Pasażerka, czyli tajemnicze życie Zofii Posmysz

str-10-przewodnik-filmowy

FILMOTEKA. Oczekując na kanadyjską premierę opery Mieczysława Weinberga „Pasażerka”, która odbędzie się 30 stycznia w Vancouver, obejrzałem film Andrzeja Munka pod tym samym tytułem (dostępny pod adresem: easterneuropeanmovies.com/drama/passenger). Kim jest owa tajemnicza pasażerka, której poświęcono tak wiele dzieł? Poza filmem i operą było jeszcze słuchowisko radiowe, nowela filmowa i książka, a za każdym z tych utworów kryje się jedna i ta sama osoba, czyli Zofia Posmysz, polska więźniarka z niemieckiego nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau.

Wielu więźniów obozów koncentracyjnych niemal od pierwszego dnia po wyjściu za bramę odczuwało potrzebę dawania świadectwa na temat piekła, które przeżyli. Obok setek relacji dokumentalnych i wielu dzieł artystycznych powstały także wybitne prace naukowe, które wytyczyły nowe kierunki w powojenne humanistyce. Można zaliczyć do nich znane książki Viktora Frankla, czy Bruno Bettelheima, a nawet mniej znane „Szkice oświęcimskie” Antoniego Kępińskiego. Zofia Posmysz po opuszczeniu obozu nie miała takiej potrzeby, aby opowiadać o swoich przeżyciach, bo nie doznała „syndromu KZ”, jak stwierdziła w wywiadzie dla TVP z okazji warszawskiej premiery opery Weinberga w 2010 roku.

Nigdy nie zaczynałam rozmowy na temat obozu, chyba że ktoś mnie pytał, to wtedy odpowiadałam. Zdarzało się to dosyć często, gdy chodziłam z krótkim rękawem, bo niektórzy wiedzieli, co znaczy ten numer, a inni nie. Ten temat wciąż istniał w moim życiu, ale nie miałam tego, co powszechnie nazywało się traumą obozową. Obóz nawiedzał mnie tylko w nocy, być może dlatego, że byłam bardzo zajęta. Musiałam zrobić maturę, a jednocześnie z czegoś żyć. Pracowałam w nocy jako korektorka, a w dzień szłam do gimnazjum. Nie miałam czasu na myślenie o tym, co było, raczej przyszłość mnie interesowała”. Natomiast od 1945 roku Zofia Posmysz z wielką uwagą obserwowała wszystkie procesy oświęcimskich SS-manów i czekała, kiedy na ławie oskarżonych zasiądzie Annelise Franz, jej nadzorczyni z Birkenau.

W 1959 roku Zofia Posmysz zobaczyła Annelise Franz, lecz nie na ławie oskarżonych, tylko na ulicy w centrum Paryża: „Było tam mnóstwo turystów – również niemieckich (…) W pewnym momencie usłyszałam głos, który był absolutnie tożsamy z głosem mojej Aufseherin (…). To naturalnie nie była ona, ale pomyślałam wówczas pierwszy raz co byłoby, gdyby to jednak była ona?”- relacjonowała w tym samym wywiadzie dla TVP. Dodajmy, że w Paryżu Zofia Posmysz znalazła się jako pracowniczka redakcji literackiej Polskiego Radia i miała już spore doświadczenie w pisaniu tekstów do odcinkowego słuchowiska „W Jezioranach”. Było więc dla niej czymś naturalnym, że emocje związane ze spotkaniem domniemanej oprawczyni zapisała w formie słuchowiska, bo taki rodzaj dialogu był jej najbliższy, a ostatecznie swojej pracy nadała tytuł „Pasażerka z kabiny 45”. Ten dramat radiowy jest dostępny na YouTube w kilku wersjach o niemal identycznej jakości i warto go posłuchać, żeby w czystej postaci docenić mistrzostwo warsztatowe autorki i jakże znakomite kreacje aktorskie Jana Świderskiego i Aleksandry Śląskiej.

Słuchowisko Zofii Posmysz ma ponad 46 minut, ale tytułowa „pasażerka z kabiny 45”, nie mówi w nim ani jednego słowa! Ciężar narracji został przez autorkę przeniesiony na niemieckie małżeństwo z nazistowską przeszłością. Po wojnie wszyscy pisali o tym, jak to jest być ofiarą, ale Zofia Posmysz odwróciła schemat dramaturgiczny i napisała jak to jest być oprawcą. Trzeba oczywiście dodać, że chodzi tu o byłą ofiarę i byłego oprawcę, ale to niewiele zmienia, bo udział w zbrodni ludobójstwa nie ulega przedawnieniu i dlatego w tym słuchowisku jest napięcie rodem z antycznej tragedii. Nie ma realnego starcia między postaciami, ale narasta konflikt wewnętrzny bohaterów, który prowadzi nieuchronnie do samozniszczenia.

Rozgłos słuchowiska „Pasażerka z kabiny 45” spowodował, że debiutanckim dramatem Zofii Posmysz zainteresowała się redakcja Teatru Telewizji, a roli reżysera podjął się nie kto inny, jak sam Andrzej Munk, znany już jako twórca filmów „Eroica” i „Zezowate Szczęście”. Munk z udziałem Zofii Posmysz przygotował w 1960 adaptację słuchowiska do formatu telewizyjnego. Nowa wersja „Pasażerki” została zagrana w Teatrze Telewizji na żywo i dlatego nie ma żadnego zapisu archiwalnego tego przedstawienia. Szkoda, bo w telewizji tytułowa pasażerka stała się w sensie dosłownym widoczną osobą dramatu i przemówiła, chociaż ciężar narracji nadal spoczywał głównie na Annelise Frank.

Pracę nad tekstem wersji telewizyjnej „Pasażerki” można uznać za początek pracy nad nowelą filmową, której napisanie Munk zlecił Zofii Posmysz kilka miesięcy później. W wersji filmowej rola pasażerki, czyli byłej więźniarki obozu Auschwitz-Birkenau, miała zostać jeszcze bardziej rozbudowana. Równowaga dramaturgiczna w kolejnej adaptacji przesunęła się więc w stronę ofiary, która teraz dostała nawet konkretne imię Marta oraz obozowy numer rozpoznawalny na ekranie.

Realizację filmowej „Pasażeki” przerwała śmierć reżysera w wypadku samochodowym. Dwa lata poszukiwano nowego reżysera, który odważyłby się kontynuować rozpoczęte zdjęcia, ale bezskutecznie. Zofia Posmysz w tym samym czasie rozbudowała nowelę filmową do formy samodzielnej pozycji książkowej. W końcu finalizacji dzieła Munka podjął się jego bliski współpracownik Witold Lesiewicz i pokazał widzom w 1963 roku film w wersji nieukończonej, włączając tym samym śmierć reżysera do struktury narracyjnej, co podkreśla komentarz Wiktora Woroszylskiego wygłoszony spoza kadru (rola jak w słuchowisku!) przez Tadeusza Łomnickiego. Jako Annelise Frank wystąpiła filmie Aleksandra Śląska, a na nieruchomych kadrach można zobaczyć Jana Kreczmara jako jej męża. Martę zagrała Anna Ciepielewska, a jej partnerem – jako Tadeusz – był Marek Walczewski (przemawiający głosem Stanisława Zaczyka).

Zapraszam do obejrzenia najwspanialszego i najbardziej znanego z nieukończonych polskich filmów, który swoje powstanie zawdzięcza Zofii Posmysz i jej obozowym przeżyciom. Taki seans przyda się zwłaszcza tym wszystkim, którzy zamierzają oglądać i słuchać „Pasażerki” w wersji operowej.

 

filmoteka-gosc

KRZYSZ­TOF WO­ŁOCZ­KO – Re­ali­za­tor po­nad 100 fil­mów i au­dy­cji te­le­wi­zyj­nych, ope­ra­tor i mon­ta­ży­sta. Twór­ca stu­dia te­le­wi­zji dy­dak­tycz­nej w Olsz­ty­nie (1990) oraz stu­dia wi­deo  Al­lianz Pol­ska (2001). W la­tach 1994-95 pra­cow­nik T-P S.A. Po­czątko­wo w Te­le­wi­zyj­nej Agen­cji In­for­ma­cyj­nej ja­ko re­ali­za­tor wi­zji („Wia­do­mości”, „Pa­no­ra­ma”, „Te­le­ek­spress”), a na­stępnie ja­ko tre­ner i dzien­ni­karz w Ośrod­ku Szko­le­nia i Ana­liz Pro­gra­mo­wych. Kon­sul­tant i tre­ner w za­kre­sie ko­mu­ni­ka­cji wi­zu­al­nej oraz wy­kła­dow­ca w In­sty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa UW (spe­cjal­ność te­le­wi­zyj­na i dzien­ni­kar­stwo mul­ti­me­dial­ne). Od stycz­nia 2018 ro­ku miesz­ka w Ka­na­dzie. Pra­cu­je ja­ko fo­to­graf
i re­ali­za­tor do­ku­men­tal­nych form wi­deo.