urodził się w Wiszniewie w 1923 r., a więc już w II Rzeczpospolitej, Georgesa Charpaka (ur. 1924 r. w Dąbrowicy k. Równego), Roalda Hoffmanna (ur. 1937 w Złoczowie) i wspomnianego już Andrzeja Wiktora Schally. Wszyscy oni urodzili się przecież już w II Rzeczpospolitej.

Gdyby przyjąć za kryterium obywatelstwo noblisty, to z „polskiej” siódemki odpadają Maria Skłodowska-Curie i Henryk Sienkiewicz, którzy nigdy nie mieli polskiego obywatelstwa. Sienkiewicz dlatego, że zmarł przed nastaniem II Rzeczpospolitej, Skłodowska zaś do Paryża wyjechała jeszcze podczas zaborów (zabór rosyjski), zmarła co prawda w 1934 roku, ale polskiego obywatelstwa nie miała. Polskich paszportów nie mieli także nobliści pochodzenia żydowskiego: Leon Hurwicz, Józef Rotblat, Szimon Peres, Georges Charpak, Roald Hoffmann, Menachem Begin, Isaac Bashevis Singer, Andrew Schally, Isidor Isaac Rabi.

Nasuwa się więc pytanie – no to ilu w końcu mamy tych polskich noblistów?

Sam otóż nie wiem, ponieważ nie wiem, jakiego kryterium się trzymać, które należy uznać za decydujące… Bo na przykład Isidor Isaac Rabi urodził się w Rymanowie w dzisiejszym woj. podkarpackim w roku 1898, ale w wieku 4 lat wyjechał z rodzicami do USA. Gdybyśmy brali pod uwagę tylko miejsce urodzenia, to byłby polskim noblistą, ale mocno naciąganym, bo po pierwsze – urodził się w zaborze austriackim, po drugie – poza 4 latami dzieciństwa całe pozostałe życie spędził w Stanach.

W tej sytuacji rozsądne byłoby pogodzić wszystkie trzy wymienione wyżej kryteria i za polskiego laureata Nagrody Nobla uważać tych, którzy mają polskie pochodzenie, urodzili się na polskim terytorium oraz tych, którzy przyjęli polskie obywatelstwo. Nie wszystkim taka formuła może się podobać, ale wydaje się być sprawiedliwa.

Na marginesie rozważań, kto był, a kto nie był polskim noblistą, trzeba koniecznie skłonić się przed Marią Skłodowską-Curie. I przypomnieć, że była: pierwszą kobietą wyróżnioną Nagrodą Nobla, pierwszym człowiekiem, który otrzymał tę nagrodę w dwóch różnych dziedzinach nauki (fizyka, chemia),

jedną z czterech osób, które otrzymały Nobla dwukrotnie, najmłodszą spośród wszystkich polskich noblistów w chwili przyznania nagrody.

W 1903 r., gdy otrzymała pierwszego Nobla, miała 36 lat. Lech Wałęsa został laureatem w wieku 40 lat, a trzeci z najmłodszych, Roald Hoffmann, miał wtedy 44 lata. Tegoroczna polska laureatka, Olga Tokarczuk, ma 57 lat, czyli tyle samo, ile w chwili przyznania nagrody miał także Władysław Reymont.

O Marii Skłodowskiej-Curie zbyt mało się w Polsce pisze i za mało eksponuje jej postać. Być może dlatego, że pani Maria nie była wzorcem matki Polki, zapewne jednak przede wszystkim z tego powodu, że była zdeklarowaną ateistką, co w skundlonym przez Kościół kat. narodzie polskim od razu stawia człowieka w gronie podejrzanych. O co podejrzanych? O byle co. Ale wróćmy do polskich Noblów.

Komitet Nagrody Nobla ujawnia swoje archiwa po upływie 50 lat. Można się z nich dowiedzieć, kto i kiedy był do nagrody nominowany, ale jej nie otrzymał. Okazuje się otóż, że w ostatnim półwieczu do nagrody tej nominowanych było jeszcze 12 Polaków. Ale o tym, kim byli z braku miejsca napiszę dopiero w następnym wydaniu naszej gazety.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii