Polacy rosną… wszerz

str-20-polacy-rosna

Jeszcze kilka lat temu Polacy z nadwagą i otyłością stanowili niespełna 60 proc. populacji, dziś jest to już nieco ponad 70 proc. Czyli dwóch na trzech mieszkańców kraju nad Wisłą ma nadwagę albo jest już w grupie otyłych. To widać na każdym kroku, a teraz latem obnaża się w sposób dosłowny. Szczególnie na plażach, także na ulicach. Coraz więcej kobiet ze sporą nadwagą, ale także mocno otyłych nie ma, jak to się mówi, „obciachu”, wbija się w leginsy epatując przechodniów nadmiarem „kochanego ciała, którego nigdy za wiele”. Mężczyźni nie są pod tym względem gorsi – spodenki do pół łydki i t-shirt, który nie maskuje, a uwypukla zwisający brzuch. Natura sprawiła, że kobiety tyją przede wszystkim w biodrach, u mężczyzn tkanka tłuszczowa osadza się przede wszystkim na brzuchu.

Polki i Polacy są coraz brzydsi i niechlujni, nie widać dbałości o wygląd. Gdy publicznie ktoś zdegustowany wyrazi opinię, że otyłość niewiele ma wspólnego z estetyką, adresaci tych słów natychmiast się oburzają, że takie słowa godzą w ich godność, nade wszystko w ich prawo do wolności decydowania o sobie samym. Godność i wolność decydowania o sobie to jedno, a drugie to koszty jednego i drugiego. Nadwaga i otyłość są bowiem prostą drogą do wielu groźnych chorób, których koszty spadają na całe społeczeństwo i w tej sytuacji nie jest to już kwestia osobista oraz woli decydowania o sobie, lecz problem i koszt społeczny. Ale zostawmy na boku estetykę, aczkolwiek ona też jest ważna i skoncentrujmy się na zagrożeniach, jakie dla zdrowia niesie nadwaga, a przede wszystkim otyłość.

Biorąc pod uwagę ogół społeczeństwa, Polacy zajmują już czwarte miejsce na świecie pod względem osób, u których występuje stan przedcukrzycowy. I właśnie w Polsce ich odsetek rośnie najszybciej spośród wszystkich innych krajów świata. Specjaliści twierdzą, że jeśli dynamika wzrostu utrzyma się, to za plus minus 15 lat kraj zajmie w tej niechlubnej statystyce pozycję numer jeden. Czym to grozi, ukazuje obecna statystyka chorób trawiących polskie społeczeństwo. I jest to obraz, niestety, ale w czarnych kolorach.

Skoro nadwagę i otyłość uznamy za chorobę, a specjaliści twierdzą bez najmniejszych wątpliwości, że tak jest, to znaczy, że 70 proc. Polaków tkwi w stanie chorobowym. I… nie ma o tym najmniejszego pojęcia, ponieważ nie ma w społeczeństwie świadomości, że nadwaga i otyłość to stany chorobowe.

Jest natomiast powszechna świadomość, że chorobą jest cukrzyca typu II, która dotyka już 3 miliony osób. Ponad trzy razy więcej, bo ok. 10 mln Polaków ma nadciśnienie, z której to liczby aż 8 mln wysokie. Ale to nie wszystko, bo… 12 mln rodaków w Polsce ma stany przedrakowe, ok. 3 mln chorobę niedokrwienna serca, a pół miliona demencję. I oczywiście niemal wszyscy, którzy na te choroby cierpią, nie mają najmniejszego pojęcia, że ich przyczyną może być zaledwie 5 do 6 kg nadwagi, a przecież wystarczy spojrzeć na ludzi na ulicy, bo dostrzec, że wielu z nich dźwiga na sobie znacznie więcej tkanki tłuszczowej.

– A im więcej tkanki tłuszczowej – twierdzi profesor Mirosław Jarosz – tym ryzyko chorób jest większe. Tkanka tłuszczowa wydziela kilkadziesiąt związków, które uszkadzają DNA komórek i powodują przewlekły stan zapalny.

Prof. Mirosław Jarosz jest internistą, gastroenterologiem, międzynarodowym ekspertem ds. żywienia, przedstawicielem Polski ds. żywienia w WHO (Międzynarodowa Organizacja Zdrowia). To, co mówi, jest oparte na wieloletnich badaniach oraz doświadczeniach lekarzy i specjalistów ds. żywienia z całego świata. Dane podawane przez profesora mogą przerażać, ale może przerażenie wywołane jego słowami skłoni nas do wybrania zdrowego sposobu życia, nie zaś nieświadomego albo też w pełni świadomego, zabijania siebie.

Ponad 90 przypadków cukrzycy typu II związanych jest z otyłością – mówi profesor. – Otyłość powoduje cukrzycę, ale też nowotwory, np. raka jelita grubego, przełyku, piersi, prostaty, raka mózgu, szpiczaka. Choroby układu sercowo-naczyniowego. W średnim wieku jest istotnym czynnikiem choroby Alzheimera. W Polsce na Alzheimera choruje około pół miliona osób, z czego około 100 tysięcy przypadków wynika z otyłości. Czyli co piąta osoba by nie zachorowała, gdyby nie była otyła w średnim wieku, bo Alzheimer zaczyna się już w ok. 50 roku życia albo jeszcze wcześniej, tylko objawy występują późno. (…) Są chorzy, którzy nie uświadamiają sobie, że mają nadwagę lub otyłość, a za 15 lat choroba powiązana z otyłością może ich zabić. (…) Otyłość jest przewlekłym stanem zapalnym, a choroby takie jak nadciśnienie, miażdżyca, nowotwory wymagają czasu do rozwoju, czyli ktoś może mieć już raka, np. trzustki, czy stan przedrakowy, przez 30, 40 lat i o tym nie wiedzieć. Ale zmiana stylu życia i żywienia może spowodować, że zmiany się cofają albo nie ma dalszej progresji. Czyli w każdym wieku, jeśli człowiek tylko zmieni nawyki żywieniowe i styl życia, ma szansę nie zachorować albo opóźnić wystąpienie choroby o wiele, wiele lat. Dla każdego jest szansa, nie można się poddawać.

Jak wykorzystać tę szansę? W sposób, o którym mówi profesor Jarosz. Radykalnie zmienić styl życia i żywienia. Wiadomo, że to będzie trudne, bo Polacy zamienili aktywność na wygodę. W Warszawie jest trzy razy więcej samochodów niż w stolicy Danii, coraz więcej jest takich wygodnickich, którzy mając 200 metrów do sklepu pokonują ten dystans samochodem zamiast się przejść. No i narzekają, że nie ma w marketach parkingów, a najlepiej przed stoiskami, w których mają zamiar zrobić zakupy. Co chwilę pojawiają się nowe „wynalazki” uczące ludzi lenistwa. Najnowszym są elektryczne hulajnogi. Profesor Jarosz twierdzi, opierając się oczywiście na badaniach, że wynalezienie pilota do telewizora „spowodowało ryzyko wzrostu masy ciała o 5 kilogramów”.

Ale pierwszą przyczyną nabierania wagi jest bezspornie sposób odżywiania. – Zaczęliśmy jeść więcej tłuszczów i cukrów prostych, czyli generalnie za dużo kalorii przy małej ilości warzyw i owoców – mówi prof. Jarosz. – Między rokiem 1960 a 1990 spożycie mięsa czerwonego i jego przetworów wzrosło w Polsce o 75 procent. Z ludzi aktywnie żyjących, o pracujących mięśniach, staliśmy się ludźmi siedzącymi. Pojedynczy czynnik, np. siedzący tryb życia, nie da tak negatywnych skutków jak mieszanka kilku z nich, one, współdziałając ze sobą, dają efekt kilkakrotnie większy. Siedząca praca, podjadanie słodyczy, fast foody, przewlekły stres… Ale to nie koniec, cywilizacja przyniosła nam następne zagrożenia. Okazało się, że Amerykanie skrócili czas snu w ciągu ostatnich 30 lat o godzinę. A naukowcy dowiedli, że krótszy i płytszy sen, jego zaburzenia, są istotnym czynnikiem ryzyka zaburzeń metabolicznych i otyłości.

Profesor Jarosz „zbudował” tak zwana piramidę zdrowego stylu życia. Jej trzonem jest oczywiście właściwe żywienie, ale niemal na równi z nim aktywność fizyczna. W odniesieniu do wszystkich, ale szczególnie do dzieci ze stanowczym nakazem, że dziecko powinno spać 10 godzin na dobę, że trzeba mu skracać czas na siedzenie przed komputerem, a wydłużać bieganie po boisku przed snem. Podstawą piramidy żywieniowej powinny być warzywa i owoce, przy czym owoców powinna być jedna czwarta a trzy czwarte warzyw. Na górze piramidy umieścił czerwone mięso, którego powinno się jeść jak najmniej. I włączył do swojej piramidy kawę, która zdaniem niektórych lekarzy wywołuje skoki ciśnienia i stanowi zagrożenie powstania zawału.

Ci którzy piją kawę – mówi profesor – mają zmniejszoną umieralność na większość chorób – na nowotwory, cukrzycę, Alzheimera, Parkinsona, choroby układu sercowo-naczyniowego, depresje, nawet powodują mnie wypadków samochodowych. W kawie są tysiące polifenoli! To są bioaktywne związki, antyoksydanty, które zmniejszają stan zapalny, a czasami nie dopuszczają do przewlekłego stanu zapalnego, chronią DNA komórek przed uszkodzeniami. Praktycznie większość chorób pojawia się przez stan zapalny, więc takie bogactwo polifenoli jest bezcenne. Nie znam innego produktu spożywczego, który by tyle tego miał.

PS Wypowiedzi prof. Mirosława Jarosza cytowałam z wywiadu zatytułowanego „Gruby jak Polak”, którego udzielił Krystynie Naszkowskiej w „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej” z dnia 22 lipca br.

 

Krystyna Zawidzka