Pierwsza gwiazdka

lady-bunia

OPOWIEŚCI LADY BUNII. Święta Bożego Narodzenia kocha każdy, duży czy mały, stary czy młody. Fajne uczucie, wyjechać na wakacje w jesiennej aurze i zapachu dyni, a wrócić w sam środek świątecznego szaleństwa. Kocham świąteczny klimat, dekoracje, światełka i cały ten kicz. Kiedy świat mieni się milionem barw od światełek, ja przenoszę się w świat marzeń. Spacerując wśród migoczących światełek i płynącej z głośników melodii bożonarodzeniowej, czuję się jak mała dziewczynka. Zaczynam wierzyć, że za rogiem spotkam Św. Mikołaja, że wszystkie marzenia się spełnią. Jakoś tak ciepło robi się na sercu. Fajnie tak mentalnie przenieść się w czas dzieciństwa. Lubię tak dreptać niespiesznie i podziwiać dekoracje, zaglądać ludziom w okna w poszukiwaniu choinek i dekoracji kominków. Mam to szczęście, że mieszkam i pracuję w samym sercu „bożonarodzeniowej szopki”. W mojej okolicy są najpiękniej udekorowane domy w NY. Każdego dnia przyjeżdzają autokary pełne ludzi chcących pooglądać te dekoracje. Jest bajecznie.

Dekoracje domów są niesamowite, miliony światełek mienią się na każdej posesji. Sąsiedzi prześcigają się w dekorowaniu, na kilka tygodni ulice i domki zamieniają w bajkowy świat. Niczym sceneria do bajki lub kina familijnego. Pomysłowość dekoratorów nie zna granic. Są ołowiane żołnierzyki mojego wzrostu, Mikołaje tak realne, aż aż chce się zagadać. Pamiętam pierwsze wrażenie, nie wiedziałam w którą stronę patrzeć, chciałam jak najwięcej zobaczyć i dotknąć. Chyba dziś po pracy pójdę na spacer, pooglądać co w tym roku dekoratorzy wymyślili. Dekoracje są piękne i czasochłonne, niektóre domy są ubieranie tydzień dwa, pracuje tam od rana do wieczora kilka osób. Koszt ubrania takiego domku zaczyna się od czterech tysięcy za kilka sznurków światełek. Mogę sobie wyobrazić, że to co rokrocznie podziwiam to wydatki rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Obok mojego bloku sprzedają choinki żywe, piękne i pachnące. Brakuje tylko unoszącego się zapachu piernika, goździków i pomarańczy. Jeszcze mógłby skrzypie śnieg pod stopami. Oswoiłam się już z ciepłym Bożym Narodzeniem, można spacerować i podziwiać dekoracje. Aż mi głupio, że mój dom jeszcze nie jest udekorowany. W Polsce jeszcze na to czas, a tu czuję się jakbym nie dopełniła ważnego obowiązku, więc już najwyższy czas na dekorację domu. Będzie pięknie. Jeszcze tylko szybkie porządki. I tu łapię się na kolejnej zmianie. W Polsce zdecydowanie więcej czasu zajmowały mi porządki niż dekoracje. Tu odwrotnie! Mam wrażenie, że tu nie jest ważne czy umyłam okna, tylko ile lampek w nich migocze. Na przestrzeni tych kilku lat obserwuję w sobie małe zmiany, chyba na lepsze.

Coraz mniej świątecznego stresu, a coraz więcej luzu, spokoju i radości. Czas przygotować świąteczne menu, zrobić smakołyki . W radiu sączą się cudowne świąteczne melodie, mam taką ulubioną stację radiową, gdzie bez przerwy lecą świąteczne przeboje. Kocham ten sezon. Im dłużej tu mieszkam tym bardziej kocham Boże Narodzenie. Jako dziecko czułam ten klimat i magię, wszystko owiane lekką tajemnicą podchoinkowych prezentów i zapachem pomarańczy. W dorosłym życiu gdzieś zgubiłam ten klimat świąt. Przytłoczona obowiązkami wynikającymi z naszej tradycji , jakoś tak z roku na rok, byłam coraz bardziej sfrustrowana. No bo czy można się cieszyć kiedy koleżanki nie pytały o prezenty tylko: „Umyłas już okna? Wyprałaś dywany? Wyszorowałaś szafy? Czym czyścisz fugi w łazience?”

Moja mama zaczyna porządki w listopadzie i jedzie na szmacie non stop, wierząc mocno w magiczną moc lśniącego domu. W przeciwnym razie pierwsza gwiazdka nie zabłyśnie na niebie. Po kilkutygodniowym maratonie szorowania, pucowania i polerowania jest zmęczona tak, że czuje każdy mięsień i każdą kosteczkę w stawie. Wtedy jak większość kobiet, zamienia się w siatkarkę i biega po sklepach żeby w dobrej cenie kupić wszystkie potrzebne produkty. Potem już tylko pozostaje festiwal kulinarny, czyli kilka dni przy garach od rana do nocy. Bo przecież nie przystoi polskiej kobiecie, pani domu podać na święta nic kupnego. Trzeba się tak urobić, żeby padać na pysk podczas wigilijnej kolacji. Kiedy juz padamy na pysk, kiedy nie zdążymy pomalować paznokci, kiedy się okazuje, że nasz barszcz jest za mało kwaśny, kiedy rozklejają się nam w gotowaniu pierogi i całą robotę szlag trafił, nerwy sięgają zenitu i masz ochotę wszystkich pozabijać. Gości to byś już najchętniej żegnała, a nie witała, bo teraz to już tylko marzysz, żeby położyć się po wszystkim na kanapie i odpocząć. Wtedy właśnie masz pewność, że na niebie rozbłysła pierwsza gwiazdka! Starzy się spieszą, dzieci się cieszą. Ja tak wkręciłam się w magię świat i dekoracji, że nawet mam świąteczną pościel, pidżamki, świeczki, zapachy… Nie zamierzam się spieszyć, zamierzam się cieszyć tym wyjątkowym czasem. W pracy mam juz klimat świat i dziesiątki perfekcyjnie zapakowanych pudeł z prezentami. Moja szefowa jest ekspertem w dziedzinie prezentów i mistrzem cudownego pakowania, to jej pasja. Tak więc pląsamy sobie w świątecznym klimacie. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje, że nie dostanę nagle świątecznej sraczki. Jestem na etapie rzucania palenia i cukru. Dzis dzień trzeci, póki co nie ma ofiar w ludziach. Powiedziałabym nawet, że jestem spokojniejsza niż zazwyczaj.

Ja zawsze w życiu idę pod prąd, pewnie dlatego takie nagłe zmiany wymyśliłam przed świetami. Ale jak mnie głód nikotynowy-cukrowy ściśnie to może być armagedon. Takie spokojne osoby jak ja, jak wybuchają to niczym wulkan. Eksplozja nagła i fatalna w skutkach. Wtedy nikt ani nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Życzcie mi więc kochani cierpliwości i trzymajcie kciuki aby nic nie zmąciło cudownej atmosfery bożonarodzeniowej w moim domu. Ja moi drodzy korzystając z okazji, życzę Wam Świąt z milionem światełek migoczących, pachnących piernikiem i sernikiem w towarzystwie tych których kochacie. Niech Wam w sercu grają kolędy. Przygotowań w towarzystwie rodziny w atmosferze miłości i radości. Uśmiechu na twarzy i niech Wam się w Nowym 2020 Roku darzy.

lady-bunia-500x333Jolanta Lipińska – lat 46, urodzona w Jarosławiu na Podkarpaciu, od pięciu lat na emigracji, zamieszkała w Nowym Jorku na Brooklynie. W Polsce pośredniczka w obrocie nieruchomościami. W USA sprzątaczka, niania, opiekunka osób starszych. Jednym słowem Lady Bunia!