Oskary dla Polaków

str-18-wajda

W niedzielę (24 lutego) tradycyjnie już w Dolby Theatre (dawniej Kodak Theatre) w Los Angeles wręczono Oscary. Była to 91 edycja tej nagrody, przyznawanej od 1929 roku. Wyróżnienia Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej uznawane są powszechnie za najbardziej prestiżowe i najcenniejsze w świecie filmu, mimo że dotyczą przede wszystkim produkcji amerykańskich. Dla filmów z innych stref językowych utworzono specjalną kategorię – „najlepszy film nieanglojęzyczny”.

W tym roku aż w trzech kategoriach nominowany został polski film, „Zimna wojna”. Jego reżyser, Paweł Pawlikowski, otrzymał nominację w kategorii „najlepszy reżyser”, „Zimna wojna” w kategorii ”najlepszy film nieanglojęzyczny”, a Łukasz Żal, operator, w kategorii „najlepsze zdjęcia” (to jego druga nominacja, pierwszą, wraz z Ryszardem Lenczewskim, uzyskał za zdjęcia do „Idy”). Gdyby wszystkie te trzy nominacje zostały nagrodzone Oscarem, byłby to drugi film polskiego reżysera, który otrzymałby aż trzy statuetki. Pierwszym był „Pianista” Romana Polańskiego, nagrodzony w roku 2003 za reżyserię, za scenariusz i za najlepszą główną rolę męską, którą zgarnął grający w tym filmie amerykański aktor, Adrien Brody. No, ale stało się, jak się stało i Paweł Pawlikowski pozostaje z Oskarem za swój poprzedni film, „Ida”, nagrodzony w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny” w roku 2016. W tym roku Oskar dla najlepszego reżysera otrzymał Meksykanin, Alfonso Cuaron, reżyser filmu „Roma”, który to obraz także otrzymał statuetkę w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Operator „Zimnej wojny”, Łukasz Żal, przegrał Oscara z autorem zdjęć do filmu „Green Book”.

Sądzić należy, że nawet krytycy filmowi mieliby problem z odpowiedzią, gdyby ich zapytać, kim był pierwszy Polak, który otrzymał Oscara i kiedy to było. Nie był otóż ani reżyserem, ani aktorem, a tym bardziej kamerzystą. Był… kompozytorem. Nazywał się Leopold Stokowski. Historycy filmu, (trzeba zaznaczyć, że – polscy historycy filmu) sytuują go jako pierwszego Polaka nagrodzonego Oskarem, ale sprawa jest cokolwiek problematyczna… Stokowski urodził się bowiem w Londynie (w 1882 r.), jego ojciec był Polakiem, zaś matka Irlandką. Polski jako państwa nie było na mapie świata w chwili jego urodzenia, więc otrzymał obywatelstwo brytyjskie. Oskara otrzymał zaś za skomponowanie ścieżki muzycznej do filmu Walta Disneya pt. „Fantazja”. Było to w roku… 1941, i zapewne mało kto w Polsce o tym wiedział, a jeśli wiedział, to pewnie nie była to informacja godna uwagi, bo Polacy walczyli o życie z hitlerowskimi najeźdźcami.

Czterokrotnie nominowany do Oscara był natomiast inny polski kompozytor. Nazywał się Bronisław Kaper. Urodził się w Warszawie w 1902 r., tam też się kształcił, potem wyjechał do Paryża, później do USA i w 1953 r. odebrał statuetkę Oscara za muzykę do filmu „Lili”. W następnych latach, już jako członek Amerykańskiej Akademii Filmowej, promował w Ameryce polskie filmy i ich twórców.

Na kolejnego Oscara dla Polaka trzeba było czekać 30 lat. Przywędrował on do Polski za sprawą mało komu dziś znanego Zbigniewa Rybczyńskiego. Przyznano go za krótkometrażową animację pt. „Tango”. Jej autor zapisał się tym, że na galę przybył w trampkach i pobił ochroniarzy (cóż to za ochroniarze, którzy dali się pobić?!), za co tuż po gali powędrował do aresztu.

Podczas tych 30 lat, które upłynęły między Oskarem Kapera i Rybczyńskiego, siedem polskich filmów otrzymało oskarowe nominacje w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”, ale żaden nie przebił się do głównej nagrody. „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego był pierwszym polskim filmem nominowanym do „Oskara” (1964 r.), ale przegrał z „Osiem i pół” Felliniego, trzy lata później „Kobieta i mężczyzna” Claude’a Leloucha zyskała więcej głosów hollywoodzkiego jury od „Faraona” Jerzego Kawalerowicza, a w 1975 r. „Amarcord” Felliniego znów wyprzedził film polskiego reżysera, czyli „Potop” Jerzego Hoffmana.

Największe rozczarowanie związane jest z najlepszym, zdaniem wielu, filmem w historii polskiej kinematografii, czyli „Ziemią obiecaną” Andrzeja Wajdy, opartym na powieści Władysława Reymonta. Film wydawał się pewniakiem do otrzymania Oskara w 1976 roku, ale… Oddajmy głos Andrzejowi Wajdzie, który po przyjeździe z Hollywood powiedział w jednym z wywiadów:

Zawsze chciałem zrobić taki „amerykański” film. Nic dziwnego, że nominacja do Oscara budziła nadzieję na zainteresowanie w USA. Prędko jednak miałem się rozczarować. Konferencja prasowa w Hollywood sprowadziła się do dyskusji wokół polskiego antysemityzmu, a zakończyła wręcz absurdalnie. Pewien dziennikarz, przybyły z Izraela, który najostrzej krytykował mój film, na pytanie, gdzie widział „Ziemię obiecaną”, odpowiedział: „Ja wcale nie muszę oglądać tego filmu, wystarczy, że przychodzi z Polski”. Zrozumiałem wtedy, że tragicznego spadku po zagładzie Żydów na polskich ziemiach nie może załatwić żaden film, a już z pewnością nie polski.

Filmy Wajdy jeszcze trzykrotnie otrzymywały nominację do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej, ale nigdy nie otrzymały najwyższego wyróżnienia. Najpiękniejszy film tego reżysera, „Panny z Wilka”, ustąpił w 1979 r. „Blaszanemu bębenkowi” Volkera Schlöndorffa, dwa lata później „Człowiek z żelaza” przegrał z „Mefistem” Istvána Szábo, a w 2007 r. „Katyń” z „Fałszerzami” austriackiego reżysera, Stefana Ruzowitzky’ego. Andrzej Wajda otrzymał najcenniejszą dla filmowego twórcy nagrodę. W roku 2000 zszedł ze sceny ze statuetką Oscara w ręce „za całokształt twórczości”, którą wręczyła mu Jean Fonda.

Nie można oczywiście pominąć, że w roku 1976 nominację do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej uzyskał Jerzy Antczak z filmem „Noce i dnie”, zaś w 1986 r. Agnieszka Holland, autorka filmu „Gorzkie żniwa”, który reprezentował RFN. Po raz drugi film A. Holland, mający tytuł „W ciemności”, otrzymał nominację w roku 2011.

Oscara ma na swoim koncie także kompozytor Jan A.P. Kaczmarek, urodzony w Koninie, od 1989 r. mieszkający w Los Angeles. Skomponował muzykę do ok. 60 filmów i w 2005 r. został nagrodzony za ścieżkę muzyczną do „Marzyciela”. Wtedy też po nominację sięgnął polsko-brytyjski film animowany „Piotruś i wilk”. Natomiast w tym samym roku, w którym „Ida” uznana została najlepszym filmem nieanglojęzycznym, nominacje do nagrody uzyskały jeszcze dwa krótkometrażowe filmy dokumentalne („Joanna” Anety Kopacz oraz „Nasza klątwa” Tomasza Śliwińskiego), a także Polska kostiumolog, Anna Biedrzycka-Sheppard, która robiła czarownicę z Angeliny Jolie w filmie pod takimże samym tytułem.

Osobną kategorię oscarowych nominatów i laureatów stanowią polscy operatorzy filmowi, spośród których najjaśniej świeci gwiazda Janusza Kamińskiego. Do nagrody AAF nominowany był sześciokrotnie, a dwukrotnie schodził ze sceny teatru w Los Angeles z posążkiem Oscara i dwukrotnie za zdjęcia do filmów Stevena Spielberga. Po raz pierwszy za „Listę Szindlera”, po raz drugi za „Szeregowca Ryana”.

Słynny Jack Nicholson miał kiedyś powiedzieć, że „bez udziału Polaków nie wyobraża sobie dobrze sfotografowanego filmu”. Wśród nich byli i są: Adam Holender, Dariusz Wolski, Andrzej Bartkowiak, Andrzej Sekuła, Sławomir Idziak, Jerzy Zieliński, Paweł Edelman, Artur Reinhart, a ostatnio dołączyła do tego męskiego grona jedyna jak na razie kobieta, Magdalena Górka.

 

Krzysztof Majcher