Polowanie na marszałka czyli szczujnia polska

admin-ajax

FELIETON NACZELNEGO. Tomasz Grodzki jest profesorem i wybitnym terakochirugiem, mającym na koncie tysiące operacji płuc. Wiedza, doświadczenie, także sprawność rąk chirurga Tomasza Grodzkiego wyrwały z objęć śmierci wielu ludzi, których inni lekarze już na nią skazali. Profesor Grodzki śmiertelnie chorym przedłużał życie, wielu z jego pacjentów żyje do dziś, a spora liczba z nich zapomniała już o chorobie. Profesor Tomasz Grodzki był przez wiele lat osobą anonimową dla tak zwanej szerokiej opinii publicznej. Znano go w Szczecinie, gdzie przeciętny szpital pulmunologiczny doprowadził do poziomu jednego z najlepszych w Polsce ośrodków leczenia chorób płuc. Znano i szanowano profesora także w stowarzyszeniach lekarskich za granicą, a uznanie dla jego wiedzy i umiejętności sprawiło, że międzynarodowe grono chirurgów płuc wybrało go kilka lat temu na prezydenta Europejskiego Towarzystwa Torakochirurgów. To wszystko nie ma znaczenia dla partii, która od początku działalności robi karykaturę ze swojej nazwy. Ta partia nazwała się z pełnym cynizmem Prawo i Sprawiedliwość.

Jesienią ubiegłego roku po raz drugi wyborcy z województwa zachodniopomorskiego obdarzyli profesora Tomasza Grodzkiego zaufaniem i wybrali jako swojego reprezentanta do Senatu, ale dla ogółu nadal pozostawał osobą anonimową. W wyborach ubiegał się o mandat jako kandydat Koalicji Obywatelskiej. Partie opozycyjne wobec PiS uzyskały w wyborach do Senatu minimalną większość i słudzy Jarosława Kaczyńskiego rozpoczęli akcję przekupywania senatorów opozycji do przejścia na ich stronę.

Profesor Tomasz Grodzki przestał być osobą anonimową, gdy kilka dni po wyborach oświadczył, że namawiano go do przejścia na stronę PiS oferując w zamian stanowisko ministra zdrowia. Natychmiast został zaatakowany przez pisowskie media. Apogeum szału i wściekłości nastąpiło, gdy głosami senatorów opozycji wybrany został marszałkiem Senatu. I w swoim pierwszym wystąpieniu oświadczył, że Senat pod jego kierunkiem nie będzie tolerował ekspresowej ścieżki ustawodawczej, stanowienia bubli prawnych niszczących polską praworządność. Tego dla psów gończych PiS było już ponad wszelką dopuszczalną miarę. Postanowiono profesora zgnoić na wszelki możliwy sposób.

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że służalcze wobec PiS media i ich funkcjonariusze, mają w tych działaniach spore doświadczenie. Od objęcia władzy w 2015 r. prowadziły niebywałą wręcz w swej obrzydliwości kampanię oszczerstw i wzbudzania nienawiści wobec prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza i właśnie kilka tygodni temu obchodziliśmy pierwszą rocznicę jego śmierci. Jak zapewne wszyscy pamiętają, zginął z ręki nożownika, fanatycznego zwolennika PiS. W urągającej ludzkiej godności i honorowi kampanii przeciwko prezydentowi Adamowiczowi szczególnie zasłużyła się TVP, czyli telewizja publiczna, kierowana przez Jacka Kurskiego. Teraz ta sama telewizja także jest głównym orężem PiS w kampanii niszczenia profesora Tomasza Grodzkiego.

Pamiętajmy, bo tego nie można nie pamiętać, że za wszystkimi czynami mediów PiS stoi prezes tej partii, Jarosław Kaczyński. Oficjalnie nigdzie go nie ma, ale wszędzie jest, bo w PiS nic nie dzieje się bez jego zgody. Jeśli prowadzono kampanię nienawiści wobec Pawła Adamowicza, to Kaczyński musiał to wiedzieć i akceptować, a być może był nawet tego inspiratorem. Jeśli w tej chwili prowadzona jest kampania przeciwko profesorowi Tomaszowi Grodzkiemu, Kaczyński też musi o tym wiedzieć, godzić się na to i akceptować. Musi, ponieważ nieposłuszny jego woli Senat zagraża jego niepodzielnej władzy. W dyskredytowanie profesora zaangażowane zostały więc zarówno posłuszne woli Kaczyńskiego media i, co w państwie prawa się nie zdarza, ale wiadomo już przecież że państwo prawa jest Kaczyńskiemu zbędne, także instytucje państwa, włącznie z prokuraturą i Centralnym Biurem Antykorupcyjnym (CBA).

Wiadomo nie od dziś, że aby zniszczyć nie tylko w Polsce człowieka, trzeba go wmanewrować w przestępstwo korupcyjne albo seksualne. Propagandyści PiS postawili na to pierwsze, bo „wiadomo, że lekarze biorą w łapę”. Ale wszystko wskazuje na to, że nie wszyscy, a wśród nich jest profesor Grodzki. I cóż z tego? Ale szkalować go można. Zaczęło się od nikomu dotychczas nieznanej profesor Agnieszki Popieli, biolożce z Uniwersytetu Szczecińskiego. Po wyborze profesora Grodzkiego na marszałka Senatu napisała na Facebooku: „Masakra. Jak moja mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację”. Gdy prawnicy wystosowali do Popieli pismo przedprocesowe, zaczęła się tłumaczyć, że nigdy nie uzależniano operacji od wpłaty, której dokonała na konto fundacji. Ale owe „500 dolarów” zostało podchwycone przez pisowskie psy gończe.

Niejaki Dariusz Matecki, szczeciński radny Solidarnej Polski (partia Zbigniewa Ziobry), rozpowszechnił w Internecie wpis Popieli i zaapelował, aby zgłaszali się ludzie, którzy wręczyli profesorowi łapówki. Nikt się nie zgłosił. Jednak na antenie Radia Szczecin (podporządkowane jest Polskiemu Radiu, a to opanowane jest przez PiS) zaczął atakować profesora jego dziennikarz, niejaki Tomasz Duklanowski. Osobnik rodzinnie związany z PiS (działaczami partii są wuj i kuzyn), mający za sobą udział w kampanii oszczerstw wobec posła, PO Stanisława Gawłowskiego, którego obrzucono swego czasu pomówieniami, że w swoim mieszkaniu urządził agencję towarzyską, czyli burdel. TVP, która ochoczo powieliła te informacje, przegrała w sądzie sprawę wytoczoną przez Gawłowskiego. Ale nic to. Duklanowski prowadzi teraz kampanię przeciwko profesorowi Grodzkiemu. Materiały przekazywane przez niego do Radia Szczecin natychmiast trafiają do TVP i Polskiego Radia, także propisowskiej Telewizji Republika, na strony portalu Niezależna.pl oraz na szpalty „Gazety Polskiej”.

Jeśli nie ma dowodów, to są insynuacje, tak ulubione przez prezesa Kaczyńskiego narzędzie w poddawaniu w wątpliwość uczciwości politycznych przeciwników. Wymienione wyżej media informują więc za Duklanowskim, że „Wszystko wskazuje na to, ze profesor Grodzki – prędzej czy później – będzie miał proces karny” albo „Myślę, że tych spraw będzie jeszcze więcej. Wiadomo, że wielu lekarzy bierze łapówki”. Dowodów jednak wciąż nie było. Więc…

W przedostatni dzień grudnia 2019 r. do mieszkania 93-letniego Tadeusza Staszczyka zapukał jakiś mężczyzna, przedstawił się, że jest ze szpitala, w którym przed laty operowany był Staszczyk i podsunął do podpisania oświadczenie, że profesor Grodzki zażądał od niego pieniędzy za przeprowadzenie operacji. Za podpis zaoferował 5 tys. zł. Tadeusz Staszczyk natychmiast zadzwonił do profesora i opowiedział o wizycie nieznajomego mężczyzny. – Byłem w szoku – opowiadał. – Wyprosiłem nieproszonego gościa za drzwi. U wiekowego dziś byłego pacjenta profesora Grodzkiego 11 lat temu zdiagnozowano złośliwego raka przełyku i nikt nie chciał go operować w obawie, że pacjent nie przeżyje zabiegu. Powiedziano mu, że ma sześć tygodni życia. – W takim stanie trafiłem do profesora Grodzkiego – opowiadał dziennikarzom. – Nie kroił mnie. Nowoczesną metodą wszedł pod łopatkę i w ten sposób usunął nowotwór. Po operacji przyjeżdżał w nocy, aby sprawdzić jak się czuję.

Gdy opowieść Tadeusza Staszczyka przytoczyły media niezależne od PiS, propisowskiej stacji TVP Info natychmiast dostarczono z IPN akta, że Staszczyk pracował w UB, więc na pasku telewizorów pojawił się napis „Były ubek broni Grodzkiego”. Szef zaś portalu TVP Info, niejaki Samuel Pereira, szczególnie zasłużony w opluwaniu przeciwników PiS napisał na Twitterze: „Obrona Grodzkiego wygląda na akcję byłych służb”.

Tadeusz Staszczyk walczył w Powstaniu Warszawskim, był żołnierzem Szarych Szeregów, po wojnie został wcielony do wojska, skąd otrzymał przeniesienie do pracy w UB. Był tam zwykłym referentem, przy pierwszej okazji zwolnił się i potem przez całe życie pracował w Stoczni Szczecińskiej. Ale wspomniany już pseudo dziennikarz Duklanowski opluwał go w Telewizji Republika: „Być może (to sformułowanie charakterystyczne dla posługujących insynuacjami i szczuciem) zajmował się przesłuchiwaniem Żołnierzy Wyklętych. Szkolił ubeków. Wykazywał się dużą gorliwością. W jednym z raportów napisał donos na własną żonę”. Córka Tadeusza Staszczyka powiedziała w mediach, że nie spodziewała się, iż może w swoim życiu spotkać się z taką podłością. Ta podłość spotkała jej ojca, natomiast profesor Grodzki zaczął się z nią spotykać niemal na każdym kroku.

W pisowskich mediach zaczęli się nagle meldować ludzie, którzy wręczali profesorowi łapówki. Wszyscy występowali oczywiście anonimowo. Najbardziej zabawny był niejaki pan Romuald, który w 1994 r. miał zapłacić profesorowi 400 zł łapówki, czyli dzisiejsze 4 grosze, ponieważ było to jeszcze przed denominacją złotówki. Następni byli już pouczani, że mają być w swoich wypowiedziach precyzyjni i się nie mylić. Kolejny anonim, niejaki pan Henryk, informował więc, że w roku 1996 wręczył profesorowi 200 zł i że dzisiaj jest to kwota śmieszna, ale wtedy, jak twierdził „Średni zarobek wynosił 900 zł”. Na dowód tego, że mówi prawdę pokazał… zdjęcie rentgenowskie wykonane w szczecińskim szpitalu.

Do akcji włączyła się też prowadzona na smyczy przez Zbigniewa Ziobrę prokuratura. Ale nie po to, aby wytropić, kto próbował oskarżyć o łapówkarstwo marszałka Senatu próbując wyłudzić za 5 tys. zł fałszywe oświadczenie od 93-letniego Tadeusza Staszczyka. Nie, to według Ziobry nie jest sprawa dla prokuratury. Prokuratorzy zażądali natomiast udostępnienia przez szpital, w którym pracuje prof. Grodzki, dokumentacji medycznej jego pacjentów z ostatnich kilkunastu lat. Bo prokuratura prowadzi postępowanie przeciwko profesorowi Grodzkiemu w sprawie „zachowania o charakterze korupcyjnym, które mogły mieć miejsce w szpitalu zarządzanym kilka lat temu przez obecnego marszałka Senatu”. Prokuratorów wspiera CBA. Podległa i posłuszna wobec PiS służba bez najmniejszego skrępowania opublikowała ogłoszenie, że szuka osób, które „dały się uwikłać w korupcyjny proceder” w szczecińskim szpitalu. Zapewnia równocześnie, że w zamian za złożenie stosownych oświadczeń osoby te będą mogły skorzystać z klauzuli niekaralności.

Profesor Tomasz Grodzki mówi zaś: – Jestem chirurgiem, który wielokrotnie znajdował się w dramatycznych sytuacjach, gdy życie ludzkie wisiało na włosku. Walczyłem o to życie i jestem przyzwyczajony do walki. Nie pozwolę sprowadzić się do roli ofiary. Wszelkie próby oczerniania i szargania mojej reputacji odbieram nie jako atak na Tomasza Grodzkiego, ale na marszałka Senatu, który staje w obronie praworządności, przyzwoitości i wzajemnego szacunku obywateli.

Ale siewcy wzbudzania nienawiści wobec profesora nie ustępują. W Internecie trwa zmasowany atak na profesora, który zaczyna już dotykać także jego rodzinę. Takimi wpisami jak „Wybijemy twoją rodzinę, a ciebie nabijemy na pal, skorumpowany śmieciu” prokuratura Ziobry się nie zajmuje. A fachowcy mówią, że przy obecnych narzędziach informatycznych znalezienie jego autora nie powinno nastręczać żadnych kłopotów.

To tylko dowód, że Polska pod rządami PiS staje się polem do popisu dla różnego autoramentu mętów i kanalii.

Krzysztof Pipała, redaktor naczelny Głosu Polonii