Polska armia w stanie rozkładu – część 1

str-20-macierewicz

Z chwilą przejęcia władzy przez PiS polska armia weszła w stan rozkładu. To książkowy przykład, co może się stać z każdą instytucją, gdy na jej czele stanie człowiek niekompetentny, nieodpowiedzialny, przepełniony kompleksami i nienawiścią do politycznych przeciwników. Na dodatek zupełnie oderwany od realiów współczesnej myśli wojskowej. Gdyby chodziło o kółko rolnicze, skutki niekompetencji szefa odczuwałoby grono kilkunastu, co najwyżej kilkudziesięciu osób, ale armia jest instytucją, która ma stać na straży bezpieczeństwa państwa i jego obywateli. Gdy armia jest w stanie rozkładu, bezpieczeństwo państwa i jego obywateli jest wystawione na niebezpieczeństwo. I tak się dzieje w tej chwili w Polsce.

Po przejęciu władzy jesienią w 2015 roku PiS postawiło na czele Ministerstwa Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza. Przed wyborami skrzętnie wycofało z pola widzenia wyborców tę groteskową, acz groźną dla polskiej polityki postać, a partia ustami swoich prominentnych przedstawicieli zapewniała, że jeśli wygra wybory, to kierownictwo MON obejmie Jarosław Gowin. To była oczywista zasłona dymna. Szefowanie MON było zarówno marzeniem jak też obsesją Antoniego Macierewicza, trudno więc było sobie wyobrazić, by jako czołowa postać partii PiS nie dopiął swego. Stał się więc cywilnym szefem polskich sił zbrojnych i rozpoczął w armii swoje rządy.

Zaczął zwalniać doświadczonych w misjach wojskowych dowódców, mających za sobą także studia i kursy w najlepszych amerykańskich uczelniach wojskowych. Były to rządy niszczące zasoby dowódcze polskiej armii, wprowadzające chaos i także karykaturalne. Najlepszą ilustracją tego ostatniego słowa był niejaki Bartłomiej Misiewicz, do momentu awansowania go przez Macierewicza pomocnik aptekarza w podwarszawskich Łomiankach, ale partyjnie jego asystent. Macierewicz zrobił 25-latka szefem swojego gabinetu i młodzian zaczął panoszyć się w wojsku, zwalniać oficerów, a tym którzy zostali, nakazywał mówić do siebie per „panie ministrze”. Na początku było to zabawne, ale szybko okazało się, że jest to zmyślnie prowadzony rozkład polskiej armii. Posłużę się w tym tekście obszernymi cytatami z wypowiedzi Mirosława Różańskiego, generała broni, który w latach 2015-2016 był dowódcą generalnym sił zbrojnych i właśnie w 2016 r. złożył dymisję z tego stanowiska, bo, jak mówi, „nie mogłem być twarzą tego, co robił Antoni Macierewicz, który zdemontował siły zbrojne. Pytanie: świadomie, czy nie?”.

W rozmowie z Donatą Subbotko (Magazyn Świąteczny Gazety Wyborczej) generał Różański robi odwołania do sytuacji sprzed 1 września 1939 r. Jest ku temu okazja, ponieważ rozmowa została opublikowana w wydaniu sobotnio-niedzielnym z datą 31 sierpnia – 1 września, czyli w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Gen. Różański przypomina więc:

Jan Nowak-Jeziorański uważał, że analiza błyskawicznej klęski w 1939 r. powinna być wykładnią dla bezpieczeństwa Polski w XXI w. Obóz rządzący tej lekcji nie odrobił. (…) Co było jedną z przyczyn klęski wrześniowej? Sanacja mocno zredukowała oficerów, którzy wywodzili się z armii zaborczych, pruskiej i rosyjskiej, honorowani byli tylko legioniści i bez względu na zasługi. Generałowie Kutrzeba, Mossor i Sikorski, którzy postulowali zmiany funkcjonowania wojska i prowadzenia operacji obronnej, byli odsuwani. A część tych legionowych się nie popisała. Już w siódmym dniu wojny naczelny wódz opuścił stolicę i przeniósł się do Brześcia. (…) Wracając do współczesności – trzy potężne operacje: Anakondę, największe ćwiczenia wojskowe po 1989 r., przygotowanie szczytu NATO w Polsce i wizytę ojca św. Franciszka, nadzorowało trzech oficerów: gen. Mieczysław Gocuł, gen. Marek Tomaszycki i ja. To my tez przygotowaliśmy żołnierzy, którzy wyjechali na wojnę na Ukrainę jako zespoły szkoleniowe. To my wysłaliśmy nasze F-16 na Bliski Wschód, gdzie realizowały zadania nad Irakiem i Syrią. I za to nas odsunięto. Staliśmy się niewygodni, bo jesteśmy profesjonalistami, a obecny rząd potrzebuje ludzi, którzy zgodzą się na wszystko. Znowu przywołam 1 września. (…) W 1939 r. plan obronny kraju był przygotowywany dopiero od marca 1939 r., mimo że od kilku lat było wiadomo, że Niemcy się zbroją, a Rosja prowadzi intensywne ćwiczenia. A myśmy czekali. Dziś też czekamy”.

Gen. Różański obnaża również anachroniczne podejście obecnych polskich władz do współczesnych wojen i roli, jaką ma w nich do odegrania wojsko. – Odnoszę wrażenie – mówi generał – że Macierewiczowi marzy się druga hekatomba jak powstanie warszawskie. 15 sierpnia podczas defilady prezydent, premier i minister mówili, że są dumni, bo nasi żołnierze są gotowi ponieść najwyższą ofiarę. Nie zgadzam się z tym. Jestem tego zdania co Patton (George Patton, amerykański generał, podczas II wojny dowodzący 3. armią USA), który powiedział: Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją. (…) A my słyszymy, że rząd chce stworzyć formację, która będzie działała na tyłach wrogach. Czyli ktoś dopuszcza myśl o kolejnej okupacji? Nie jesteśmy przygotowani do nowoczesnej wojny.

Fundamentem koncepcji obronnej kraju według Macierewicza było utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej, które w przypadku agresji Rosji, miały prowadzić walkę ze świetnie wyszkolonymi komandosami Specnazu. Mówiąc humorystycznie, bo inaczej o WOT jako przeciwniku Specnazu mówić się nie da, każdy żołnierz tej formacji miał stać za każdym krzakiem i go bronić. To w XXI wieku myślenie o wojnie jakby się nie wyszło z okopów od 1939 roku. Ale takie myślenie buzuje w głowie polskiego prezydenta i ministra Błaszczaka z MON, gdy mówią o wspaniałym duchu bojowym żołnierzy WOT. Duch bojowy jest tak ogromny, że nigdy nie udało się do WOT zwerbować zakładanej przez Macierewicza liczby 53 tys. ochotników. Zebrało się ok. 20 tys., a „wspaniały duch” sprawił, że tylko w ubiegłym roku odeszło z szeregów tej formacji 2,6 tys. osób. Młodzi ludzie szybko się przekonują, że w razie czego bardzo szybko staliby się przysłowiowym „mięsem armatnim”. Mimo że nowoczesna wojna, to coś zupełnie innego niż zuchowsko-harcerskie zabawy Macierewicza i jego popleczników.

– Chciałbym – mówi generał Różanski – żeby (…) żołnierze byli wyposażeni w takie urządzenia i narzędzia walki, które będą dla nich bezpieczne – żeby mogli oddziaływać, sami pozostając poza strefą oddziaływania. Stawiałbym na systemy bezzałogowe, które pozwalają uzyskać przewagę bez wysyłania polskiego żołnierza w kierunku zagrożenia. (…) Wolałbym, żeby przy jednej konsoli stał wyszkolony żołnierz, który ma w powietrzu np. pięć aparatów latających. I będzie mógł tymi narzędziami unieszkodliwić system, który nam zagraża. Marzy mi się, że będziemy mieli centrum analityczne, ukryte głęboko pod ziemią, tak wyposażone, byśmy wiedzieli, co się dzieje wzdłuż naszej granicy i kilka tysięcy kilometrów od niej.

Marzenia niedawnego dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych są oparte na dogłębnej wiedzy o kierunku rozwoju wojskowych technologii na świecie, potencjale armii poszczególnych krajów, w tym także tych nam najbliższym i najbardziej potencjalnie zagrażającym. Aby marzenia wojskowego fachowca przekuć w rzeczywistość, trzeba jednak rozumnych polityków, którzy mają już może nie wiedzę, ale przynajmniej pojęcie o tym, w jakim kierunku powinno się rozwijać polskie siły zbrojone. Gdy się słuchało wywodów Macierewicza, teraz słucha jego następcy, a także prezydenta upajających się wspaniałym duchem żołnierzy WOT, przypomina się wypowiedź innego fachowca wojskowości, którego słowa już kiedyś chyba na tych łamach cytowałem. Mówił on, że właściwie wyszkolony żołnierz sił specjalnych odpowiada na polu walki sile bodajże 43, też wyszkolonych, ale żołnierzy piechoty. Jeden taki komandos poradziłby sobie w razie zbrojnego konfliktu pewnie z setką Macierewiczowskich żołnierzy WOT. Z samym Macierewiczem zapewne nie, bo pamiętając jego bohaterską ucieczkę ze Smoleńska po katastrofie prezydenckiego samolotu, byłby pierwszym, który dałby nogę gdzieś za granicę.

Tym zgryźliwym zdaniem kończę ten artykuł, ale tylko pierwszą jego część, ponieważ rozkład polskiej armii w wykonaniu Macierewicza i PiS jest wręcz porażający. W następnym wydaniu napiszę o konkretnych przykładach dewastowania polskich sił zbrojnych przez Macierewicza i wojnie hybrydowej, jaką Rosja być może już z Polską prowadzi, oczywiście bez wiedzy genialnych władz PiS.

Michał Tomkiewicz