Opluwanie rzecznika

admin-ajax

W Mrowinach na Dolnym Śląsku 13 czerwca br. zaginęła 10-letnia dziewczynka. Zmaltretowane zwłoki dziecka znaleziono w lesie kilka kilometrów od domu, w którym mieszkała. Trzy dni później policja ujęła domniemanego sprawcę. Prokuratorzy i policjanci jako sprawcę zbrodni wytypowali Jakuba A., dalekiego krewnego dziewczynki, 22-letniego studenta psychologii z Wrocławia, który miał utrzymywać bardzo bliskie stosunki z matką dziecka. Sceny zatrzymania i konwojowania Jakuba A. zostały nagrane i opublikowane zarówno w telewizji, jak też w mediach elektronicznych.

Na nagraniu najpierw widać policjantów z oddziału antyterrorystycznego w pełnym rynsztunku, w hełmach, kamizelkach kuloodpornych, antyodpryskowych okularach, z bronią automatyczną w rękach zbliżających się do bramy domu. Następne sceny ukazują młodego, drobnego mężczyznę leżącego w majtkach oraz koszulce na podłodze i krepujących go policjantów. Policjanci są po cywilnemu, w obcisłych koszulkach, które uwidaczniają ich rozbudowaną na siłowni muskulaturę. Na kolejnym ujęciu widać tego samego młodego człowieka prowadzonego przez policjantów. Ma ręce skute z tyłu, od kajdanek odchodzi łańcuch do nóg skutych w kostkach. Łańcuch ma taką długość, by skrępowany nimi człowiek nie mógł się wyprostować. Na dodatek jego głowa jest przyciskana w dół przez jednego z funkcjonariuszy. Skuty mężczyzna ma ogromne trudności ze stawianiem kroków, widać, że momentami wisi w powietrzu i jest wleczony. Cały czas jest boso i w majtkach.

Następnego dnia Adam Bodnar, polski Rzecznik Praw Obywatelskich, wystosował pismo, w którym uznał, że środki zastosowane przez policję „naruszają godność zatrzymanego i stanowią pogwałcenie praw człowieka”. Napisał ponadto, że wydawały się nieproporcjonalne” i miały „charakter pokazowy, stanowiący przykład manifestacji siły państwa wobec jednostki, do którego nie powinno dojść w demokratycznym państwie prawa”. Za „nieproporcjonalne” Adam Bodnar uznał zastosowanie kajdanek zespolonych i chwytu obezwładniającego, ponieważ, jak podkreślił, zatrzymany nie stawiał oporu. Wiele osób odniosło podobne wrażenie, oglądało sceny konwojowania z niesmakiem, ale też z przerażaniem. Ale nie politycy rządzącej formacji, czyli PiS.

Na Adama Bodnara politycy tej partii zaczęli wylewać wiadra pomyj, a usłużne prorządowe media, z TVP na czele, zaczęły szperać także w jego życiu prywatnym. Taktyka opluwania na wszelkie sposoby osoby publicznej, która ma inne zdanie od polityków PiS, to żelazny repertuar podporządkowanych tej partii mediów, które za czasów PO-PSL nazywały siebie „niepokornymi”, dziś natomiast nie mają s obie równych w pokorze i służalczości wobec Kaczyńskiego i jego ugrupowania.

Rzecznik Komendanta Głównego Policji, niejaki Mariusz Ciarka stwierdził, że gdy usłyszał o stanowisku zajętym w tej sprawie przez Rzecznika Spraw Obywatelskich był przekonany, że to jakiś fake news. Według niego wszystko było w porządku. I poradził rzecznikowi, by złożył kondolencje rodzinie zamordowanej dziewczynki, zaś policji i prokuraturze podziękował za „skuteczne i szybkie działanie przeprowadzone zgodnie z prawem”. Przesądził tym samym o winie Jakuba A. W obozie PiS nie był w tym ani oryginalny, ani osamotniony.

Na wypowiedź RPO szybko zareagowali „wybitni” PiSowscy znawcy prawa. Premier Mateusz Morawiecki (historyk) oświadczył w stacji RMF co następuje: – Myślę, że to jest właśnie świat postawiony na głowie – to, co RPO pan Bodnar tutaj przedstawił, ponieważ my powinniśmy chronić słabszych, najsłabszych, a nieobliczalny morderca, który dokonał ohydnej zbrodni musi zostać w jak najszybszy sposób unieszkodliwiony (…). Musi być przede wszystkim w bezpieczny sposób przez organy ścigania doprowadzony do właściwego miejsca. Polski premier, Europejczyk z „serca Europy”, jak mawiał o sobie PiS podczas kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, jeszcze przed procesem podejrzanego mówi o nim „nieobliczalny morderca, który dokonał ohydnej zbrodni”.

Pani Elżbieta Witek (też historyk z wykształcenia), która z krótkiej kadrowej ławki PiS awansowała na ministra spraw wewnętrznych i administracji, określiła wypowiedź Rzecznika Praw Obywatelskich jako „skandaliczną”. Wiceminister sprawiedliwości, dziś już europoseł Patryk Jaki (politolog), tonem wybitnego znawcy prawa nazwał Jakuba A. zdeprawowanym mordercą”, zaś Jarosław Zieliński, wiceszef MSWiA (to ten, który na swoje powitanie kazał policjantom rozrzucać confetti), stwierdził autorytatywnie, że to Jakub A. jest zabójcą 10-latki.

Po kilku dniach nagonki Adam Bodnar wydal oświadczenie, w którym napisał: „Godności człowieka broniłem i będę bronił bez względu na okoliczności. Wynika to z mojego konstytucyjnego i ustawowego obowiązku, ale i wewnętrznego przekonania”. Wsparli go inni polscy luminarze prawa. Wybitni prawnicy, którzy na swoją pozycję zapracowali latami pracy naukowej i orzecznictwem, a nie politycznym kunktatorstwem. „Stanowczy sprzeciw wobec politycznej i medialnej nagonki” na Adama Bodnara wyraziła Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Zbrodnia na 10-letniej dziewczynce była bestialstwem i lud polski domagał się natychmiastowej zemsty na mordercy. Policja wskazała, że Jakub A. przyznał się do winy i to wystarczyło, by politycy ruszyli do ataku na Jakuba A. oraz tego, który śmie upominać się o jego godność. Traf chciał, że w tym samym czasie, gdy trwała nagonka na Rzecznika Praw Obywatelskich, stacja TVN24 wyemitowała program o zakatowaniu na śmierć młodego mężczyzny, Igora Stachowiaka, w komisariacie we Wrocławiu. Kaci w policyjnych mundurach torturowali go elektrycznym paralizatorem dopóki nie znieruchomiał.

Tomasz Komenda przesiedział w więzieniu 18 lat za zbrodnię, której nie popełnił. Ci sami ludzie, którzy teraz ronili łzy na okrutny los, który go spotkał, 18 lat temu wyzywali go od bestii i domagali się, by do końca życia siedział za kratami. Co pierwsze ma wspólnego z drugim i trzecim oraz z Adamem Bodnarem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich?

Po pierwsze – każdy człowiek, nawet podejrzany o popełnienie najgorszego czynu ma prawo do godnego traktowania, bo na tym opiera się humanizm naszej cywilizacji. Po drugie – dopóki sąd nie dowiedzie podejrzanemu winy, jest on tylko podejrzanym, nie zaś winnym. Życie dowodzi (casus Tomasz Komenda), że sąd może się mylić. Ale nawet, gdy sąd stwierdzi bezspornie winę, człowiek skazany nie przestaje być człowiekiem i ma prawo do stosowania wobec niego praw człowieka. Takiego traktowania podejrzanych, ale też skazanych, domagają się organizacje praw człowieka i prawnicy. Profesor Andrzej Rzepliński, prawnik wybitny, ostatni prezes Trybunału Konstytucyjnego, wyraził się bardzo dosadnie o sposobie potraktowania Jakuba A. Powiedział, że potraktowano go niczym kawal mięsa przenoszonego z jednego miejsca na drugie. Profesor Ewa Łętowska, pierwszy RPO w Polsce, o ataku na Adama Bodnara wyraziła się równie dosadnie mówiąc, że jest to opluwanie, szczucie i kłamstwa.

Tłum na to jednak nie zważa. Nie zna pojęcia podejrzany. Zna termin: złapany. Złapany jest winien, natychmiast należy wymierzyć mu karę. Na takiej mentalności opiera się lincz i na takiej mentalności zasadzały się publiczne egzekucje, na które lud, tłumnie przychodził z własnej i nie wymuszonej woli. Demokracja zaś ustanowiła prawa człowieka, na nich się opiera i wymaga ich przestrzegania. Lud, tłum nie stanowią prawa, ale lud, tłum nie lubi gdy mu się o tym mówi.

Kenneth Klonsky to nowojorski pisarz i badacz niesłusznych wyroków. W karierze pomagał kilku podejrzanym, którzy początkowo pod presją przyznawali się do winy, a jednak okazywali się niewinni. W oparciu o swoje doświadczenia mówi:

Skazywanie człowieka przed wyrokiem zawsze powinno budzić niepokój. Ale media i politycy uwielbiają przyłączać się do chóru osób, które natychmiast wszystko wiedzą. To pozwala zaskarbić sobie sympatię opinii publicznej. (…) Każdy prawnik wie, że samo przyznanie się do winy jest dowodem na nic. Doświadczonym policjantom łatwo jest wyciągnąć zeznania od niewinnej młodej osoby. I także nie tak trudno, jakby się mogło wydawać, od niewinnej osoby starszej. Wielu funkcjonariuszy, zwłaszcza tych ambitnych, jest bardziej zainteresowanych uzyskaniem przyznania się do winy niż prawdą. Naczelna zasada, jaką powinien przyjąć podejrzany, jest następująca: nigdy nie rozmawiaj z policją, póki nie będzie siedział obok ciebie prawnik. (…) Przyznanie się do winy jest często uzyskiwane w zamian za coś – na przykład za złagodzenie wyroku. Pamiętajmy też, że policjanci niejednokrotnie kłamią w trakcie przesłuchań. Mówią rzeczy w stylu: „twoje DNA jest na narzędziu, którym dokonano zbrodni”, choć jest to kompletnie zmyślone. Wtedy podejrzany może czuć się bezradny. Zaczyna traktować przyznanie się do winy jako ostatnią nadzieję na poprawę swojego losu. Nawet jeśli nie popełnił czynu, o który jest podejrzewany.

Na pytanie, jak potraktować wypowiedzi polityków i niektórych mediów, które już wydały wyrok na Jakuba A., Kenneth Klonsky odpowiada krótko: To bardzo niebezpieczne. To jest po prostu lincz.

Z takim właśnie linczem mieli do czynienia Polacy w związku ze sprawą Jakuba A. , podejrzanego morderstwa 10-letniej dziewczynki w Mrowinach na Dolnym Śląsku.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii