Polityczne afery w Polsce

str-4-5-wieze-kaczynskiego

Miniony rok był czwartym z kolei pod rządami partii Jarosława Kaczyńskiego i był kolejnym, podczas którego doszło do wydarzeń dowodzących czarno na białym, że nazwa tej partii (Prawo i Sprawiedliwość) jest kpiną wobec kreowanej przez nią rzeczywistości. O największych aferach, a tak naprawdę o bezkarności jej funkcjonariuszy w łamaniu prawa, pisaliśmy na naszych łamach wielokrotnie. Najbardziej jaskrawym przykładem owej bezkarności jest nie kto inny, jak właśnie szef PiS, Jarosław Kaczyński.

Wieże Kaczyńskiego

W jego przypadku sprawa dotyczy budowy dwóch bliźniaczych wieżowców w Warszawie, które miały być symbolem wielkości politycznej braci Kaczyńskich. Nie będziemy się dłużej na ten temat rozpisywać, ponieważ sprawę relacjonowaliśmy w kilku kolejnych wydaniach naszej gazety. Przypomnijmy tylko, że Kaczyński zlecił prace przygotowawcze związane z budową owych wież powiązanemu z nim rodzinnie biznesmenowi z Austrii, a gdy zrezygnował z dalszych prac, odmówił Austriakowi zapłaty za wykonaną przez niego pracę. Gdy Austriak zorientował się, że Kaczyński nie chce mu zapłacić, zaczął nagrywać powadzone z nim rozmowy. Teksty tych rozmów opublikowała na swoich łamach „Gazeta Wyborcza”. Kaczyński mówi tam wprost, że prace wykonane przez austriackiego biznesmena były „dla nas”, czyli dla powiązanej z PiS spółki „Srebrna”, ale że mu za to nie zapłaci, a jeśli domaga się pieniędzy, to musi wystąpić na drogę sądowa.

Austriak złożył więc doniesienie do prokuratury o oszustwo. Był przesłuchiwany wielokrotnie, w sumie 60 godzin. W praworządnym kraju w takiej sytuacji prokuratura wzywa na przesłuchanie pozwanego. W tej sprawie był nim Jarosław Kaczyński. Zależny od Kaczyńskiego prokurator generalny i w jednej osobie minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, wyznaczył do prowadzenia sprawy młodą prokuratorkę, której niezależność w prowadzeniu sprawy była i jest powszechnie kwestionowana. Prokurator miała 30 dni, by podjąć decyzję o wszczęciu lub odmowie wszczęcia śledztwa, ale decyzje podjęła dopiero po pół roku, dwa dni przed wyborami do Sejmu, by ta decyzja utonęła w natłoku wydarzeń związanych z wyborami. Pani prokurator odmówiła oczywiście wszczęcia śledztwa, pisząc, że Kaczyński nie ponosi w tej sprawie żadnej winy. Wbrew wszelkim faktom, wbrew słowom Kaczyńskiego, które słychać na nagraniach.

Bezkarność Kaczyńskiego dowiodła niezbicie, że fundament demokracji, czyli trójpodział władz na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, został w Polsce zburzony.

Hotelik na godziny

Afera Kaczyńskiego rozwijała się na początku 2019 r., w trzecim kwartale ujrzała światło dzienne afera związana z Marianem Banasiem. Też pisaliśmy o niej wielokrotnie, więc fakty z nią związane przypomnimy jedynie w skrócie. Marian Banaś był zaufanym człowiekiem Kaczyńskiego. Po wygranych przez PiS wyborach w 2915 r. został wiceministrem finansów, potem został szefem tego resortu, a 30 sierpnia 2019 r. głosami PiS, posiadającego większość mandatów w Sejmie, obrano go prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Trzy tygodnie później stacja TVN wyemitowała reportaż, który ujawniał nieoficjalną stronę działalności Banasia. Okazało się otóż, że jest on właścicielem kamienicy w centrum Krakowa, w której posiadanie wszedł w dość dziwnych okolicznościach. W kamienicy tej znajdowały się pokoje na godziny, mówiąc wprost – był to burdel. Banaś bronił się, że kamienicę wynajmował i nie miał wpływu na to, co będą w niej robić najemcy. Szybko jednak okazało się, że najemcy to ludzie, którzy kilkakrotnie byli w konflikcie z prawem i są w poufałych stosunkach z Banasiem. Równie szybko wyszło też na jaw, że na wyposażenie wnętrza kamienicy syn Banasia pozyskał pieniądze z funduszy europejskich, oficjalnie na urządzenie tam ośrodka szkoleniowego.

Szef NIK, jednego z najważniejszych urzędów w państwie, pod każdym względem powinien być człowiekiem nieskazitelnym. Banas zaś był powiązany z ludźmi z krakowskiego świata przestępczego, na dodatek ujawniono, że jego majątek jest znacząco większy od uzyskiwanych dochodów. Gdy opozycja zaczęła domagać się prześwietlenia oświadczeń majątkowych Banasia, przedstawiciele CBA (jest za to odpowiedzialne) oświadczyli, że taki raport sporządzili, ale został on utajniony. Wspomniano tylko, że wykryto nieścisłości między stanem posiadania prezesa NIK, a złożonymi przez niego oświadczeniami majątkowymi.

Nagłośnienie sprawy Banasia w mediach sprawiło, że Kaczyński zażądał jego dymisji. Banaś był o krok od spełnienia żądania prezesa PiS. Stwierdził jednak, że zorientował się, iż jest przedmiotem „brutalnej gry politycznej” i dymisję wycofał. W tej chwili trwa siłowanie, kto kogo przetrzyma, a dla ratowania mocno nadszarpniętego wizerunku wszechmocnego Kaczyńskiego, PiS rozpętał kolejną kampanie przeciwko sędziom.

Nagranie rozmów Kaczyńskiego oraz pokoje na godziny Banasia to dwie największe afery związane z PiS w roku 2019. Zastanawiające, że wydarzenia ukazujące państwo PiS, w którym prawo jest wymierzone tylko w przeciwników politycznych, nie zmieniały świadomości Polaków w odniesieniu do tego jak niszcząca demokrację jest partia polityczna, która rządzi obecnie Polską. W ostatnich tygodniach 2019 r. PiS miał nadal poparcie ponad 42 procent Polaków. To szokujące.

Oferta korupcyjna szefa KNF

Trzecią pod względem ciężaru politycznego była afera związana z Markiem Chrzanowskim, prezesem Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Też pisaliśmy o niej kilkakrotnie, ale zapewne w pamięci naszych Czytelników, jak też większości Polaków, mocno się już zatarła.

Zaczęła się ona pod koniec listopada 2018 r., kiedy to „Gazeta Wyborcza” ujawniła stenogramy rozmowy Marka Chrzanowskiego z Leszkiem Czarneckim, właścicielem dwóch banków, między innymi Getin Noble Banku. Chrzanowski złożył otóż Czarneckiemu propozycję korupcyjną. Jej istota polegała na tym, że w zamian za zatrudnienie znajomego prawnika z wynagrodzeniem ok. 40 mln zł rocznie, Chrzanowski gwarantował Czarneckiemu, że KNF ochroni jego banki przed upadłością.

Przebieg wydarzeń w ciągu kilkudziesięciu godzin od ukazaniu się w sprzedaży „Gazety Wyborczej” zawierającej stenogramy nagrań, wskazuje dobitnie jak rząd mający pod swoją kontrolą policję, prokuraturę i służby, potrafi chronić kryminalne działania swoich wybrańców. W dniu ukazania się „GW” Chrzanowski był na konferencji w Singapurze. Został wezwany przez premiera do powrotu. Po wylądowaniu na Okęciu nie zatrzymano go natychmiast. Dano mu czas, by pojechał do biura i wyczyścił papiery oraz komputer z niewygodnych materiałów. Został zatrzymany dopiero po 3 godzinach, gdy posprzątał co było do posprzątania. Chrzanowski przesiedział w areszcie 3 miesiące, wyszedł na wolności i jedyne, co wiadomo, to że trwa postępowanie prokuratorskie. Na jakim jest etapie? Nie wiadomo. Wszystko wskazuje, że będzie trwać i trwać, aż się przedawni. Każdy rozsądny człowiek w Polsce nie ma wątpliwości, że Chrzanowski nie działał na własną rękę, był jedynie wykonawcą czyjejś woli. Zapewne nigdy się nie dowiemy, czyja to była wola.

Wiemy natomiast, że Chrzanowskiego broni jego protektor, Adam Glapiński, szef Narodowego Banku Polskiego z nominacji PiS. Nigdy zresztą tego nie ukrywał. Glapiński, to bardzo bliski współpracownik Kaczyńskiego z pierwszych lat jego kariery politycznej, czyli jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. W tej partii Glapiński odpowiadał za finanse partii. Przy okazji tej afery wyszło na jaw, że Glapiński ma w NBP dwie asystentki, które zarabiają od 50 do 60 tys. zł miesięcznie, że dyrektorem z pokaźną pensja jest w NBP była żona Mariusza Kamińskiego (obecnie szef MSWiA oraz wszystkich służb specjalnych), a ich 29-letni syn, z polecenia Glapińskiego otrzymał intratna posadę doradcy w Banku Światowym z pensją ok. 600 tys. zł rocznie.

Szwindel trzy razy więcej wart niż afera Amber Gold

Spółka GetBack w latach 2016-2017 opanowała 80 proc. polskiego rynku windykacji. Skupowała długi po cenach wyższych niż konkurencja za pieniądze swoich klientów, ale w pewnym momencie stała się niewypłacalna. Klienci indywidualni wykupili obligacje GetBecku i utopili w nich w sumie 2,3 mld zł, a więc kwotę trzy razy większą niż w rozdmuchanej przez PiS aferze Amber Gold. 30 tys. akcjonariuszy GetBacku zostało na lodzie, ale PiS nie zgodził się na powołanie w tej sprawie komisji śledczej, bo… Okazało się, że spółka czyściła ze złych kredytów przede wszystkim państwowe banki, a więc te opanowane przez PiS. Tym samym zapewniła im świetną kondycję finansową. Gdy prezes GetBacku zwrócił się do rządu i PiS o wsparcie, czyli o wdzięczność za wyrządzone przysługi, ujrzał rękę wygiętą w łokciu.

Latający marszałek

Człowiek, który uczynił z polskiego Sejmu karykaturę parlamentaryzmu, czyli Marek Kuchciński z Przemyśla, latał sobie na koszt podatników z Warszawy do Rzeszowa (z lotniska w Rzeszowie do Przemyśla jest kilkadziesiąt kilometrów) i powrotem rządowym samolotem według procedury HEAD. Organizacja takiego lotu angażuje ok. 200 osób. Kuchciński przyznał się do 23 lotów na trasie Warszawa-Rzeszów, wyliczono mu ich ponad 70.

Konfitury dla znajomych z Ameryki

Polska Fundacja Narodowa przelała na konto amerykańskiej firmy piarowej 5,5 mln dol. na promocje Polski w USA. Poza marnej jakości internetową stroną, której nikt nie ogląda, nic nie wiadomo o innych działaniach firmy. Wiadomo natomiast, że jest ona powiązana ze związanym z PiS polonijnym historykiem, Markiem Chodaczewskim. Partia Kaczyńskiego ulokowała go w radzie programowej Muzeum II Wojny Światowej, a dziennikarze Onetu znaleźli w sprawozdaniach finansowych spółki przelewy na olbrzymie kwoty dla jego siostry, żony, współpracownika i dla niego samego. Spółka nie chciała udostępnić dziennikarzom dokumentów, więc sięgnęli po nie do amerykańskiej instytucji, w której każda firma korzystająca z zagranicznego finansowania musi składać dokumenty. I są one dostępne dla każdego.

Hejterzy w sędziowskich togach

Wydarzeniem, które nie miało podłoża finansowego, ale ujawniło kolesiowski i obrzydliwy charakter państwa PiS, była afera hejterska w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mierni ale wierni swoim pisowskim mocodawcom sędziowie, powołani przez tę partię na kluczowe stanowiska w sądownictwie, urządzili zorganizowaną akcję dyskredytowania i opluwania swoich kolegów sędziów, ale tych, którzy nie zgadzali się na pseudoreformy polskiego wymiaru sprawiedliwości. Pisaliśmy o tej aferze w kilku artykułach, więc nie ma się już co nad tym rozwodzić. Trzeba tylko wspomnieć, że żaden z tych pisowskich nominatów, którzy opluwali swoich kolegów, nie został usunięty z zawodu. Kilku tylko, dla zaspokojenia oczekiwań opinii publicznej, zostało zdegradowanych na niższe stanowisko.

W każdym demokratycznym kraju tylko jedna z wymienionych wyżej afer obaliłyby rządy, a ich bohaterów zaprowadziła za kraty. Wszędzie tyko nie w Polsce. PiS nadal ma poparcie ponad 42 proc. elektoratu i wszystko wskazuje na to, że żadna afera nie jest w stanie odsunąć tej partii od władzy. Jeśli zaś Duda ponownie wygra wybory na prezydenta, mierni ale wierni członkowie PiSpartii ruszą po kolejne konfitury. I to już w znacznie większej liczbie niż dotychczas.

Piotr Skawiński