„Planeta Singli 3”, czyli podróbka romantycznej komedii

sin3

W samym centrum Warszawy wielki billboard zaprasza na „Planetę Singli 3”. Reklamowy slogan jest czytelny z daleka i zapewnia, że jest to film, który „pokochały miliony Polaków”. Ciekawe za co? Kupiłem bilet w kasie Kinoteki starannie wybierając miejsce 13 w rzędzie trzynastym. Usiadłem i czekam. Byłem sam, kiedy na ekranie pojawiły się reklamy i już wiedziałem, że tego wieczora mogę zobaczyć najgorszy film w swoim życiu!

Dwa dni po premierze „miliony Polaków” zdecydowały jednak, że nie będą oglądać razem ze mną dalszego ciągu historii o burzliwym związku Ani i Tomka. Sympatyczni bohaterowie dwóch poprzednich filmów tej serii, grani przez Agnieszkę Więdłochę i Macieja Stuhra, decydują się tym razem na ślub. Uroczystość ma być skromna i z dala od wielkomiejskiego zgiełku w rodzinnym domu Tomka na wsi. Ania ma nadzieję, że taki wybór miejsca pomoże naprawić stosunki między zwaśnionym członkami rodziny, z którymi Tomek od dawna nie utrzymuje kontaktów. Bracia Tomka (Borys Szyc i Jakub Józefowicz) oraz jego matka (Maria Pakulnis) nie są za bardzo zadowoleni z tego „najazdu miastowych” i dlatego atmosfera jest napięta, a sprzeczki wybuchają z byle powodu. Matka Ani przyjeżdża na ślub z dużo młodszym partnerem, co nie podoba się matce Tomka. I tak dalej i tak dalej…

Planeta Singli 3” zasadniczo różni się od dwóch poprzednich części. W scenariuszu nie przewidziano żadnych fajerwerków, bo miejscem akcji jest niewielka społeczność wiejska gdzieś na Mazurach, gdzie pojawia para młoda wraz z gronem sprawdzonych przyjaciół. Dla reżyserów (Sam Akina i Michał Chaciński, wcześniej producent tej komediowej serii) taka lokalizacja akcji była jednak nie lada wyzwaniem. No bo jak zrobić dobrą, oryginalną komedię, ale taką żeby widzowie nie mieli natrętnych skojarzeń z „Testosteronem” Tomka Koneckiego i Andrzeja Saramonowicza” albo z „Weselem” Wojtka Smarzowskiego? Chcąc Aby „Planeta Singli 3” nie przypominała innych polskich filmów z weselem w tle, Akina i Chaciński zaangażowali plejadę znanych aktorów z Bogusławem Lindą na czele, który gra cudownie odnalezionego i lekkomyślnego ojca. To jednak nie wystarczyło, bo niektóre sceny rozegrane zostały według stereotypów przeniesionych żywcem z programu telewizyjnego „Rolnik szuka żony”.

Planeta Singli 3” dziedziczy wszystkie grzechy poprzednich części. Najmniej grzechów moim zdaniem miała część pierwsza. Druga też miała ich sporo, z czego najbardziej bolesne były mielizny scenariuszowe i słabe punkty w obsadzie. Zwłaszcza Kamil Kula w roli polskiego Steve’a Jobs’a zebrał najwięcej negatywnych opinii. Witold Paszt (wokalista legendarnej grupy VOX) oraz Karol Strasburger znany z opowiadania smutnych dowcipów wystąpili zaledwie w drugoplanowych rolach, które niewiele wniosły do filmu, a szkoda! Mankamenty wszystkich odcinków serii to: schematyzm postaci, brak wiarygodności w działaniach bohaterów (na ile to możliwe w komedii!) oraz serialowa maniera aktorska.

Trudno wytrzymać dwie godziny w kinie słuchając banalnych dialogów opartych na drwinie, szyderstwie, prawdach powszechnych (np. „miłość zdarza się w każdym wielu”). Nigdzie nie jest napisane, że komedia jako gatunek filmowy, musi zwalniać widza z refleksji o świecie i pokazywać bohaterów, którzy nie mają własnych poglądów i nie potrafią jasno wyrażać swoich uczuć.

W „Planecie Singli 3” najlepszą rolę stworzył według mnie Jakub Józefowicz jako Wiesiek Wilczyński, brat Tomka. Jest aktorem uniwersalnym. Jest autentyczny zarówno w lirycznych scenach z Zośką jak i śpiewając z gitarą na estradzie. Nie ma jeszcze takiej charyzmy i doświadczenia jak Maciej Stuhr, ale pewnie szybko dojdzie do tego poziomu!

Borys Szyc jako drugi brat Tomka Wilczyńskiego jest zabawny, ale mocno przerysowany. Najwięcej uwagi skupia na sobie Bogusław Linda, który jako ojciec Tomka odnajduje drogę na łono rodziny i wraca do wiernej żony (Pakulnis). „Planeta Singli 3” to zbiór wielu ciekawych ról, ale aktorzy nie są ze sobą emocjonalnie zespoleni, bo nie pozwala na to miałkość scenariusza. Wiele scen nie wnosi niczego nowego do głównego wątku fabularnego. Na przykład sekwencja odbioru żółtego garnituru ślubnego nie ma pointy. Sekwencja spowiedzi Oli i Bogdana jest monotonna i wyprana z emocji. Wyznania miłosne starszej od swego partner mamy Ani są tak melodramatyczne, że „Love Story” przy tej scenie wydaje się sensacyjnym trillerem.

Kiedy siedziałem w pustej sali kinowej i oglądałem trzecią część „Planety Singli”, to nie wiedziałem jeszcze, że ten film zbierze tak wiele pozytywnych opinii prasowych. Nie mogę wprost uwierzyć, że najbardziej opiniotwórcze gazety nie napisały ani jednej negatywnej recenzji o filmie, na który nie chodzą „miliony Polaków”. Cytuję najbardziej „zuchwałą” recenzję jaką udało mi się znaleźć: „Nie oznacza to, że film nie jest zachowawczy, nie wnosi też do polskiej komedii romantycznej niczego innego – poza sprawdzonymi już gatunkowymi zabiegami. Jednak Akina i Chaciński prowadzą w sprawny, nienudny i mądry sposób kilka równoległych wątków rodzinnych, dotyczących bliskich i przyjaciół z dzieciństwa Ani i Tomka. Zaangażowali m.in. Tomasza Karolaka, Marię Pakulnis czy Bogusława Lindę do odegrania sytuacji całkiem poważnych, opowiadających o odpowiedzialności, roli komunikacji w rodzinie, minusach dorastania na prowincji czy radzeniu sobie z homofobią. „Planeta Singli 3” nabiera charakteru, gdy reżyserzy trochę odlatują i decydują się na kontrolowany chaos: przedślubna spowiedź niemożliwie się wtedy przedłuża, wchodzi samogon, podjeżdża karawan albo odpalane są gaśnice przeciwpożarowe” (Urszula Schwarzenberg-Czerny,Polityka z 12 lutego 2019).

Gdyby mnie ktoś dzisiaj zapytał, czy warto było siedzieć tyle czasu w kinie, aby otrzymać tak niewielką strawę duchową, jakiej oczekuję od kina, to powiem szczerze, że nie warto. Zakładam jednak, że Kanadzie „Planeta Singli” ma swoich miłośników, którzy całkiem sporą grupą pojawili się na projekcji drugiej części w „Cinemateque”. Pewnie będą chcieli kiedyś zobaczyć jak wyglądał ślub Ani i Tomka. W Warszawie zapłaciłem za bilet 10 złotych, a w Vancouver pewnie będzie kosztował znowu ponad 20 dolarów.