Polityka albo… Bieszczady. Wybór należy do Ciebie

pipala

Funkcjonuje sobie takie powiedzenie – „sport to zdrowie”. Ale kiedy się tak zastanowić, trzeba zadać sobie pytanie „czy na pewno”?. Jeden z moich znajomych poszedł pobiegać do parku, wrócił ze skręconą nogą, inny podczas jazdy na rowerze złamał rękę, jeszcze inny zjeżdżając na nartach złamał nogę. Ja sam niejednokrotnie podczas gry w piłkę nożną raz po raz miewałem jakieś urazy kończyn dolnych. Wynikać z tego by mogło, że człowiek uprawiający sport obarczony jest ogromnym ryzykiem utraty zdrowia, a nie jego podreperowaniem. I mówimy tutaj o sporcie amatorskim. W sporcie zawodowym, w wielu dyscyplinach o zdrowiu w ogóle nie ma co mówić. Raz po raz słychać przecież o aferach dopingowych i właściwie już teraz wiadomo, że każdy kto wyczynowo uprawia jakąś dyscyplinę sportu „coś” bierze. Tyle tylko, że albo jeszcze go nie złapali, albo ma sprytnych lekarzy. Czy więc ze sportu należy zrezygnować? Nigdy w życiu! To że ktoś podczas biegania, jazdy na nartach czy rowerze odniósł jakieś kontuzje, tak naprawdę o niczym nie świadczy. Nogę można złamać chociażby na chodniku, tym bardziej takim nieodśnieżonym z jakim mieliśmy jeszcze kilka dni temu do czynienia w wielkim Vancouver. Tak więc mimo tych wszystkich wątpliwości, ja jednak uważam, że sport amatorski to zdrowie. A jak ktoś się boi urazów kończyn to można na przykład popływać. Trochę inaczej ma się sprawa ze sportem wyczynowym. Tu będę się upierał, że zawodnicy go uprawiający zdrowie mogą stracić. Ale sport uprawiany przez nich może świetnie służyć innym dla zdrowia… psychicznego. Ileż to radości dostarczali, dostarczają i będą dostarczać nam nasi zawodnicy w wielu dyscyplinach. Polscy siatkarze, szczypiorniści, żużlowcy, lekkoatleci, futboliści, a teraz skoczkowie narciarscy przysporzyli nam ostatnio tylu pozytywnych wrażeń, że trudno przecenić, jak te wszystkie emocje związane z kibicowaniem SWOJEJ drużynie potrafią połączyć ludzi. I wtedy na plan dalszy, albo w ogóle w niebyt, odchodzą spory i waśnie polityczne. Pasowało by więc, przerzucić się tylko na sport, bo to co się dzieje w naszej ojczyźnie mrozi krew w żyłach. I nie ma znaczenia kto ma rację w tym sporze – tam po prostu pachnie wojną domową!

W Polsce bardzo popularny ostatnio stał się taki stary już dowcip: Na egzamin wstępny, na studia przychodzi młoda dziewczyna. Profesor widzi, że jest onieśmielona, więc próbuje zadać jej kilka prostych pytań z wiedzy ogólnej. Pyta ją, kto jest prezydentem Polski, dziewczyna mówi, że nie wie, kto premierem, też nie wie. Pyta o partię rządzącą i o opozycyjne, dziewczyna tylko wybałusza oczy. Wreszcie trochę zdziwiony pyta na koniec: – A skąd pani jest? – Z Bieszczad – odpowiada dziewczyna. Profesor kazał jej wyjść po czym zamyślił się i powiedział do siebie: – Cholera jasna! A może by tak wyjechać w te Bieszczady?!

W Bieszczady wszyscy nie wyjadą, ale kanałów sportowych w telewizji nie brakuje.

Sport to oczywiście nie jest jedyne wyjście z sytuacji. Można na przykład poczytać Głos Polonii. W nim jak zwykle o polityce nic nie ma, są natomiast ciekawe teksty. Ot choćby ten jak państwo polskie odzyskało na własność kolekcję Czartoryskich, a w niej m.in. słynny obraz Leonarda Da Vinci, „Dama z gronostajem”. Jest też ciekawy artykuł o kontrakcie pomiędzy gdańską stocznią Remontowa, a naszym BC Ferries na 3 nowe promy, które lada moment będą pływać u wybrzeży Kanady. Ponadto opisujemy niebywały i historyczny sukces polskich skoczków narciarskich, którzy w słynnym turnieju czterech skoczni zdeklasowali rywali zajmując dwa pierwsze miejsca na podium. Do poczytania macie również Państwo teksty które ukazują się u nas cyklicznie czyli opowiadania Lady Buni i Romka Madejowskiego. Jest też oczywiście poradnik prawny w rubryce „Prawo Agaty”, a w cyklu „Jeżdżąc po Polsce” zapraszamy na Podlasie. Na zakończenie tradycyjnie już krzyżówki. Życząc Państwu miłej lektury, jeszcze raz zachęcam – Zrezygnujcie Państwo z oglądania polityki! Szkoda czasu i nerwów! Zajmijcie się sportem, albo…wyjedźcie w Bieszczady.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii