Oby święta były wesołe, a nowy rok szczęśliwy…

pipala

Obojętne czy ktoś jest wierzący czy nie, nie ma nic złego w przypominaniu pierwszego przyjścia Jezusa na świat. Wręcz odwrotnie. Jednak to, co się dzieje w ostatnich tygodniach roku i to właściwie na całym świecie, niewiele ma wspólnego z Jezusem i Jego nauką.

Komercjalizacja świąt jest faktem i nikt już specjalnie z tym nie walczy. Co roku przesuwana jest graniczna data, kiedy w handlu rozpoczyna się walka o przedświątecznego klienta. Wabi się go świecidełkami, kolorowymi wstążkami, którymi owija się potencjalne prezenty, promocjami. W tym roku w Manitobie i Saskatchewan na dwóch stacjach benzynowych świąteczne promocje widziałem już na początku września, a ponoć jeden z marketów w irlandzkim Dublinie rozpoczął świąteczne promocje w… sierpniu.

Na szczęście nikt z nas oczywiście nie musi brać udziału w tym targowisku próżności, a świąteczny czas można wykorzystać według własnego „widzimisię”. Nie warto bowiem sobie narzucać jarzma nie do udźwignięcia tylko dlatego, że w święta wypada lub trzeba coś zrobić.

Niektórzy sceptycy rozważają, czy Jezus faktycznie urodził się zimą – nie wypasa się przecież wtedy owiec – oraz w którym roku. Prawdopodobnie miało to miejsce na przełomie marca i kwietnia i na pewno w 5. roku przed… Chrystusem. Brzmi to kuriozalnie, ale tak jest w istocie. Wtedy też narodziła się nowa gwiazda, świecąc niezwykłym blaskiem przez około dziesięć tygodni. Zauważyli ją nie tylko perscy magowie czyli mędrcy ze Wschodu, ale według źródeł historycznych – również chińscy uczeni. Nie wiadomo do końca, jak mędrcy ze Wschodu traktowali Mesjasza, bo kilka lat później ta sama lub inna grupa perskich magów wybrała się do Rzymu, aby oddać hołd Neronowi.

Takie szczegóły nie mają jednak znaczenia. Przynajmniej dla mnie. Wystarczy, że usłyszę „Lulajże Jezuniu” i od razu przenoszę się w inny świat. I polecam wszystkim, żeby zaprosić Jezusa do stołu, bo po pierwsze Jego nauki są do przyjęcia nawet dla niewierzących, a po drugie jak ktoś kiedyś słusznie zauważył są to jego urodziny. A urodziny bez solenizanta są do bani.

Tak więc życzę Państwu zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku”.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Poloni
Na koniec jedno z bożonarodzeniowych kazań mojego ukochanego księdza Tischnera:

 

„Okazała się miłość ku stworzeniom, ku ludziom. Ale nie ze względu na ich piękno. Ta miłość Boga Stworzyciela okazała się raczej za względu na ich upadek, ze względu na ich nędzę, ze względu na ich ubóstwo. Kiedy miłosierny Samarytanin przechodził drogą, zwrócił jego uwagę widok rannego. To nie piękno przykuło wzrok przechodzącego Samarytanina. Kiedy Chrystus widział trędowatych i sparaliżowanych, nie ze względu na ich piękno zwracał się ku nim ze słowem pociechy i ze słowem, które niosło zdrowie. Miłość Boga, która okazuje się ku stworzeniom, jest jakąś inną miłością. To nie jest ta miłość, która jest zapłatą za piękno. Jest to raczej ta miłość, która t w o r z y piękno. Im więcej miłości, tym więcej piękna będzie. Ale nie odwrotnie. Czymże więc jest ta miłość Boga ku ludziom? Cała tajemnica tej sprawy wyraża się w jednym słowie: wybór. Bóg miłuje wtedy, kiedy wybiera. Miłość Boga to wybór Boga. Także w języku ludzkim słowo to wiąże się z miłością. Czyż nie mówimy „wybrany”, czyż nie mówimy „wybranka”? Dlaczego wybrany? Dlaczego wybranka? Wybranka, bo wybrana. Wybrany, bo go wybrano. Nie ze względów na piękno, ale bardzo często ze względu na ubóstwo, na nędzę, na tragedię, na smutek. Miłość przychodzi po to, by ratować, żeby ocalać. Nie przychodzi po to, żeby być zapłatą za coś, ale przychodzi po to, ażeby ocalić, uratować, aby nieść życie. Maria została wybrana, wybrani zostali apostołowie – wybrany Piotr, wybrany Jan – wybrany Józef… Wybór Boga stanął u źródła i był początkiem miłości. Bo miłować to wybrać. A wybrać to umieć powtarzać wybór. Powtarzać codziennie, co godzina. Być wiernym to powtarzać ten wybór. Często nie za coś, ale – mimo wszystko. Drodzy moi, jest godzina bożonarodzeniowa. W tej wielkiej godzinie każdy z nas winien zadumać się nad najprostszymi ze słów. Nad takimi słowami, jak „wiara”, jak „nadzieja”, jak „miłość”. Bo historia tych słów pisze się w takich dniach jak dzień dzisiejszy. W dzień Bożego Narodzenia w obrazie bożonarodzeniowej szopki ukazana jest tajemnica wyboru. „Wybrałem cię pierwej, zanim się stałeś”. Wybrałem cię pierwej, zanim ty Mnie wybrałeś. Wybrani wybierają. Jesteście wybrani – i dlatego możecie wybierać. Tak mówi Bóg do człowieka: jesteś wybrany. To Bóg najpierw wybrał, a teraz możesz wybrać Tego, kto ciebie wybrał. I na tym polega miłość. „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”.