Początek rewolucji w lataniu

str-22-qantas-new-york-nonstop

W niedzielę, 20 października br., zakończył się w Sydney lot samolotu pasażerskiego, który być może rozpocznie nową erę w lotnictwie komunikacyjnym i wpłynie na zmianę dotychczasowego funkcjonowanie portów lotniczych. Na lotnisku tego miasta, jednego z największych na wschodnim wybrzeża Australii, wylądował bowiem samolot pasażerski, który dokonał najdłuższego w historii lotnictwa komunikacyjnego przelotu bez międzylądowania. Trwał 19 godzin i 16 minut. W tym czasie Boeing 787 Dreamliner najnowszej wersji 9, należący do australijskich linii lotniczych Qantas, przebył trasę z Nowego Jorku do Sydney, liczącą 16 tys. 200 km.

Lot rozpoczął się w piątek wieczorem w Nowym Jorku, zakończył w niedzielę. Czytelnik zapyta zapewne, jak to możliwe, skoro podróż trwała niepełna 20 godzin? Sprawa jest prosta. Jeszcze podczas lotu nad USA minęła północ i rozpoczęła się sobota, a później, już blisko Australii, między wyspami Fidżi a Nową Kaledonią, Boeing przekroczył linię zmiany daty i dla jego pasażerów rozpoczęła się niedziela. Według natomiast czasu środkowoeuropejskiego, obowiązującego m.in. w Polsce, lot rozpoczął się w sobotę o 3 z minutami nad ranem i zakończył przed północą, też w sobotę.

Lot na trasie między Nowym Jorkiem a Sydney był lotem badawczym. Pasażerami samolotu było 40 pracowników australijskiego przewoźnika oraz lekarze i naukowcy. Załogę stanowiło 10 osób. Głównym celem nie było bowiem bicie rekordu, to się stało niejako przy okazji, lecz przeprowadzenie badań, jak tak długi czas spędzony w samolocie wpływa na zdrowie i samopoczucie pasażerów, ich sen oraz przyjmowanie posiłków. Lekarze i naukowcy obserwowali zachowanie pasażerów także pod kątem ich reakcji na tak długie przebywanie w towarzystwie kilkudziesięciu osób w zamkniętym pomieszczeniu, jakim jest nawet bardzo komfortowy samolot pasażerski. Czy nie było u niektórych z nich oznak agresji lub wręcz przeciwnie, apatii i otępienia. Dotychczasowe badania wykazały bowiem, że nawet na nieco krótszych trasach, ale też w trakcie których dochodzi do przekraczania stref czasowych, występuje u wielu pasażerów zjawisko zwane „jet lag”. Objawia się ono przede wszystkim potęgującym zmęczeniem i problemami ze snem po podróży. U pasażerów o słabym stanie zdrowia, może potęgować ich choroby. Podczas lotu na trasie Nowy Jork – Sydney lekarze i naukowcy szczególną uwagę poświęcali także zachowaniu członków załogi, przede wszystkim najważniejszym spośród niej, czyli pilotom. Skupiali się na badaniu ich mózgów pod kątem czujności i szybkości reakcji na przestrzeni owych niemal 20 godzin spędzonych za sterami.

Kolejne etapy w rozwoju techniki, to w przypadku samolotów komunikacyjnych stosowanie coraz lżejszych materiałów kompozytowych do budowy płatowca i coraz oszczędniejszych pod kątem zużycia paliwa silników. Nowoczesne rozwiązania pozwalają budować samoloty zdolne do przebywania w powietrzu znacznie dłużej niż dotychczasowe konstrukcje i tym samym pokonywać coraz większe dystanse. Qantas – największy lotniczy przewoźnik leżąc ej na antypodach Australii, jest najbardziej zainteresowany bezpośrednimi lotami do USA i Europy. Uruchomił już bezpośrednie połączenia z Australii , ale zachodniej, z lotniska w Perth, do Londynu. Ten lot trwa 17 godzin i 25 minut, podczas którego samolot pokonuje trasę 14 450 km. Nie jest to jednak najdłuższe realizowane obecnie regularne połączenie lotnicze na świecie. Prymat należy do przewoźnika Singapore Airlines, który obsługuje trasę Singapur – Nowy Jork, liczącą 15 344 km. Lot na niej trwa 18 godz. i 30 min. Drugie pod względem zarówno dystansu, jak i czasu podróży, realizują Qatar Airways, latające z Dohy do Auckland w Nowej Zelandiii. Ta trasa liczy 14 535 km, a samolot pokonuje ją w 17 godz. i 50 min. Podawane czasy podróży są oczywiście orientacyjne, ponieważ czas trwania każdego lotu jest uzależniony od siły wiatru, warunków pogodowych oraz typu samolotu.

Wnioski z przeprowadzonych badań podczas lotu Nowy Jork – Sydney zostaną przedstawione władzom linii Qantas. Na razie nie jest przesądzone, czy bezpośredni lot na tej trasie włączą one do siatki swoich regularnych połączeń. Kluczowe jest rozwiązanie problemów związanych z wpływem długich lotów na zdrowie i samopoczucie pasażerów. Gdyby jednak przewoźnik skłaniał się do uruchomienia takiego połączenia, musiałby jeszcze otrzymać zgodę australijskich władz lotnictwa cywilnego na pracę personelu pokładowego dłuższą niż 20 godzin, a także wynegocjować nowe umowy z pilotami, którzy lataliby na tej trasie. Władze Qantas deklarują, że decyzję na „tak” lub „nie” podejmą do końca bieżącego roku. Wydaje się jednak, że utworzenie tego i podobnych mu pod względem długości trwania lotu połączeń, prędzej lub później stanie się jednak faktem. Analitycy IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych) twierdzą bowiem, że w ciągu najbliższych 18 lat liczba chętnych na tego rodzaju przeloty sięgnie 8,2 miliarda (!) pasażerów.

Uruchomienie bezpośrednich połączeń na długich trasach, podczas których lot trwałby w granicach 20 godzin, będzie też miało istotny wpływ na zmiany w lotniczej infrastrukturze naziemnej. Takiego zdania jest m. in. Douglas C. Webster, dyrektor ds. operacyjnych w Delhi International Airport Ltd., zarządzający największym lotniskiem w Indiach. Twierdzi on, że samoloty zdolne do przebywania w powietrzu w granicach 20 godzin, a takimi są w tej chwili Boeing 787-9 Dreamliner oraz Airbus A350, dokonają istotnych zmian w lotnictwie komunikacyjnym. – Potrafią dolecieć w każde miejsce na Ziemi dając tym samym możliwość otwierania połączeń bezpośrednich, point-to-point (z punktu do punktu), eliminując de facto konieczność funkcjonowania lotnisk przesiadkowych, czyli hubów – mówi D.C. Webster. Drugą część tego zdania powinien rozważyć polski rząd PiS, który zamierza wydać miliardy złotych na budowę w Polsce centralnego portu lotniczego w szczerym polu gdzieś między Warszawą a Łodzią. Może się okazać, że za 10 czy 20 lat takie lotnisko-kolos nie będzie już potrzebne. Pociechą jest to, że przedstawiciele polskiego rządu więcej na ten temat gadają niż robią, a program 500+ pochłania coraz więcej pieniędzy i na inwestycje zaczyna nie starczać.

Lotniska na całym świecie już teraz przechodzą transformację. Poza swoją tradycyjną rolą stają się też centrami handlowymi i biznesowymi, bo takie są potrzeby podróżnych. W Polsce na razie jeszcze tego nie widać, ale jest to nieuniknione.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dwóch dekadach lotnictwo komunikacyjne przejdzie może nie rewolucyjne, ale bardzo istotne zmiany. Były szef Air France, Alexandre de Juniac, twierdzi na przykład, że w ciągu najbliższych 15 lat pojawia się pierwsze… elektryczne samoloty komunikacyjne. Inni wskazują natomiast, że szybciej niż samoloty na baterie, pojawią się w powietrzu maszyny bez pilota. Innego zdania jest Peter Pull, szef Lufthansy na kraje Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej. Twierdzi on, że jeszcze przez długie lata samolotami będą sterować ludzie, a nie automaty, że do pasażerskich dronów jeszcze daleko. – Pozwólmy najpierw rozwinąć się autonomicznej technologii tu, na ziemi, zobaczmy, jak upowszechnią i sprawdzą się autonomiczne samochody – mówi.

Michael O’Leary, szef Ryanaira, uważa natomiast, że autonomiczne samoloty to przyszłość lotnictwa, ale jego zdaniem pojawią się one dopiero za 40-50 lat. Na uwagę, że ludzie będą się bali latać samolotami bez pilota odparowuje: – Cena biletu pokona te obawy – mówi i przypomina, że jeżdżą już autonomiczne pociągi. – W 1991 roku pojawiliśmy się na lotnisku Stansted pod Londynem, gdzie uruchomiono autonomiczny pociąg między terminalami. Przez pierwszych kilka tygodni pasażerowie obawiali się do niego wsiadać, a teraz? Nikt nie zwraca uwagi na to, że z przodu nie ma maszynisty – mówi O’Leary.

Zdania ekspertów są więc podzielone, ale technologie wkraczają na niewyobrażalne jeszcze nie tak dawno wyżyny. Dotyczy to także autonomicznych aparatów latających. W lotnictwie wojskowym to już codzienność, która powoli staje się codziennością także poza wojskiem. Nad miejscowością Christiansburg w amerykańskim stanie Wirginia, pojawiły się otóż pierwsze drony, które w ramach usług firmy FedEx, dostarczają klientom paczki drogą powietrzną.

I tak to się powoli zaczyna. Od małych dronów z paczkami, do dużych bezzałogowych samolotów komunikacyjnych, w dodatku na prąd.

Andrzej Barczyński