Pedofil w sutannie i koloratce

str-25-pedofil

Papież Franciszek znamiennymi słowami zakończył trwające cztery dni spotkanie poświęcone pladze pedofilii od dziesięcioleci trawiącej Kościół katolicki. Księży dopuszczających się seksualnego wykorzystywania dzieci nazwał „narzędziami szatana”. Spotkanie papieża z przewodniczącymi episkopatów z całego świata trwało cztery dni, od czwartku (21 lutego) do niedzieli.

W przeddzień spotkania (środa 20 lutego) polska posłanka, Joanna Scheuring-Wielgus, wręczyła w Watykanie papieżowi raport o polskich biskupach kryjących księży pedofilów. Przedstawiła też papieżowi Franciszkowi Marka Lisińskiego, prezesa fundacji „Nie Lękajcie Się”, który w młodości został seksualnie wykorzystany przez przestępcę skrywającego się za koloratką. Wtedy doszło do znamiennej sceny. Papież Franciszek ucałował Lisińskiego ręce. To wielce znaczący gest. Bo nie były to tylko przeprosiny, współczucie i pokora wobec ofiary, ale także świadectwo determinacji obecnej głowy Kościoła katolickiego w dążeniu do wyplenienia pedofilów ze stanu kapłańskiego.

Kilka godzin wcześniej, w nocy ze środy na czwartek, trzech mężczyzn przewróciło stojący przed parafią św. Brygidy w Gdańsku pomnik księdza Henryka Jankowskiego. Zadbali o to, by nie uległ zniszczeniu; przewrócili go na rozłożone wcześniej opony. Mężczyźni poczekali na policjantów, dali się wylegitymować, a mediom powiedzieli, że celem ich akcji było „strącenie z piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego.

Po pewnym czasie przybyli na miejsce zwolennicy Jankowskiego na czele z gdańskim piekarzem Grzegorzem Pellowskim, który był głównym fundatorem pomnika oraz Krzysztofem Doślą – szefem gdańskiej obecnej „Solidarności”, który był przewodniczącym społecznego komitetu budowy postumentu. Władze miasta chciały posąg przewieźć w inne miejsce, ale zaalarmowani zwolennicy Jankowskiego na to nie pozwolili. Po kilku godzinach i sprowadzeniu odpowiedniego sprzętu, kamienny Jankowski ponownie znalazł się na cokole.

Sprawa jest konfliktowa, ponieważ pomnik stoi na gruncie należącym do miasta, a władze miasta nie godziły się na to, by pomnik Jankowskiego ponownie tkwił w tym miejscu. Agnieszka Pomaska, posłanka Platformy Obywatelskiej, w związku z ponownym montażem pomnika, stwierdziła, że „zarówno obalenia pomnika, jak i późniejsze jego postawienie, bez wystąpienia o zgodę do Urzędu Miasta, jest niezgodne z prawem” i do Joachima Brudzińskiego, ministra spraw wewnętrznych administracji skierowała pytanie „dlaczego policja biernie przyglądała się łamaniu prawa”.

Zwolennicy prałata twierdzą, że wystawią społeczne straże do pilnowania pomnika, ponieważ nikt jeszcze nie udowodnił, że ksiądz Jankowski był pedofilem, bo żaden sąd takiego wyroku nie wydał. To prawda, tyle tylko, że nie było bata na prałata, bo wszystkie polskie władze po 1989 r. nie chciały zadrażniać sobie stosunków z Kościołem. Zamiatali więc pod dywan wiele spraw z pogranicza prawa, a już na pewno będących w konflikcie z katolicką moralnością, których dopuszczali się i nadal dopuszczają polscy urzędnicy pana boga.

Nikt więc nie udowodnił księdzu Jankowskiemu pedofilii, bo Barbara Kamińska, prokurator z Elbląga, umorzyła sprawę seksualnego wykorzystania 14-letniego chłopca przez Jankowskiego, mimo że zawiadomienie o tym przesłała sędzia z wydziału dla nieletnich gdańskiego sądu rejonowego. Jankowski zniszczył dowody materialne, które mogłyby wskazywać na popełnienie przez niego tego przestępstwa, bo… został ostrzeżony przez osobę z kręgu prowadzących sprawę śledczych. Jankowski ma na sumieniu także 13-letniego chłopca z kaszubskiej wsi i gdy ten dobił się wreszcie, by złożyć zeznania w prokuraturze, znów ktoś ostrzegł Jankowskiego. Wysłannik w sutannie odnalazł chłopaka i zagroził mu śmiercią, jeśli złoży zeznania obciążające prałata. Zeznania tylko tych dwóch ofiar Jankowskiego biegli psychologowie uznali za wiarygodne. Są wreszcie zeznania, opublikowane, w reportażu Bożeny Aksamit, o czym pisaliśmy w jednym z poprzednich wydań naszej gazety, gdy opisywaliśmy wyczyny „legendarnego kapelana Solidarności”. Nie pisaliśmy natomiast jeszcze, że ksiądz Henryk Jankowski był donosicielem SB o pseudonimach „Delegat” i „Libella”.

Bogdan Borusewicz, jeden z inicjatorów strajku w gdańskiej stoczni w sierpniu 1980 r., zaczął podejrzewać, że „Jankowski inspiruje konflikt wewnątrz kierownictwa związku. Napuszczał Solidarność Stoczni Gdańskiej na Annę Walentynowicz, a ją na Wałęsę”. Po ogłoszeni stanu wojennego Borusewicz nie pokazywał się na plebani św. Brygidy, którą wielu działaczy Solidarności traktowało jako centrum dowodzenia. Nie ufał Jankowskiemu i miał ku temu powody. „Zajmowałem się wtedy także analizą wpadek – wspominał niedawno w jednym z wywiadów Borusewicz. – Szybko doszedłem do wniosku, że za część odpowiada ksiądz Jankowski. W listopadzie 1984 r., gdy wciąż byłem poszukiwany przez bezpiekę, dziewczyna, która załatwiła mi mieszkanie w Sopocie, poszła do św. Brygidy, żeby powiedzieć ks. Jankowskiemu, że potrzebne mi są lekarstwa, coś do jedzenia. Zaraz po tej wizycie dostała niesamowicie silną obserwację i adres, pod którym się ukrywałem, był już spalony. Trzeba było uciekać. Zimno, noc, a my z żoną i dzieckiem, które miało wtedy dwa miesiące, biegliśmy przez las, byle dalej od tego mieszkania. Z moich obserwacji wynika, że zwerbowano go już w latach 70. na tak zwanym kierunku niemieckim. Służby zainteresowały się tym, że ma tam wiele kontaktów. Czy później zainteresowały się też sprawami obyczajowymi? I czy tym go szantażowano? Nie wiem”.

Profesor Andrzej Friszke, jeden z najbardziej dociekliwych badaczy historii Solidarności i ludzi z nią związanych mówi: „Ksiądz Jankowski był pedofilem i o tym wszyscy wiemy, ponadto był agentem bezpieki zwłaszcza w latach 1980- 1981, a na te wszystkie zarzuty mamy dowody, więc jest ponurą postacią tamtych czasów. W specyficznych, polskich warunkach jest on czczony. Abp Głódź zablokował możliwość dochodzenia prawdy na drodze sądowej. To wszystko wpływa na ostrą reakcję na to, dlaczego taka postać ma pomnik.

Na pytanie – dlaczego, mimo dowodów, środowisko obecnej Solidarności tak usilnie broni Jankowskego, profesor odpowiedział:To jeden z elementów obecnej sytuacji. To jest „nasz człowiek”, więc jego nie tykają się żadne dowody. Wszystkie świadectwa są nieważne. Cała dokumentacja UB jest nieważna, ponieważ jest to „nasz człowiek”. Odrzucamy wszelkie dowody podważające nasze głębokie przekonania. Taka jest polityka grupy, która stoi za tym pomnikiem. W wielu sytuacjach mamy problem z tym samym, czyli odrzucanie dowodów, świadectw i dokumentów tylko po to, aby było nasze na wierzchu. Jest cała grupa ludzi, którzy nie chcą przyjąć faktów do świadomości.

Sytuacja z pomnikiem Jankowskiego jest odzwierciedleniem skrywanego stanowiska polskiego kleru wobec dążeń papieża Franciszka do wyczyszczenia Kościoła katolickiego z pedofilów, najohydniejszych przestępców w sutannach. Mimo obecnych środków łączności i komunikacji Watykan ze swoim Franciszkiem jest daleko. I będzie daleko od naszych spraw, bo my wiemy lepiej, co należy robić na naszej, polskiej ziemi.

I na tej naszej, polskiej ziemi walka z przestępcami wykorzystującymi seksualnie dzieci będzie niezmiernie trudna. Po zakończeniu spotkania w Watykanie na temat pedofilii, emerytowany kardynał Stanisław Dziwisz, były osobisty sekretarz Jana Pawła II powiedział, że „Jan Paweł II dostrzegał, że problemem są nie tylko dramaty samego wykorzystania seksualnego małoletnich, ale również przykłady błędnych reakcji przełożonych. Naturalnie kiedyś ani w Kościele, ani w społeczeństwie nie byliśmy tak świadomi całej skali zjawiska przestępstw seksualnych, ani jego globalnego charakteru, jak wyraźnie widzimy te sprawy dzisiaj”.

Czyżby? Naukowcy i dziennikarze zajmujący się wewnętrznym życiem Watykanu od lat wskazują, że polski papież tolerował biskupów, którzy roztaczali parasol ochronny nad pedofilami w swoich diecezjach, a niejaki Marcial Maciel Degollado, jeden z największych przestępców seksualnych podczas pontyfikatu Jana Pawła II, był jego ulubieńcem. Sam zaś Dziwisz uchodzi za człowieka, który był najszczelniejszym filtrem niedopuszczającym do uszu papieża przestępstw i niegodziwości dokonywanych przez duchownych.

Walka z pedofilią w polskim Kościele będzie bardzo ciężka. Natychmiast po opublikowaniu raportu fundacji „Nie Lękajcie Się”, zaprotestowali biskupi wymienieni w nim jako ci, którzy skrywali pedofilskie przestępstwa w swoich diecezjach. To na najwyższych piętrach władzy polskiego Kościoła, ale na parterze też toczy się walka. Watykan i papież swoje, a w polskich parafiach nadal swojsko. Niejaki Ludwik Kowalski, obecny proboszcz gdańskiej parafii św. Brygidy, wygłosił w niedzielę 24 lutego, znamienne kazanie. Dla przypomnienia tylko, że było to w dniu, w którym kończyło się w Watykanie spotkanie dotyczące walki z pedofilią. Proboszcz Kowalski grzmiał otóż z ambony gdańskiego kościoła, że zeznania i świadectwa osób, które w młodości stały się ofiarami pedofilii księdza Jankowskiego, to „pomówieniami pieniaczy”.

Te dwa słowa mówią dobitnie, jak będzie wyglądać walka z pedofilami w polskim Kościele kat.

Andrzej Fliss