Polska bieda coraz mniejsza, ale…

str-11

Skala ubóstwa w Polsce się zmniejsza. Tak wynika z najnowszych danych zebranych i opracowanych przez Główny Urząd Statystyczny. Trzeba tylko przypomnieć, że po objęciu rządów przez PiS wymieniono kierownictwo GUS i, jak powiedział kilka miesięcy po owej zmianie jeden z byłych pracowników, tej instytucji, zmieniono również metodologię prezentowania wyników badań. To tak na marginesie, bo owe zmiany na pewno nie wpłynęły na zwiększenie obiektywizmu wyników badań. Ale wracajmy do polskiej biedy i jej skali.

GUS twierdzi, że w porównaniu z rokiem 2015, w roku 2017 zmalała w Polsce liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie. Trzy lata temu odsetek tych najbiedniejszych wyrażał się liczba 4,9 proc., obecnie jest to 4,3 proc. Nie od dwóch lat, lecz co najmniej od dekady, nie widać w Polsce biedy, co oczywiście nie znaczy, że na polskich ulicach nie ma żebraków. Są, ale najczęściej są to wysyłani na ulicę „po zarobek” Cyganie, którzy do perfekcji opanowali udawanie biednych, obciążonych potomstwem matek z Mołdawii albo Rumunii. To jednak jest folklor, ale nie bieda. Z tym że, jak mówi doświadczony pracownik opieki społecznej, polska bieda ma to do siebie, że jej nie widać, ponieważ się chowa. Biedni ludzie nie chcą się ujawniać ze swoim ubóstwem i umiejętnie się pod tym względem maskują. A patrząc na problem w skali całego kraju, to osób żyjących w skrajnym ubóstwie wcale nie jest mało. Owe 4,3 proc. przy liczbie mieszkańców Polski wynoszącej 38 433 600 osób (dane z 31 grudnia 2017 r.) przekłada się na ponad 1,6 mln biedujących. Dla zobrazowania skali biedy trzeba przytoczyć, że Warszawa liczy 1,76 mln mieszkańców.

Z danych zaprezentowanych przez GUS możemy się dowiedzieć, że w ciągu dwóch lat w omawianym okresie 2015 – 2017, w sposób widoczny poprawiła się sytuacja materialna rodzin wielodzietnych, mieszkańców wsi oraz osób z podstawowym wykształceniem. Jednak nadal około 1 proc. Polaków tworzących gospodarstwa domowe (są gospodarstwa jednoosobowe i wieloosobowe) musi codziennie rezygnować z jednego z podstawowych posiłków (śniadanie, obiad lub kolacja), ponieważ nie mają na to pieniędzy. A ten jeden tylko procent to około 140 tys. polskich gospodarstw domowych.

Brak pieniędzy na śniadanie, obiad lub kolację jest tylko jednym ze wskaźników ilustrujących skrajne ubóstwo, ale nie głównym . Granicę skrajnego ubóstwa ustala się bowiem obliczając kwotę pieniędzy, która potrzebna jest do zaspokojenia potrzeb niezbędnych dla zdrowia i życia, których nie można odłożyć w czasie. W przypadku gospodarstw jednoosobowych kwota ta wynosiła w 2017 roku 582 zł, a w przypadku gospodarstw wieloosobowych 1571 zł. Dla celów statystycznych przyjęto, że wieloosobowe gospodarstwo domowe składa się z dwóch osób dorosłych oraz dwojga dzieci do 14 roku życia.

Oprócz ubóstwa skrajnego istnieje jeszcze pojęcie „ubóstwo relatywne”. Tym terminem określa się gospodarstwa domowe, które miesięcznie wydają na swoje utrzymanie jedynie połowę średniej miesięcznej kwoty wydawanej przez statystyczne polskie gospodarstwo domowe. W przypadku jednoosobowych gospodarstw domowych granicę relatywnego ubóstwa wyznacza kwota 799 zł, w odniesieniu do gospodarstw wieloosobowych jest to 2157 zł.

W sprawozdawczości GUS znajduje się także pozycja pod nazwą „ubóstwo dochodowe”. W jego przypadku próg ubóstwa obliczony został na 1280 zł miesięcznie dla jednoosobowego gospodarstwa domowego oraz 2688 zł dla gospodarstwa wieloosobowego. No i okazuje się, że aż 13,2 proc. polskich gospodarstw domowych żyje poniżej tego progu. Gdy procenty przełożymy na liczby, to staje się oczywiste, że spośród wszystkich gospodarstw domowych w Polsce, których liczba wynosi ok. 14 mln, poniżej tego progu znajduje się aż 1 milion 848 z nich. To liczba, przyznajmy, niebagatelna.

Niby więc jest lepiej, biedy nie widać, ale ponad jednej czwartej polskich rodzin (28,4 proc.) nie stać na przynajmniej jeden tydzień wakacji w roku, aż 17 proc. rodzin brakuje pieniędzy na dentystę lub lekarza specjalistę, ponad jedna piąta (22,7 proc.) nie jest w stanie pokryć niespodziewanego, nagłego wydatku w granicach 400 – 500 zł. Co szóstej rodziny nie stać na kupno nowych mebli, natomiast w aż 5,7 proc. gospodarstw domowych nie ma pieniędzy na kupno ubrań, butów czy pościeli.

Idzie zima, a tu okazuje się, że aż 26,5 proc. gospodarstw domowych nie stać na to, by było w nich wystarczająco ciepło, a koszty energii mają jeszcze lada dzień poszybować w górę . Ta wyliczanka niedostatku w odniesieniu do warunków mieszkaniowych to nie wszystko, bo… 11,3 proc. polskich rodzin mieszka w wilgotnych i ciemnych lokalach, 7,8 proc. ma złe lub bardzo złe warunki sanitarne, czyli brak wody bieżącej, także łazienki i toalety. Polacy, którzy mieszkają w domach i mieszkaniach z kompletną infrastrukturą i wyposażeniem, nie zdają sobie sprawy, jak duży procent ich rodaków może sobie o czymś takim tylko pomarzyć.

Skrajne ubóstwo w największych stopniu dotyczy grupy osób określanych w opracowaniach statystycznych dziwnym terminem „utrzymujący się ze źródeł niezarobkowych”. Chodzi zapewne o tych, którzy są klientami pomocy społecznej i 10,4 proc. spośród nich dotyczy ten właśnie poziom egzystencji. Skrajne ubóstwo obejmuje aż 9,7 proc. rolników , 7,3 proc. rencistów, 4,4 proc. emerytów, 3,3 proc. pracowników i 2,6 proc. pracujących na własny rachunek.

Jeśli chodzi o wykształcenie, to największy odsetek upośledzonych ubóstwem dotyczy ludzi, których edukacja nie przekroczyła statusu gimnazjalisty (10 proc.), znacznie mniej, bo 6,6 proc. jest w tej sytuacji absolwentów szkół zawodowych, 2,8 proc. posiadających wykształcenie średnie i 0,8 proc. wyższe. Ujmując problem w kategoriach wiekowych, to w największym stopniu dotyka on ludzi młodych, do 17 roku życia (obejmuje aż 4,7 proc. tej populacji) i niewiele mniej (4,4 proc.) Polaków w wieku od 18 do 64 roku życia. Najmniejszy procent (3,6) pogrążonych w ubóstwie dotyczy, o dziwo, najstarszych mieszkańców, czyli tych liczących sobie 65 lat i starszych.

Wracając zaś do najmłodszych, to GUS podaje, że co czwarte polskie dziecko doświadcza braku bezpieczeństwa żywieniowego. Odsetek dzieci zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym był co prawda w roku 2017 mniejszy niż w latach poprzednich, ale i tak wysoki, bo obejmował 17,9 proc. najmłodszych. W ukształtowaniu na mapie Europy mniej niż w Polsce dzieci zagrożonych ubóstwem było w Czechach (14,2 proc.), Danii (14,5), po 15,1 proc. w Finlandii i Słowenii, natomiast więcej w tak zamożnych krajach jak Niemcy (18 proc.), Szwecja (19,4 proc.), Belgia (22 proc.), Francja (22,3 proc.). Rekordowa jest pod tym względem sytuacja w Rumunii, w której zagrożenie ubóstwem dotyczy aż 41,7 proc. dzieci.
Wracając zaś do Polski i jej mapy biedy, to najtrudniejsza sytuacja jest w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim i małopolskim, w których zagrożenie ubóstwem dotyczy 7,1 proc. mieszkańców. Nieco lepsza sytuacja jest w podkarpackim, lubelskim, świętokrzyskim i wielkopolskim (od 5,1 do 7 proc.), jeszcze lepsza w mazowieckim, kujawsko-pomorskim, pomorskim, lubuskim, dolnośląskim i opolskim (od 2,6 do 5 proc.), a najlepsza w śląskim, łódzkim i zachodniopomorskim (do 2,5 proc.).

Zdecydowanie większa bieda panuje oczywiście na wsi. W skali całej Polski dotyczy to aż 7,3 proc. ludności wiejskiej, trzy razy więcej niż Polaków żyjących w miastach (2,4 proc.). Pod względem liczby osób tworzących gospodarstwo domowe, z problemem tym borykają się szczególnie rodziny z trojgiem dzieci (6,4 proc.), a w najmniejszym stopniu rodziny składające się z dwóch osób dorosłych i jednego dziecka.

Wojciech Sandecki