Pedofile w sutannach – część 2

str-19-pedofile

W poprzednim wydaniu naszej gazety zaznajomiłem Czytelników z problemem pedofilii w Kościele katolickim w krajach Zachodu: w USA, Kanadzie, Irlandii, anonsując, że w kolejnym tekście napiszę, jak pod tym względem wygląda sytuacja w Polsce. Tylko na wstępie wspomnę, że nadal w wielu krajach sytuacja jest dynamiczna i co chwilę wychodzą na światło dzienne kolejne afery pedofilskie ludzi w sutannach. Wygląda na to, że w łonie Kościoła katolickiego działa swoista mafia pedofilska. Mafia, której członkowie popełniają jedne z najokrutniejszych i najobrzydliwszych zbrodni, bo wobec niewinnych dzieci. W krajach Zachodu nie ma już dla nich litości, natomiast w Polsce hierarchowie robią co tylko mogą, by na światło dzienne nie wydostały się informacje, które ujawniłyby rzeczywistą skalę tego procederu wśród polskich przestępców w sutannach.

Mają ku temu sprzyjające okoliczności, ponieważ otwarcie i bez jakichkolwiek zahamowań Kościół i ich hierarchów wspiera rządząca partia polityczna, czyli PiS, a to daje społeczności duchownych tarczę ochronną.

Gdy Ministerstwo Sprawiedliwości kierowane przez Zbigniewa Ziobrę, kreującego się na najbardziej bezkompromisowego i tępiącego bezprawie ministra, opublikowało rejestr skazanych pedofilów, to nie znalazł się w nim ani jeden ksiądz! Fakt ten wywołał lawinę krytyki, na którą z butą i bezczelnością odpowiedział Sebastian Kaleta, poseł PiS. Stwierdził, że księży w tym rejestrze nie ma, ponieważ „nie popełnili najbrutalniejszych przestępstw”. Nie ma więc w tym rejestrze księdza, który porwał nieletnią dziewczynkę, więził i systematycznie gwałcił. Spotkał się za to z łagodnością sądu, który skazał go tylko na 4 lata więzienia. Gdyby nie miał koloratki pod szyją wyrok byłby zapewne dwa razy wyższy.

To czego nie zrobił minister Ziobro, zrobił „nieklerykalny” tygodnik „Fakty i Mity”. Opublikował listę ponad 50 przestępców w sutannach, o których zbrodniach wobec dzieci wiedzieli ich przełożeni i skrzętnie je skrywali. Możemy więc tam przeczytać, że ksiądz Marek B., były wikariusz w parafii Miłosierdzia Bożego w Głogowie (diecezja zielonogórsko-gorzowska), upił i wykorzystał seksualnie ministranta, za co dostał 6 miesięcy pozbawienia wolności… w zawieszeniu na 2 lata. Brak najmniejszych skrupułów, to przypadek urzędnika pana Boga, też wikarego, ale z parafii Matki Boskiej na bydgoskich Wyżynach. Siedzi w kryminale, bo nocując u jednej z rodzin nie miał najmniejszych zahamowań i molestował śpiącego 10-letniego synka. Swoje czyny wobec dziecka nagrał w telefonie. Ksiądz Jacek Cz., kolejny wikariusz, „pełnił posługę” w parafii w Warnicach należącej do archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, był także nauczycielem religii w jednej ze szkół. W chwilach wolnych od posługi molestował niepełnosprawnego chłopca, którego onanizował, a chłopcu wmawiał, że to spowiedź i to, co robią, należy utrzymywać w tajemnicy. Sąd skazał go na raptem 1,5 roku, oczywiście w zawieszeniu.

Krzysztof K., proboszcz parafii św. Jakuba Apostoła w Mechowie (archidiecezja gdańska) seksualnie „formował” 14-letnia dziewczynkę. Sąd potrzebował aż 10 lat, by skazać go na 3,5 roku więzienia, ale niepotrzebnie się fatygował, bo mimo prawomocnego wyroku za pedofilię proboszcz nadal prowadził msze, brał udział w pielgrzymkach, spowiadał, udzielał komunii, wygłaszał homilie, w których zapewne pouczał wiernych, że należy żyć bogobojnie. Co jego samego na pewno, jak wskazywał wyrok, nie dotyczyło. Hierarchowie w biskupich ornatach uznali, że wyrok wyrokiem i żadnych sankcji wobec niego nie zastosowali. „Kruk krukowi oka nie wykole” mówi przysłowie.

Ksiądz Wojciech L. ubierał też mundur, by mieć łatwiejszy dostęp do młodych ludzi, był bowiem harcmistrzem. Przyznał się do molestowania harcerzy podczas wakacyjnego obozu w bieszczadzkiej Wołkowyi. Przed sądem tłumaczył, że robił to dla dobra molestowanych przez się, żeby stali się lepszymi katolikami, Polakami i dziećmi Boga. Bezczelność, cynizm, poczucie całkowitej bezkarności i przekonanie o braku przestępczego charakteru swoich czynów, czy po prostu bezdenna głupota? Wikariusz Andrzej S. ze Szczawnicy (diecezja tarnowska) i nauczyciel religii w miejscowym gimnazjum zasłużył na następujący zapis w sądowych aktach: „działając czynem ciągłym, doprowadził przemocą małoletnią (…) poniżej 15 lat do obcowania płciowego oraz do wykonywania innych czynności seksualnych, w tym seksu oralnego”. Otrzymał karę 3,5 roku więzienia.

Przytoczone wyżej przypadki, to tylko kilka spośród ponad 50, jakie opublikowały „Fakty i Mity”. Ale jak mówią ludzi zajmujący się pedofilią w polskim Kościele katolickim owe 50 kilka przypadków, które zamiast Ministerstwa Sprawiedliwości podała do publicznej wiadomości gazeta, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Hierarchowie Kościoła rękami i nogami bronią się przed udostępnieniem swoich archiwów, w których z całą pewnością znajduje się dokumentacja dotycząca procesów kanonicznych księży pedofilów, a polski rząd i jego zajmujące się prawem organa, nie podejmują najmniejszych nawet starań, by do tego doprowadzić. To ilustruje, jak ogromny wpływ na obecny rząd ma Kościół, mimo że nawet w konkordacie zapisany jest rozdział Kościoła od państwa, a w Konstytucji tkwi zapis, że polskie państwo ma świecki charakter.

Raporty opracowane na podstawie badań świeckich komisji powołanych w USA wskazują, że na jednego księdza pedofila przypadało i przypada tam od kilku do nawet kilkunastu ofiar. W Polsce małżeństwo Kościoła z rządem PiS sprawia, że nie ma mowy o powołaniu świeckich komisji, które zaczęłyby badać ten problem. Strach ma wielkie oczy. Na razie od czasu do czasu tylko następują w kościelnym betonie niewielkie przecieki, które dają wiele do myślenia co do skali tego przestępczego procederu wśród polskich duchownych. Koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży przy polskim Episkopacie, ks. Adam Żak, powiedział niedawno, że nie ma podstaw, by myśleć, że jest u nas lepiej niż w Stanach Zjednoczonych czy Niemczech. A to oznacza, że pedofilów z koloratką pod szyją są setki, zaś ich ofiary należy liczyć w tysiącach. Jak bezkarny czuje się wobec tych ofiar polski Kościół katolicki najlepiej świadczy wypowiedź sprzed kilku lat arcybiskupa Michalika, który bronił proboszcza z Tylawy oskarżonego o pedofilię. Ten arogancki wobec świeckich (także świeckiej władzy) hierarcha stwierdził, że w takich przypadkach to wina dziecka, bo do księdza „lgnie i drugiego wciąga”. Himalaje bezczelności i cynizmu…

Są jednak pierwsze oznaki, że na wykutej przez biskupów i arcybiskupów tarczy osłaniającej księży pedofilów pojawiają się pierwsze rysy. Sąd w Poznaniu przyznał kobicie gwałconej w dzieciństwie przez duchownego milion złotych odszkodowania. W Polsce to precedens. Odszkodowanie ma zapłacić Towarzystwo Chrystusowe, którego gwałciciel był członkiem. Wyrok nie jest prawomocny i wszystko jest możliwe co do tego, jak potoczy się sprawa w sądzie odwoławczym. Kościół bowiem natychmiast skontrował, twierdząc, że według przepisów polskiego prawa nie ma możliwości by Kościół płacił za przewinienia swoich księży. Ale o tym i innych jeszcze kwestiach związanych z pedofilią w polskim Kościele katolickim i roli w tym polskiego papieża, napiszę w następnym wydaniu.

Krzysztof Pipała