Okrągły Stół, czyli drzwi do wolności

str-1-okragly-stol

Trzydzieści lat temu, dokładnie 6 lutego 1989 roku, rozpoczęły się obrady, które okazały się początkiem kruszenia komunistycznego systemu panującego za „żelazną kurtyną”. Po jej zachodniej stronie była demokracja i gospodarka rynkowa, po wschodniej system komunistyczno-socjalistyczny odbierający obywatelom podmiotowość, nie mający z demokracją cokolwiek wspólnego oraz gospodarka nakazowo-rozdzielcza. Jeśli ktoś nie miał i nie ma wiedzy na temat systemu socjalistycznego, zarówno jego oblicza społecznego, jak i gospodarczego, niech przyjrzy się obecnej sytuacji w Wenezueli. Kwitnący przed laty, demokratyczny kraj z wolną gospodarką, po opanowaniu przez populistów i socjalistów jest dziś synonimem nędzy i rozpaczy milionów mieszkańców, którzy przed socjalistycznym dobrobytem masowo emigrują do sąsiednich krajów. 30 lat temu w podobnej, acz nie aż tak krytycznej sytuacji, była Polska.

Wtedy, w 1989 r., polska scena polityczna była od 9 lat miejscem zmagań władzy z opozycją, która po sierpniu 1980 r. porwała za sobą miliony ludzi, rozbudziła entuzjazm i pragnienie wolności. Na to oddolne ciśnienie wolnościowe władza zareagowała stanem wojennym. Polskie społeczeństwo popadło w odrętwienie, bo prysły nadzieje na wolność, na zerwanie z podległością bolszewickiemu Związkowi Radzieckiemu. W odrętwienie nie popadli jednak liderzy antykomunistycznej opozycji z Lechem Wałęsą na czele. Byli prześladowani, represjonowani, ale nieugięci. Na placu boju zostało ich kilkudziesięciu, ale dziś, do miana ówczesnych opozycjonistów pretendują tysiące. Także ci, którzy pod osłoną mamusinej spódnicy pisali prace doktorskie, no bo gdyby rewolucja się nie udała, to przecież trzeba by było jakoś żyć…

Prawicowi dziś działacze wspierani przez też ukierunkowanych na prawo historyków twierdzą, że bez papieża Jana Pawła II Polska nie odzyskałaby wolności. To bardzo uproszczona opinia. Uproszczona, ponieważ za odzyskaniem demokracji w Polsce i zerwaniem pęt narzuconych przez ZSRR stało wielu najważniejszych przywódców ówczesnego świata od Ronalda Reagana i Margaret Thatcher poczynając, poprzez przywódców Francji, Niemiec i wielu innych krajów. Polski papież był jednym z tych przywódców. Nie należy też zapominać o Michaile Gorbaczowie, który w tym czasie zapoczątkował w Rosji pieriestrojkę. Gdyby władza w ZSRR spoczywała wtedy w rękach twardogłowych komunistów, zapewne nic nie skłoniłoby ich do jakichkolwiek ustępstw wobec żądań polskiej opozycji. Sytuacja międzynarodowa stwarzała wtedy znakomite pole dla działań wolnościowych, ale też i papież, i Reagan, Thatcher i inni nic by nie mogli zrobić, gdyby nie polscy opozycjoniści, których cementowała nieugięta postawa Lecha Wałęsy. Kto to kwestionuje zadaje kłam ówczesnym wydarzeniom i historii.

W 1988 roku prze z Polskę przetaczała się fala strajków. Nie miały one tak dużego nasilenia, jak w roku 1980, ale były, wybuchały w coraz to nowych miejscach, a gospodarka coraz bardziej pogrążała się w stan zapaści. Rządzący wtedy Polska gen. Wojciech Jaruzelski doskonale zdawał sobie sprawę, że bez porozumienia z opozycją kraj zmierza ku przepaści. Trzeba się było porozumieć i władza zdecydowała się na rozmowy z opozycją. Stanęło na tym, że negocjacje nie będą się odbywać przy prostokątnym stole, bo usytuowanie przy meblu o takim kształcie automatycznie tworzy przestrzeń sporu a nie porozumienia – po jednej stronie my z naszymi żądaniami, po drugiej wy ze swoimi.

6 lutego 1989 roku przy tym okrągłym stole, ustawionym w Pałacu Namiestnikowskim (dziś Prezydenckim), zasiadło 57 osób. Rozmowy toczyły się (do 5 kwietnia) w trzech zespołach tematycznych: gospodarki i polityki społecznej, pluralizmu związkowego, reform politycznych. Szczegóły ustalano w przy 12 podstolikach i w kilkunastu grupach roboczych. Szefem strony reprezentującej opozycję był Lech Wałęsa, rządowej gen. Czesław Kiszczak. Dlaczego akurat Kiszczak?

W dodatku historycznym „Gazety Wyborczej” ( 4 lutego br.) są dwie rozmowy z bardzo ważnymi wtedy postaciami obu rozmawiających stron: Adamem Michnikiem i Aleksandrem Kwaśniewskim. Przyszły polski prezydent na pytanie o przywództwo gen. Kiszczaka po stronie rządowej odpowiedział następująco: – Niewątpliwie motorem, autorem i głównym reżyserem działań po stronie władzy był gen. Wojciech Jaruzelski. Jego pomysł, by naszym głównym negocjatorem został gen. Czesław Kiszczak, człowiek zaufany i minister spraw wewnętrznych, wzbudził wątpliwości, ale moim zdaniem i z punktu widzenia rządu był bardzo dobry. (…) Kiszczak gwarantował powagę rozmowy, ale też jej bezpieczeństwo, jego obecność eliminowała pomysły na różnorakie prowokacje.

Z czym obie strony zasiadały do rozmów i czego oczekiwały.

Adam Michnik: – Dla mnie punktem wyjścia i dojścia była relegalizacja „Solidarności”. Mogę – myślałem – ustąpić w różnych sprawach, lecz poniżej tego nie zejdę. Mieliśmy w sobie wielką nieufność, że władza będzie chciała nas oszukać, zmanipulować, a więc nie mamy wielkich szans. Mówiąc za Lampedusą – komuniści zrobią wszystko, by tak zmienić, żeby nic nie zmienić. (…) Co najmniej raz na dekadę władza wcześniej nas oszukiwała, od 1956 r. poczynając. Czuliśmy na plecach gorący oddech. Ale wiedzieliśmy, że to szansa, której nie wolno spieprzyć. I wykorzystaliśmy ją.

Aleksander Kwaśniewski: – Pomysł Okrągłego Stołu był naprawdę znakomity, gdyż wyjść z ówczesnego impasu można było tylko dzięki takiej inicjatywie i rozmowom. (…) Gdyby rozmowy skończyły się fiaskiem, prawdopodobnie Wojciech Jaruzelski musiałby odejść lub zostałby odwołany, wygraliby twardogłowi ekstremiści, oponenci ustępstw i porozumienia. Ale myślę również, że po stronie „Solidarności” nie utrzymałby się Lech Wałęsa, w opozycji zaszłaby radykalna zmiana, na gorsze. Nie wiem, jak wówczas wyglądałaby historia Polski. Proszę pamiętać, że negocjujemy, gdy wciąż stoi mur berliński, istnieją Układ Warszawski i Związek Radziecki. Wyrokowanie, że mimo fiaska rozmów wszystko ułożyłoby się zgodnie z polskim interesem, jest fałszywe i nieuprawnione, a scenariusz rumuński nie musiałby być wcale najgorszy. Zamrożenie polityczne w Polsce mogłoby trwać wiele lat.

Adam Michnik: – Wyszło wiele spraw zaskakujących, np. wybory, o które spierały się ze sobą strony, lecz także dyskusja wewnątrz obozów. Nasza strona miała poczucie, że wybory nie mogą być do końca demokratyczne, a to powodowało, że nie wiedzieliśmy, jakie będą, gdyż na kompletną fikcję nikt by się nie zgodził. Strona rządowa chciała za to tak upichcić ordynację, żeby nie mogła przegrać głosowania. Klincz rozładował Aleksander Kwaśniewski. Bez konsultacji z gen. Jaruzelskim zaproponował całkowicie wolne wybory do Senatu.(…) Okazało się, że to były otwarte drzwi do wolności.

Dziś, po 30 latach od tamtych wydarzeń, jest w Polsce wielu ludzi, którzy uważają, że Okrągły Stół był zdradą, zmową elit, odsądzają jego uczestników od czci i wiar. I oni są głośniejsi od tych, którzy twierdzą, że Okrągły Stół to dowód mądrości Polaków. Nie kto inny, jak prezydencki minister Andrzej Zybertowicz powiedział kilka dni temu do licealistów, którzy przyszli do prezydenckiego pałacu, by zasiąść przy zabytkowym już dziś okrągłym stole, że „podczas obrad władza podzieliła się władzą ze swoimi własnymi agentami”. To ubliżające słowa wobec wszystkich opozycjonistów biorących udział w negocjacjach sprzed 30 lat, dzięki którym nie doszło w Polsce do rozlewu krwi. Słowa te wypowiedziane zostały przez człowieka, który wtedy, w 1989 r. był nikim, na dodatek w obecności gospodarza pałacu, Andrzeja Dudy, który ani nie zaprotestował, ani nie sprostował słów swego pożal się Boże doradcy.

O tego typu ludziach Adam Michnik mówi dziś tak: – Dla jednych jest nie do przyjęcia, że to nie ich sukces, nie przyłożyli do tego ręki. (…) Po wtóre – Polacy czczą tylko klęski. (…) Wreszcie niektórzy, może nawet Jarosław Kaczyński, wierzą, że Okrągły Stół był w pewnym sensie zdradą (…)że spisek polegał na tym, iż wówczas to nie Kaczyńscy rozdawali karty. Lech był przy Okrągłym Stole, ale to nie on podejmował decyzje, ale tylko akceptował, bo co innego miał robić?

Po dwóch miesiącach rozmów i negocjacji obrady Okrągłego Stołu zakończono. Ich pierwszym pokłosiem były wybory 4 czerwca tegoż 1989 roku, które ukazały władzy i światu, że Polacy chcą wolności i od tych dążeń nie odstąpią.

Andrzej Fliss