Pedofile w sutannach cz. 3

str-19-pedofile

28 września na ekrany polskich kin wszedł film „Kler” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego, który odsłania pedofilię, żądzę władzy, zachłanność ludzi Kościoła w Polsce. Ujawnia też zakłamanie „urzędników pana Boga”, którzy przestrzegają z ambon wiernych, by nie popełniali grzechów, a sami nurzają się w nich z radością natychmiast po zamknięciu drzwi plebanii przed oczami wiernych. Po wejściu filmu na ekrany wydarzenia związane z polskim Kościołem katolickim nabrały przyspieszenia i uważam, że należy je naszym Czytelnikom przedstawić.

Film „Kler” jest rewelacją pod jednym tylko względem – odsłania i ujawnia przed szeroką publicznością to, o czym po cichu mówiło się o polskich duchownych od dawna. Oczywiście „mówienie po cichu” można było nazywać plotkarstwem lub powielaniem potwarzy bez pokrycia, ujawnienie drugiego życia księży na filmowym ekranie, nie da się już zbić lekceważąco byle jakim sloganem. „Kler” wszedł na ekrany w piątek (28 września) i od razu pobił polski rekord weekendowej kinowej frekwencji. Obejrzało go niemal milion widzów, a po kolejnym tygodniu licznik wystukał liczbę 2 mln 504 tys. sprzedanych biletów. Kościół i wspierający go prawicowi politycy oraz ich media, stanęli przed trudnym problemem. Zgodnie z oczekiwaniami podjęto próby zdyskredytowania obrazu Smarzowskiego. Nie mogło być inaczej, wszak żądna utrzymania władzy partia PiS wisi u klamki kościelnych hierarchów, obsypuje ich milionowymi darowiznami (przede wszystkim kościół ojca Rydzyka), by tym sposobem pozyskać sobie jego wsparcie podczas wyborów.

Pierwszy wyskoczył więc szef Telewizji Polskiej, Jacek Kurski. Tuż po zakończonym w Gdyni festiwalu polskich filmów powiedział, że „Nagroda Specjalna Jury w Gdyni dla takiej szmiry to moralna aberracja”. Tuż po nim z oceną filmu zadeklarował się szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Paweł Soloch, który stwierdził, że „Kler” został nakręcony według najlepszych wzorców hitlerowskiej propagandy uczącej nienawiści m.in. do Żydów. Nienawidzący Ukraińców ksiądz Isakowicz-Zaleski, który po filmie „Wołyń”, też nakręconym przez Wojciecha Smarzowskiegi, wynosił go niemal pod niebiosa, w odniesieniu do „Kleru” powiedział, że to „propagandowa agitka”. Po premierze filmu niemal wszystkie prawicowe media opanowało wrzenie, a na głowy reżysera „Kleru” i grających w nim aktorów zaczęto wylewać pomyje.

Ponieważ bluzg jako poetyka mediów prawicy jest mi obca, przytoczę kilka wypowiedzi reżysera Wojciecha Smarzowskiego oraz Arkadiusza Jakubika, grającego jedną z głównych ról w tym filmie.

Wojciech Smarzowski: „Polacy mają dar łatwego tłumaczenia hipokryzji Kościoła. Kościół potępia homoseksualizm, a swoich szeregach ma 30 proc. gejów. Ksiądz z ambony potępia związki pozamałżeńskie, a na plebanii czeka na niego kobieta. Wreszcie czujni stajemy się, gdy musimy płacić za chrzty, pogrzeby i śluby. Albo gdy słyszymy, ile pieniędzy dostaje od państwa jakaś instytucja kościelna. No i wierze, że Polacy otrząsną się i zaczną rozliczać duchownych z pedofilii – z ukrywania bandytów i tuszowania spraw. Że tego tej instytucji nie wybaczą. Także tego, że Kościół nie poczuwa się do odpowiedzialności za ofiary”.

Podczas konferencji prasowej po festiwalu w Gdyni, Wojciech Smarzowski powiedział, że Kler” kręcony był w Czechach, ponieważ, jak mówił reżyser, w Polsce żaden ksiądz nie wpuściłby ekipy do kościoła, a poza tym w Czechach jest jedna msza w tygodniu, a w polskich kościołach po pięć dziennie. Stwierdził też, że dziś film o takiej tematyce zapewne nie mógłby powstać, ponieważ:

Zmieniło się państwo i zmieniła się polityka PISF (Polski Instytut Sztuki Filmowej – przyp. E.K.); mam powody przypuszczać, że podstawą do dofinansowania filmu nie jest już tylko dobry scenariusz i wiarygodność reżysera oraz producenta, teraz liczą się inne czynniki, takie jak szeroko rozumiane wartości narodowe i chrześcijańskie. (…) Na filmy, które patrzą na naszą historię w sposób niejednoznaczny, krytyczny, nie będzie przyzwolenia, bo dość plucia na Polskę. Wstajemy z kolan. Nie chodzi o to, żeby świat był lepszy, chodzi o to, żeby nasze biało-czerwone muskuły były naprężone. Minister Gliński, wezwany do tablicy przez księdza Isakowicza-Zaleskiego, od razu – zabawne, prawda? – podkreślił, że nie dofinansowywał „Kleru”.

W obszernym w wywiadzie zamieszczonym w Tygodniku „Polityka” Wojciech Smarzowski mówił też o tym, jak problemy poruszone w filmie widzi polski Kościół Katolicki: Z punktu widzenia Kościoła chyba nie ma żadnego problemu: Kościół jest święty, ale tworzą go ludzie grzeszni. Czarne owce zdarzają się wszędzie, w każdym środowisku, w filmowym także, a księża pedofile to są marginalne przypadki. Z mojego punktu widzenia, szarego obywatela, któremu na sercu leży dobro Polski, ta sytuacja wygląda inaczej – chciałbym, żeby finanse Kościoła były przejrzyste, bo państwo finansuje Kościół również z moich podatków, oraz żeby księża molestujący dzieci trafili za kratki, a nie byli przerzucani z parafii na parafię. Chciałbym, żeby Kościół poczuwał się do odpowiedzialności za ofiary i systemowo wypłacał im odszkodowania. Konkordat trzeba rozwiązać i wyprowadzić religię ze szkół. Doprowadzić do tego, żeby Kościół utrzymywał się z datków wiernych. Będzie mniej księży i mniej wiernych, ale sytuacja w instytucji stanie się klarowna i prawdziwa, a dla takich jak ja najważniejsze jest, że Kościół nie będzie stał ponad prawem”.

Zaś grający w „Klerze” jedną z głównych ról aktor Arkadiusz Jakubik powiedział w rozmowie z GW między innymi: – Że ten film może się przyczynić do głębokiej rewolucji w mentalności Polaków, głęboko wierzę. Tuż po premierze w Gdyni spotkałem się z Markiem Lisińskim, szefem fundacji Nie Lękajcie Się, która pomaga osobom molestowanym przez księży. Sam jest zresztą jedną z nich. I zapytałem go, czy to moje złudzenie, że na naszych oczach coś ważnego się zmienia. „To już nie jest kropla, która drąży skałę – odpowiedział. – To lawina, której nic nie zatrzyma. Ani dostojnicy kościelni, ani politycy. (…) Do dziś pamiętam scenę z parlamentu australijskiego, kiedy przewodniczący komisji do spraw nadużyć seksualnych wobec dzieci czytał przed wszystkimi porażający raport. Nie był w stanie przejść przez kolejne linijki, łamał mu się głos. Wszyscy słuchali zszokowani i przejęci – nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali pedofilii w Kościele w Australii. Czy doczekamy momentu, kiedy podobny raport zostanie odczytany w polskim Sejmie?”.

Być może doczekamy się. Na razie Kościołowi katolickiemu w Polsce ruszyli na pomoc zaprawieni w bojach obrońcy, jak na przykład Stanisław Michalkiewicz, współpracownik Radia Maryja. Po wyroku zasądzającym dla molestowanej przez księdza dziewczynki (dziś dorosłej kobiety) miliona złotych odszkodowania i dożywotniej miesięcznej renty 800 zł napisał: – Dostać milion złotych, za to, że ktoś kiedyś wsadził rękę pod spódniczkę, no któż by nie chciał. Wiele pań za znacznie mniejsze pieniądze spódniczki podciąga, a tutaj milion złotych i dożywotnia renta. Jestem pewien, że teraz panienki, jedna przez drugą, na wyścigi będą sobie przypominać, jak to były molestowane. (…) Miliona złotych to taka panienka jedna z drugą przez całe życie może nie zarobić, a tutaj za jednego sztosa. No to żadne k**wy nie są tak wysoko wynagradzane na całym świecie.

Gratulujemy Kościołowi obrońców. Słowo „kanalia” na określenie autora takich słów brzmi aż nazbyt łagodnie.

Krzysztof Pipała