Podpisy poparcia dla członków nowej KRS

str-18-19-prof-adam-strzembosz

Postępowanie rządu „dobrej zmiany” czyli Prawa i sprawiedliwości z Krajową Radą Sadownictwa jest książkowym przykładem łamania prawa w Polsce. Na tym przykładzie widać czarno na białym, że Polska nie jest już państwem demokratycznym. Zlikwidowany został przez Kaczyńskiego trójpodział władzy, czyli niezależnych od siebie; władzy ustawodawczej (Sejm), władzy wykonawczej (rząd), władzy sądowniczej. Ich niezależność od siebie gwarantowała wolności obywatelskie.

Napisałem, że państwo demokratyczne zlikwidował w Polsce Kaczyński, bo w istocie tak jest. Nie ma się co łudzić, że ktoś inny, jakieś konstytucyjne, szanujące prawo gremium stanowi w tej chwili o kształcie prawa w Polsce. Nie ma takiego gremium, ponieważ natychmiast po przejęciu przez PiS sejmowej większości w 2015 r. głównym celem Kaczyńskiego stało się zapewnienie sobie władzy dyktatorskiej. Do tego potrzebny był posłuszny jego woli rządu. I tak się stało, gdy na jego czele stanęła bezwolna wobec dyspozycji Kaczyńskiego Beata Szydło, tak jest i teraz, gdy na stanowisku premiera zastąpił ją w 100 procentach lojalny wobec Kaczyńskiego Mateusz Morawiecki. Rządy dyktatorskie nie są jednak możliwe bez podporządkowaniu sobie wymiaru sprawiedliwości. Pierwszy na celowniku Kaczyńskiego pojawił się Trybunał Konstytucyjny, na czele którego (po zakończeniu kadencji przez profesora Andrzeja Rzeplińskiego) zdominowany przez PiS Sejm wybrał magister Julię Przyłębską. To w pełni oddana Kaczyńskiemu sędzia, którą kilkanaście lat wcześniej zamierzano usunąć dyscyplinarnie z zawodu.

Kolejnym krokiem ”geniusza z Żoliborza” było podporządkowanie sobie Krajowej Rady Sądownictwa. Sejm głosami PiS i dającemu się omotać Kukizowi wraz z jego ugrupowaniem Kukiz’15, uchwalił nową ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa. Cóż z tego, że stała ona w sprzeczności z Konstytucją. W konsekwencji bezprawnie przerwano kadencję starej KRS i powołano nową. Wszystko to działo się na przełomie lat 2017-2018. Diametralna różnica w wyborze sędziów starej i nowej KRS tkwi w tym, że członkowie wszystkich poprzednich jej składów byli od 1989 r. wybierani przez środowiska sędziowskie, czyli niezależny sędziowski samorząd. Natomiast członkowie nowej KRS są wybierani przez polityków, bo przez Sejm. Jeśli więc w Sejmie jakaś partia ma większość, a taką miał wtedy i ma jeszcze do dziś PiS, to wiadomo, że w takiej radzie znajdą się sędziowie wskazani przez tę partię (czytaj – Kaczyńskiego). Niezależność władzy sądowniczej legła więc w gruzach.

Ale… Dla zachowania pozorów praworządności, ustawa formułowała, że każdy z sędziów kandydujących (wskazanych przez PiS) do KRS, musi uzyskać poparcie 25 innych sędziów. To taki „pic na wodę i fotomontaż”, który ma niby dowodzić, że to środowiska sędziowskie nadal wybierają członków KRS spośród siebie. W nowej KRS znaleźli się wszyscy wskazani przez PiS i podległe tej partii ugrupowanie Kukiz’15. Ustawa łaskawie zezwoliła opozycji na nominowanie do nowej KRS trzech jej członków, ale opozycja ten zapis zbojkotowała. Gdyby to zrobiła, zalegalizowałaby niezgodną z Konstytucją ustawę wyboru składu nowej KRS. Najciekawsze było jednak to, co nastąpiło chwilę później. Posłowie opozycji, a także środowiska sędziowskie, chcieli się otóż dowiedzieć, ile głosów poparcia swoich kolegów uzyskali członkowie nowej KRS i kim są ci, którzy ich kandydatury poparli. I w tym momencie listy poparcia zostały utajnione.

Jeśli utajnia się dokument, który wedle wszelkiego prawa powinien być udostępniony opinii publicznej, natychmiast rodzi się podejrzenie, że dokonany został jakiś szwindel. Nalegania opozycji na ujawnienie list okazały się bezskuteczne, ukazały natomiast niespotykany wręcz cynizm i bezczelność ministra Ziobry, który w pewnym momencie „ujawnił” mediom „listy poparcia”, na których nie było ani jednego nazwiska. Ani kandydatów, ani tym bardziej tych, którzy ich poparli. Ten gest ministra świadczy tylko o skali bezprawia i bezkarności rządzących, jakie pod rządami PiS zapanowały w Polsce. Ale to był dopiero początek samowoli Kaczyńskiego i jego partii.

Pod jego dyktando ujawnienia list poparcia odmawiali po kolei jego sługusi w Sejmie, czyli posłowie PiS, którzy zagłosowali za ustawą, w której był zapis o nieujawnianiu list poparcia. Następnie Kancelaria Sejmu, która jest de facto urzędem pomocniczym odpowiedzialnym za organizację prac parlamentu. I ta instytucja, której szefową jest nominowana oczywiście przez PiS Agnieszka Kaczmarska, odmówiła wykonania wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nakazał jej ujawnić listy. Kaczmarska powołała się na decyzję prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Prezesem tego urzędu jest Jan Nowak, były radny PiS. Wstrzymał on wykonanie wyroku NSA, twierdząc, że wyrok ten stoi w sprzeczności z ochroną danych osobowych, mimo że wydając ów wyrok NSA stwierdził, że sprzeczności w tej kwestii nie ma. Jeśli urząd, obojętnie jakiej rangi, nie wykonuje wyroku sądu, to jest to ewidentny dowód, że mamy już do czynienia z bezprawiem.

Ostatnią instytucją, która mogłaby ujawnić listy poparcia do nowej KRS to właśnie owa KRS – organ „stojący na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”, który ma też pilnować przestrzegania zasad etyki zawodowej przez sędziów. I ten organ nie stanął po stronie sądów nakazujących ujawnienie list. Już to samo dowodzi, w jak dużym stopniu jest uzależniony do decydentów politycznych.

W tej sytuacji skierowano pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy sposób wybrania Krajowej Rady Sądownictwa (czyli przez polityków) gwarantuje niezawisłość członków tego gremium, czyli niezależność od nacisków politycznych. Trybunał odpowiedział, że taka zależność może występować, ale orzeczenie w tej sprawie pozostawił polskiemu Sądowi Najwyższemu.

Stało się oczywiste, że aby orzec czy członkowie nowej KRS są niezawiśli, a sama KRS niezależna, konieczne jest ujawnienie list poparcia dla jej nowych członków. Jeśli bowiem zostali powołani niezgodnie z zasadami nie maja prawa wypełniać swoich obowiązków, a wśród tych obowiązków jest m.in. mianowanie sędziów wszystkich instancji. Jeśli więc któryś z członków nowej KRS został wybrany niezgodnie z prawem, skutkuje to tym, że powołani przez KSR sędziowie otrzymali mianowanie niemające podstawy prawnej. A tych sędziów powołanych przez nowa KRS jest już kilkuset. I w tej sytuacji wyroki przez nich wydane można kwestionować.

PiS (Kaczyński) się tym nie przejmuje, ale doprowadził do ogromnego chaosu w sądownictwie. Oczywiście obciąża o ten chaos opozycję, która słusznie nie chce uznać bezprawnych działań Kaczyńskiego. Skutek jest taki, że sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna, który miał wydać orzeczenie w postępowaniu apelacyjnym, stwierdził, że sędzia wydający wyrok w pierwszej instancji został wybrany przez nową KRS. Miał więc wątpliwość, czy ten sędzia miał w ogóle prawo orzekać. Aby to sprawdzić musiał się przekonać czy jego nominacja nastąpiła zgodnie z prawem, a w związku z tym, czy KRS, która go mianowała, sama została powołana zgodnie z prawem. Zażądał wiec ujawnienia przez Kancelarię Sejmu list poparcia do nowej KRS. I wywołał kolejną już nie burzę lecz tornado.

Minister Ziobro cofnął mu oddelegowanie do sądu okręgowego, zaś prezes sądu rejonowego w Olsztynie, Maciej Nawacki (nominowany przez ministra Ziobrę zarówno na to stanowisko jak też do nowej KRS) zawiesił sędziego Juszczyszyna na miesiąc. Ukarany sędzia odwołał się od decyzji prezesa sądu rejonowego do sądu okręgowego. Sąd okręgowy y przywrócił go do orzekania. Wtedy sędzia Juszczyszyn wezwał na przesłuchanie do Olsztyna szefową Kancelarii Sejmu, aby złożyła zeznania, na jakiej podstawie odmówiła ujawnienia listy poparcia do nowej KRS. Gdy pani Kaczmarska nie zjawiła się w Olsztynie, sędzia Juszczyszyn, ukarał ją, zgodnie z prawem, grzywną w wysokości 3 tys. zł. W konsekwencji Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, utworzona z uzależnionych od ministra Ziobry sędziów, zawiesiła sędziego Juszczyszyna w orzekaniu i obniżyła mu wynagrodzenie o 40 procent. Działanie absolutnie bezprawne. Izba Dyscyplinarna, utworzona została za obecnych rządów PiS, a Sąd Najwyższy orzekł, że nie ma ona żadnych uprawnień do sądzenia.

Nestor polskich sędziów, profesor Adam Strzembosz, powiedział: Izba Dyscyplinarna ani nie jest częścią Sądu Najwyższego, ani nie jest legalnie funkcjonującym sądem. Dalsze jej funkcjonowanie jest działaniem przestępczym. Mamy do czynienia z odrębnym sądem, sądem specjalnym, a zgodnie z polską konstytucją sąd specjalny nie może w Polsce funkcjonować poza stanem wojennym.

Mamy więc kolejny przykład bezprawia obecnej władzy.

W czwartek, 6 lutego, okazało się, dlaczego Kaczyński, Ziobro i ich totumfaccy tak żarliwie stoją za nieujawnianiem list poparcia do nowej KRS. „Gazeta Wyborcza” dotarła do listy poparcia jednej z sędzi nowej KRS. Okazuje się, że większość podpisów pochodzi od sędziów, których na wyższe stanowiska awansował minister Ziobro. Są to więc ludzie, których kariery są uzależnione od widzimisię ministra. Ci, którzy nie chcieli pod listami poparcia złożyć podpisów, musieli pożegnać się z lukratywnymi posadami w ministerstwie. A jak wyglądało zbieranie podpisów poparcia opisał jeden z sędziów, do którego dotarli dziennikarze GW.

Propozycję złożył mu były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak (to ten, który zorganizował grupę hejterską szkalującą sędziów sprzeciwiających się pseudoreformom sądownictwa) wyznaczony przez Ziobrę do skompletowania składu nowej KRS. Sędzia odmówił i teraz opisał dziennikarzom, jak wyglądało zbieranie podpisów:

Proszę zrozumieć, zebranie podpisów nie było wielkim problemem. Kiedy Piebiak zaproponował mi kandydowanie, byłem zupełnie nieprzygotowany. Powiedziałem, że przecież nie mam podpisów. Wtedy Piebiak stwierdził: „Daj spokój, przelecimy się tu po pokojach i podpisy zaraz będą”.

W tych pokojach pracowali sędziowie awansowani do ministerstwa przez Ziobrę.

Tak wygląda reformowanie sądownictwa przez ministra Ziobrę. To jest kpina z prawa, ale przede wszystkim absolutna dewastacja prawa.

PS Wspomniany w tekście prezes Sądu Okręgowego w Olsztynie, Maciej Nawacki, przyznał, naciskany przez dziennikarzy, że złożył swój podpis pod swoim nazwiskiem na liście poparcia. WS

Wojciech Sandecki