Okowita Palikota

str-19-palikot

Absolwent filozofii. Wygadany, niektórzy mówili, że wręcz pyskaty, inteligentny, przekorny, także bulwersujący. Taki był Janusz Palikot jako poseł Platformy Obywatelskiej, a później partii, której nadał swoje nazwisko – „Ruch Palikota”. I zszedł z politycznej sceny nagle. Prawicowe media usilnie pracowały, by wbić do głowy swoich wyborców, że Palikot to człowiek i polityk niepoważny, tak naprawdę to błazen. Trzeba przyznać, że się im udało. Atakowany Palikot nie potrafił przeciwstawić się negatywnej kampanii skierowanej na niego oraz jego partię, więc opuścił polityczną scenę.

Do historii pospólstwa przeszedł jako niewychowany arogant, który zjawił się w telewizyjnym studiu z atrapą penisa, pistoletem, a jeszcze później ze świńską głową. Wytykali mu to wszyscy, włącznie z „dobrze wychowanymi” dziennikarzami mediów niesympatyzujących z PiSem. Nieliczni tylko przyjęli do wiadomości i zapamiętali, że była to celowa prowokacja, która miała zwrócić uwagę opinii publicznej na brutalność i bezkarność policjantów. Było to bowiem tuż po tym, gdy w jednym z lubelskich komisariatów policjant zgwałcił zatrzymaną studentkę, a inny, z patrolu, który strzegł bezpieczeństwa przed lubelskimi szkołami, molestował 15-letnią dziewczynkę. Rządził wtedy PiS, Palikot wysyłał pisma do pisowskiego rządu zwracając uwagę na kryminalne zachowania policjantów, ale jego apele odbijały się jak od ściany. Przyszedł więc do studia ze sztucznym penisem i pistoletem. Ale pod nawałą wrzasków o niestosownym zachowaniu się posła Palikota, sprawa studentki zniknęła z pola widzenia i do dziś niewielu tylko wie jak się zakończyła.

Wielu obserwatorów polskiej sceny politycznej do dziś twierdzi, że swoją inteligencją Palikot wyprzedził czasy, był za trudny dla masowego, mającego kłopoty z samodzielnym myśleniem „suwerena”. Tegoż suwerena w negatywnej ocenie Palikota utwierdzała m.in. profesor socjologii, Jadwiga Staniszkis, która pałała rzadko spotykaną niechęcią do polityka. Miała zresztą ku temu powody, ponieważ Janusz Palikot był jedynym człowiekiem, który publicznie mówił prosto w oczy pani profesor, że jej oceny dotyczące polityków i ich partii nigdy się nie sprawdzają. Dla socjologa taka opinia to policzek nie do wybaczenia.

Palikot więc zniknął, igrzyska polityczne rozgrywały się bez niego, a on zajął się tym, do czego miał szczególne predyspozycje, czyli zarabianiem pieniędzy. Pochodzi z Biłgoraja na Lubelszczyźnie, chciał studiować matematykę, ale ciążyła na nim działalność opozycyjna i nie miał szans na studia w państwowej uczelni, więc wybrał filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Pierwsze duże pieniądze zarobił już w 1989 r. handlując drewnianymi paletami. Fortuna nie uderzyła mu do głowy, zadbał jednak o to, by innym uderzało do głowy wino musujące o nazwie Dorato, które zaczął wytwarzać w założonej przez siebie i do dziś istniejącej spółce Ambra w Woli Dużej koło rodzinnego Biłgoraja.

Dziesięć lat po swoim debiucie w biznesie założona, też przez niego, spółka Jabłonna kupiła Polmos Lublin, a niemal tuż po transakcji Palikot nabył prawa do wyłączności wódki Żołądkowa Gorzka. Kosztowało go to 40 mln zł, ale się opłaciło i szybko zwróciło. „Żołądkowa” szybko bowiem zawojowała rynek i wspięła się na czołowe miejsce wśród polskich wódek gatunkowych. Palikot z Jabłonną pod rękę szedł za ciosem i gdy sprzedaż zaprowadziła „Żołądkową” na podium polskich wódek, z wielkim zyskiem sprzedał spółkę nie byle komu, bo światowemu graczowi na rynku wódek, firmie Stock. Gdy już nie musiał dbać o wikt i opierunek, zajął się polityką. Jak się to zajęcie skończyło, opisaliśmy wyżej. Ci którzy znają Janusza Palikota mówili, że jeszcze będzie o nim głośno. No i jest. Ale nie za sprawą polityki, lecz biznesu.

Pod koniec ubiegłego roku Palikot odkupił od polityka Konfederacji, Marka Jakubiaka, Browar Tenczynek, położny w połowie drogi między Krakowem a Chrzanowem. Pytany, dlaczego zajął się warzeniem piwa, Palikot odpowiedział:

Przenieśmy się za ocean. Mniej więcej przed trzema dekadami Amerykanin zaczął mieć dość piwa warzonego przez trzy, czy cztery wielkie korporacyjne koncerny. Te piwa niczym od siebie się nie różniły. Ludzie chcieli czegoś innego, oryginalnego. Dlatego na amerykańskim rynku pojawiły się różnego rodzaju mikrobrowary, które zaczęły się koncentrować na warzeniu piw specjalnych. Używano do tego zwykle droższych surowców i odmiennych technologii w celu uzyskania intensywniejszego aromatu i smaku oraz wyższej goryczki od tej oferowanej w piwach korporacyjnych. I się przyjęło. W Stanach Zjednoczonych spośród blisko 4,3 tys. browarów ponad 4,2 tys. to dziś browary rzemieślnicze. To często małe biznesy zlokalizowane w pubach, restauracjach. Przed kilku, kilkunastu laty ta moda dotarła do Europy i Polski. Bogacimy się. Piwa kraftowe to już pewna kultura. Szukamy nowych bukietów smaków, wariacji, których nie znajdziemy w spokojnych, stonowanych piwach browarów korporacyjnych”.

No i wychodzi na to, że Janusz Palikot ma rację. Browar kupił w roku 2018 r. i w pierwszym roku sprzedał milion butelek piwa, w tym roku już 5 milionów. W roku 2020 chce sprzedać 10 mln butelek piwa i wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Ale, jak to ma w zwyczaju, poszedł za ciosem i znów wywołał ogromne zainteresowanie swoją osobą. Tak mediów, jak i zwykłych ludzi. I nie o sukcesy w sprzedaży piwa z Tenczynka chodzi.

Janusz Palikot ogłosił otóż, że będzie w Tenczynku produkował także okowitę. W internecie ogłosił akcję crowdfundingową, czyli zbiórkę pieniędzy na rozpoczęcie produkcji okowity. Zbiórka rozpoczęła się pod koniec października i zgodnie z prawem może trwać maksymalnie 3 miesiące, chyba że wcześniej zebrana zostanie kwota w wysokości 1 mln euro. I tłumaczy. Dlaczego chce produkować okowitę:

Jakieś dwie dekady po piwnej rewolucji w Stanach rozpoczęła się nowa. Tym razem objęła rynek alkoholi wysokoprocentowych. Małe destylarnie działają na przykład w modnych knajpach w Nowym Jorku. I wcale nie chodzi tylko o wódki, także whisky, giny. Są cenione, bo to alkohole o zupełnie innym, ciekawszym bukiecie. Różniące się od siebie. (…) Wspomniana moda na małe destylarnie właśnie dociera do Polski. I tak jak w przypadku rynku piw, jest to rynek zdecydowanie wzrostowy. Dlatego w Tenczynku będziemy produkować okowitę. To staropolski, potrójnie destylowany alkohol. Zdecydowanie szlachetniejszy od wódki, gdzie surowcem do produkcji są przede wszystkim ziemniaki. Tymczasem okowita powstaje ze słodu po fermentacji piwa. (…) Przez to uzyskujemy zdecydowanie inny smak. Słodkawy, o pełniejszym, bardziej rozległym bukiecie. Co ciekawe, okowitę produkowano w Browarze Tenczynek jeszcze do 1945 roku. Później została wyparta z rynku przez wódkę, którą wyrabia się zdecydowanie taniej i szybciej. Teraz historia zatoczyła koło. W Tenczynku znowu będziemy produkować okowitę. Jako pierwsi w Polsce. Jako że ten alkohol jest szlachetniejszy od wódki, będzie średnio dwa razy droższy. Szacujemy, że koszt półlitrowej butelki to około 40 zł. Nasza instalacja do produkcji okowity powstanie w browarze, gdzie już są warzelnie, fermentatory i automatyczne linie do napełniania butelek. Mamy też tzw. produkt uboczny, czyli słód powstały w procesie fermentacji piwa. Dzięki temu wszystko będzie tańsze. Główny wydatek to specjalna kolumna rektyfikacyjna do produkcji okowity, czyli taka wysoka na klika metrów wieża do destylacji alkoholu. Z produkcją chcemy ruszyć za rok”.

Skoro w rozpoczęcie produkcji okowity Janusz Palikot zainwestował już kilkadziesiąt milionów złotych, to – zapyta Czytelnik – po co mu akcja crowdfundingowa, w której nie wolno mu zebrać więcej niż 1 mln euro? No i to jest właśnie cała inteligencja Janusza Palikota. Nie chodzi bowiem o pieniądze lecz o promocje i reklamę przedsięwzięcia. I co równie ważne – od razu będzie miał na swój produkt kilka lub kilkadziesiąt tysięcy klientów. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by ten kto zainwestuje swoje pieniądze w okowitę, nie był pierwszym degustatorem trunku w kto ego produkcję zainwestował swoje pieniądze.

Adam Lasocki