Polska coraz bliżej Niemiec

str-16

Pod względem jakości życia rzeczywiście zbliżamy się do Niemiec – największej potęgi gospodarczej Unii Europejskiej, ale tyko w jednym aspekcie. W konsumpcji. W 1995 roku polska konsumpcja stanowiła zaledwie 44% średniej w Unii Europejskiej, w Niemczech była trzy razy wyższa i przekraczała unijną średnią aż o 35%. Stosunek konsumpcji w Polsce i w Niemczech miał się więc 44 do 135. Przepaść. Ale Polacy bardzo szybko zaczęli tę przepaść zasypywać.

Do roku 2006, a więc podczas 11 lat, konsumpcja w Polsce zwiększyła się bardzo dużo, bo do poziomu 54% europejskiej średniej. Największe przyspieszenie nastąpiło jednak w sześcioleciu 2006 do 2012, kiedy to wzrost w tej dziedzinie był nie zwykle dynamiczny, bo wyniósł aż 22 punkty procentowe. Ekonomiści zwracają uwagę, że stało się tak za sprawą… kryzysu finansowego, który rozpoczął się w 2008 r. i doprowadził do gospodarczej recesji w wielu krajach Europy i świata. Gdy prezentowano mapę Europy, wszystkie kraje Unii zaznaczone były czerwonym kolorem recesji i na tym tle jedynie Polska wyróżniała się kolorem zielonym, przyjętym dla krajów, których gospodarka nie została objęta stagnacją. Ukuło się wtedy powiedzenie, że Polska jest „zieloną wyspą” na morzu recesji. Tak było w istocie. Po roku 2012, gdy Europa zaczęła się otrząsać z kryzysu gospodarczego, wzrost polskiej konsumpcji wyhamował. Ale tylko wzrost, bo osiągnięty poziom nie spadł, tyle tylko, że od tego momentu bardzo powoli piął się w górę.

I w 2017 roku wzrost osiągnął poziom 76%, zaś w Niemczech stanowił 122% średniej unijnej. Sąsiedzi zza zachodniej granicy nadal są pod tym względem zdecydowanie przez Polakami, ale przewaga nie jest już trzykrotna, jak było w 1995 r., większa jedynie 1,6 raza (122 podzielone przez 76 równa się 1,6). Polacy mogą się więc chlubić, że podczas zaledwie 22 lat, a więc w ciągu niespełna jednego pokolenia (kolejne pokolenie rodzi się co 30 lat), zmniejszyli pod względem konsumpcji dystans do Niemiec o połowę, niemal dogonili Czechów i znacząco wyprzedzili Węgrów.

Te dane nie pochodzą od jakiejś rodzimej polskiej sondażowni, której badania mają zapewnić dobre samopoczucie przeciętnego Polaka, lecz są efektem wnikliwych badań Eurostatu. Eurostat to skrót od powstałego w 1971 r. Europejskiego Urzędu Statystycznego, będącego urzędem Komisji Europejskiej i mającego siedzibę w Luksemburgu.

Dla Czytelnika ważna będzie odpowiedź na pytanie – dlaczego wskaźnik konsumpcji jest tak istotny dla określenia poziomu gospodarki danego kraju i zasobności jego mieszkańców? Zazwyczaj, aby zilustrować poziom gospodarki, ekonomiści posługują się wskaźnikiem PKB (produkt krajowy brutto) danego kraju. Ekonomiści dzielą PKB na cztery części, a jedną z tych części jest właśnie konsumpcja. Skoro PKB oddaje poziom gospodarki danego kraju, to dlaczego kładziemy tak duży nacisk na jeden z jego elementów? Mówiąc wprost – PKB, czyli poziom gospodarki danego kraju może być wysoki, a nawet bardzo wysoki, ale to nie znaczy , że wraz z nim automatycznie wzrasta finansowa zasobność jego mieszkańców.

Najlepszym tego przykładem są Chiny, a także Polska. Od czasu wprowadzenia reform gospodarczych poziom PKB Chin niezwykle gwałtownie wzrastał, dynamicznie rósł eksport, ale jego mieszkańcy żyli bardzo skromnie, o ile nie w biedzie. Działo się tak, ponieważ jednym z czynników, dzięki któremu osiągano dynamiczny wzrost gospodarczy, były niskie place. Skoro pracownik zarabiał mało, nie stać go było na kupno wielu towarów i usług, czyli poziom jego konsumpcji był niski. Możliwości konsumpcyjne wzrastały dopiero wtedy, gdy wzrastała płaca. I jeśli przeciętny Chińczyk oraz jego rodacy byli na tyle zasobni, że mogli kupować więcej dóbr i usług, konsumpcja wzrastała. Wskaźnik konsumpcji bezpośrednio świadczy więc o statusie materialnym społeczeństwa danego kraju, pośrednio o sile gospodarki i jej przychodach.

W Europie znamienny jest pod tym względem przykład Irlandii, kraju, który najszybciej wydobywał się z kryzysu roku 2008, odnotowując najwyższy przyrost PKB. I patrząc właśnie na PKB wystawia się Irlandii etykietę kraju niezwykle bogatego, ale to bogactwo nie przekłada się na zasobność przeciętnego obywatela, bo pod względem konsumpcji plasuje się ona wśród krajów o stosunkowo niskim jej przyroście. Bierze się to stąd, że na PKB Irlandii w bardzo dużym stopniu składa się eksport usług, które pochodzą z zarejestrowanych w Irlandii, ze względu na niskie podatki, oddziałów międzynarodowych koncernów. Podobnie jest na Węgrzech. Koncerny samochodowe, (między innymi Mercedes) ulokowały tam swoje fabryki, produkowane auta rozsyłają po całym świecie, eksport Węgier jest więc bardzo wysoki, a konsumpcja też bardzo, ale niska.

O tym, jak kształtowała się konsumpcja w innych krajach postkomunistycznych i jak na tym tle prezentowała się Polska można się przekonać studiując dane Eurostatu. Wynika z nich, że od roku 1995 do 2017 dynamika wzrostu konsumpcji największa była właśnie w kraju nad Wisłą.

Wspomniane już Węgry miały w 1995 r. konsumpcję na poziomie 54% średniej unijnej, Polska 44%. Byli więc pod tym względem zdecydowanie lepiej sytuowani. Po 10 latach dystans zmniejszył się jedynie o 3% (61 do 54), ale dziś jest już 76 do 63 dla Polski. Od momentu wejścia do Unii Europejskiej do 2017 r. konsumpcja na Węgrzech wzrosła o 2%, w Polsce o 22%. Węgry wyprzedziła pod tym względem także Rumunia. W 1995 r. ustępowała Węgrom o 15%, dziś wyprzedza je już o 5%. W naszym regionie najszybciej gonią Zachód po względem konsumpcji Polska (76% średniej unijnej), która dogoniła Słowację (też 76%), i Rumunia (68%), ale najbliżej tej średniej są Czechy (80%), które jednak od dłuższego czasu odnotowują znikome w tym względzie wzrosty.

Jeśli więc chcemy się dowiedzieć, jak żyje się przeciętnemu mieszkańcowi danego kraju, to patrzmy na poziom konsumpcji. Poziom PKB też oczywiście jest ważny, ale w odniesieniu do konsumpcji niezbyt precyzyjny.

Piotr Skawiński