Od Awdańców do Gryfitów

str-24-herb-gryfitow

Dawna Polska była państwem szlacheckim i stan ten nosił się dumnie. Szlachecka zbiorowość miała ogromny wpływ na losy państwa, ale też pogardzała ludźmi niższego stanu i stanowiła prawa, które dawały im nad stanami niższymi panowanie. Na szczycie szlacheckiego stanu była zaś magnateria, którą stanowili ludzie mający w swoim, jak byśmy to dziś powiedzieli „cv”, papiery dokumentujące pradawne pochodzenie, herb, nade wszystko posiadający wyróżniające ich spośród stanu szlacheckiego bajeczne wręcz majątki. Magnateria, ten szlachecki crème de la crème, stanowiła elitę ówczesnego państwa, a jej przedstawiciele zajmowali znaczące stanowiska u boku władców.

Przysłowiowym „uchem igielnym”, przez które szlachcic mógł się przecisnąć do stanu magnackiego, było zdobycie miejsca w senacie. Bardzo często magnateria, gdy osiągnęła znaczące w państwie stanowiska, kierowała się w swoich działaniach osobistą ambicją, czasem nawet stojącą w sprzeczności z interesem państwa, ale historycy twierdzą, że sumując jej dokonania „nie sposób przecenić zasług koronnej czy litewskiej magnaterii zarówno dla budowania tożsamości narodowej, wielowiekowego trwania państwowości polskiej, jak i dla rozwoju wszystkich dziedzin życia w Rzeczypospolitej”.

O polskiej magnaterii można mówić już w odniesieniu do średniowiecza. Jeden z najstarszych rodów zwał się Awdańcy. Ród ten historycy wywodzą albo z Danii, albo z przeciwległego krańca Europy, bo od ruskich Waregów. Na przełomie wieków XI i XII Awdańcy, pieczętujący się herbem Abdank, należeli do najpotężniejszych rodów Wielkopolski i niewątpliwie odcisnęli swoje piętno na historii ówczesnej Polski. Jeden z dwóch braci był bowiem wychowawcą Bolesława Krzywoustego, drugi kanclerzem i biskupem poznańskim, i to pewnie on miał ogromny wpływ na funkcjonujący do dziś w powszechnej świadomości obraz dawnych dziejów Polski, bo był zarówno protektorem, jak i informatorem Galla Anonima. Ten zaś, mimo że miał cudzoziemskie pochodzenie, został uznany za pierwszego polskiego kronikarza. W XIII w., podczas walk o zjednoczenie państwa, Awdańcy opowiedzieli się za Władysławem Łokietkiem, natomiast w XV . przenieśli swoje główne siedziby na Ruś Czerwoną i Podole, gdzie piastowali wysokie urzędy. Z rodu Awdańców wyrosły rody Buczackich i Jazłowieckich. Herbem Abdank pieczętuje się około 170 rodzin.

Koło Sandomierza leży wieś Bogoria, od której wywodzi się także nazwisko rodu Bogoriów. Początki Bogoriów sięgają XIII . We włoskiej Bolonii, na ścianie tamtejszego uniwersytetu znajduje się tablica pamiątkowa związana z rodem Bogoriów. Podsandomierską wieś i sięgający średniowiecza ośrodek uniwersytecki łączy jeden z przedstawicieli rodu Bogoriów, Jarosław ze Skotnik. W bolońskiej uczelni ukończył on studia prawnicze i był także jej rektorem. Wszechstronna znajomość prawa sprawiała, że był zręcznym dyplomatą, który po powrocie do kraju zapisał się m.in. reprezentowaniem Kazimierza Wielkiego w procesie z Krzyżakami, doprowadzeniem do pokoju kaliskiego z Zakonem Krzyżackim w 1343 r. Jarosław ze Skotnik działał na wielu frontach. Dzierżąc godność arcybiskupa gnieźnieńskiego napisał zbiór praw dla duchowieństwa („Synodyk”), uważa się go za współautora Statutów Wiślickiego i Wielkopolskiego oraz człowieka, który odegrał znaczącą rolę w powołaniu Akademii Krakowskiej. Przeżył swoje życie bardzo aktywnie i dopiero gdy dosięgła go ślepota, a miał wtedy już sto lat, wycofał się z życia publicznego. Zmarł w 1376 r., zaś jego ród stracił na znaczeniu w następnym wieku. Herbem Bogoria posługuje się około 30 rodzin.

Doliwowie herbu Doliwa wywodzą się z Mazowsza, ale ich dobra znajdowały się na całym terytorium państwa, przy czym ranga rodu wzrosła za ostatnich Piastów, szczególnie za panowania Kazimierza Wielkiego. Jeden z członków rodu pilnował budowy katedry poznańskiej, w której znalazły się nagrobki Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Inny, Wincenty Kot z Dębna, wynegocjował pokój brzeski z Krzyżakami (1435 r.), zaś kolejny z członków Doliwów, Jan Lutek z Brzezia, był dyplomatą Władysława Jagiełły, księcia Witolda, także Kazimierza Jagiellończyka. Jan Długosz nazwał go w swoich kronikach „czcicielem ojczyzny”. Około 120 rodzin pieczętuje się herbem Doliwa.

Gryf, co oczywiste, jest herbem Gryfitów, rodu, którego siedziby znajdowały się na Śląsku i w Małopolsce. Jeden z rodu, imieniem Jan, był kanclerzem oraz biskupem wrocławskim, a później arcybiskupem gnieźnieńskim i to on osadził w Jędrzejowie zakon cystersów (1153 r.). Jaksa, wojewoda i książę Kopanicy nad Szprewą, sprowadził na podkrakowski Zwierzyniec norbertanki (1160 r.), a trzy lata później założył klasztor bożogrobców w Miechowie. Gryfici angażowali się także w sprawy świeckie. Klemens z Ruszczy, także przedstawiciel tego rodu, wystąpił w obronie Bolesława Wstydliwego i w bitwie pod Suchodołem (1243 r.) pokonał jego rywala do tronu krakowskiego, którym był Konrad Mazowiecki. Władca odwdzięczył się z nawiązką. Przyznał magnatowi immunitet dający zwolnienie od podatków, własną jurysdykcje, także prawo budowy zamków. Ród Gryfitów stracił na znaczeniu w XV w., jego przedstawiciele nie zajmowali już wysokich stanowisk w państwie, ale nadal należeli do wielkich rodów magnackich. Najlepszym dowodem jest to, że do bitwy pod Grunwaldem wystawili własną, rodową chorągiew, która dowodził Zygmunt z Bobowy. Herbem Gryf pieczętuje się ok. 140 rodzin.

Hubert Sarnowski