Polska trwale podzielona

str-1

Miasta mówią PiS-owi NIE” zatytułował swój powyborczy artykuł na pierwszej stronie jeden z najbardziej opiniotwórczych polskich dzienników. I ten tytuł jest najkrótszą, ale też najbardziej trafną oceną wyborów samorządowych, które przeprowadzono w Polsce 21 października. Mieszkańcy niemal wszystkich polskich miast wojewódzkich zagłosowali na przedstawicieli Koalicji Obywatelskiej (Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Barbara Nowacka) kandydujących na prezydentów tych miast. Do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze wynik wyborów w Krakowie i w Gdańsku.

Pod Wawelem dotychczasowy prezydent Jacek Majchrowski (43,7 proc. głosów) nie zdołał wygrać w pierwszej turze z kandydatką PiS, Małgorzatą Wassermann (33,6 proc.), podobnie nad morzem. W Gdańsku dotychczasowy prezydent, Paweł Adamowicz, od lat wściekle atakowany na różne sposoby przez PiS, osiągnął bardzo zbliżony wynik (36,7 proc.) do kandydata partii Kaczyńskiego, czyli Kacpra Płażyńskiego (32,3 proc.). Zarówno w Krakowie, jak i w Gdańsku o obsadzeniu fotela prezydentów miast, zadecyduje druga tura wyborów, do której dojdzie 4 listopada. Warto przy okazji zwrócić uwagę na fakt, że zarówno pretendentka do rządzenia Krakowem, jak też pretendent do sprawowania rządów w Gdańsku, są dziećmi polityków PiS, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku.

W największych polskich miastach (Warszawa, Poznań, Wrocław, Łódź) kandydaci Koalicji Obywatelskiej wygrali w pierwszej turze, a Hanna Zdanowska, ubiegająca się o reelekcję w Łodzi zdeklasowała wręcz kandydata PiS, osiągając aż 70,1 proc.

Największym zaskoczeniem jest jednak wynik wyborów na prezydenta Warszawy. Co prawda panowała powszechna opinia, że Rafał Trzaskowski wygra z kandydatem PiS, Patrykiem Jakim, ale ostatnie przedwyborcze sondaże wskazywały, że będzie to walka do końca i na ostateczny rezultat trzeba będzie poczekać do drugiej tury. Stało się inaczej. Warszawiacy tłumnie poszli do urn i uznali, że to Rafał Trzaskowski ma większe predyspozycje na prezydenta stolicy, nie zaś skompromitowany w wielu przypadkach, na dodatek pochodzący z Opola, Patryk Jaki. Trzaskowski już w pierwszej turze uzyskał poparcie 54,1 proc. wyborców i wręcz znokautował rywala (30,9 proc.). Znamienne, że na wieczór wyborczy Patryka Jakiego nie przybył żaden z prominentnych polityków PiS, a to przecież ta partia wystawiła go do wyborów.

Porażka PiS w dużych miastach wskazuje, że ich mieszkańcy kwestionują linię polityczną tej partii. Duże miasta skupiają bowiem ludzi wykształconych, umiejących myśleć samodzielnie, niepodatnych na kłamliwą i prymitywną retorykę. W dużych miastach mieszkają zwolennicy i przyjaciele Unii Europejskiej, która to wspólnota jest dla Jarosława Kaczyńskiego do zaakceptowania tylko wtedy, gdy wydaje ze swej kasy pieniądze na inwestycje w Polsce. Ludzie myślący zdają sobie bowiem sprawę, że marzeniem Kaczyńskiego jest wyprowadzenie Polski z Unii Europejskiej i zaprowadzenie autorytarnego stylu rządów w rodzaju Hiszpanii generała Franco, czy Salazara w Portugalii. W sojuszu z bardzo dalekim od Europy sprzymierzeńcem, bo z USA. Mieszkańcy dużych miast wiedzą co to wolność i swoboda poruszania się po świecie, co gwarantuje członkostwo w Unii Europejskiej. Szczególnie wiedzą to ci, którzy sporo lat przeżyli w PRL-u.

W powyborczy wieczór przedstawiciele PiS mieli bardzo niewyraźne miny, mimo że przecież w liczbach całkowitych wygrali wybory, bo przedstawiciele PiS zebrali w aż dziewięciu województwach więcej głosów niż Koalicja Obywatelska. Mimo to nie byli zadowoleni, czuli się przegrani, ponieważ Kaczyński i jego pretorianie żyli w przekonaniu, że zdobędą władzę w dużych miastach i z małymi wyjątkami we wszystkich województwach. Tak się nie stało. Dobre miny przybrali dopiero wtedy, gdy się okazało, że mogą samodzielnie rządzić w sześciu województwach, a w trzech kolejnych sprawować rządy koalicyjne.

Rozkład głosów w wyborach do sejmików wojewódzkich wskazuje, że Polska nadal jest podzielona na dwie polityczne krainy – Polskę na wschód od Wisły (wyjątek stanowi woj. warmińsko-mazurskie) i Polskę na zachód od Wisły (wyjątki to łódzkie i, o dziwo, dolnośląskie). Na wschód od Wisły od dawna mieszka twardy elektorat PiS, na zachód elektorat ceniący sobie wolność, niezawisłe sądy, wolne media i szanujący prawa człowieka.

Po pierwszym szoku, związanym z uzyskaniem znacznie gorszego wyniku niż oczekiwano, PiS uważa, że wybory wygrał, co potwierdzają liczby bezwzględne, ale podobnie mówią przedstawiciele PO i Nowoczesnej oraz PSL. Komentatorzy twierdzą, że PiS „wygrał, ale przegrał”, ponieważ nie osiągnął zakładanego celu, natomiast rywale są bardzo zadowoleni ze stanu posiadania. Plan Kaczyńskiego w odniesieniu do tych wyborów był bowiem taki, by zmarginalizować PO oraz Nowoczesną i wdeptać w ziemię, czyli całkowicie wyeliminować z życia politycznego PSL, co dałoby mu niepodzielną władzę na polskiej wsi. Tak się nie stało i dlatego przegrał. Mimo że od kilku miesięcy prowadził bezlitosną, kłamliwą, a czasami wręcz obrzydliwą kampanię polityczną w podległej sobie TVP przeciwko PSL. Chciał zohydzić tę partię mieszkańcom wsi. To się nie udało.

PO liczyło na wynik w granicach kilkunastu procent i obawiało się zdominowania przez PiS. Przekonało się natomiast o sile mądrych sojuszy i osiągnęło wynik w granicach 25 proc. Nie dał on co prawda Koalicji Obywatelskiej zwycięstwa, ale biorąc pod uwagę środki, w tym TVP, zaangażowane po stronie PiS, Koalicja mogła uzna

swój wynik za sukces i dobry prognostyk przed kolejnymi wyborami. Połączone siły PO, Nowoczesnej plus Barbara Nowacka (twierdząca niezmiennie i z uporem, że najważniejszą kwestią jest obalenie rządów PiS) ma przed sobą miesiące ciężkiej pracy, ale wybory samorządowe wykazały, że cel, jaki stanowi pokonanie PiS, jest realny. Bo Koalicja ma za sobą wsparcie bardzo dużej części społeczeństwa.

Po pierwszej turze Kaczyński zaczął jeździć po miastach i miasteczkach, by wspierać kandydatów PiS, którzy dostali się do drugiej tury. Wszędzie mówi, że należy przekonywać mieszkańców do sukcesów rządów jego partii, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że wiatr powoli zaczął zmieniać kierunek i nie wieje już tylko w jego żagiel. Dochodzące zza kulisów PiS odgłosy wściekłości z osiągniętych wyników, szukanie winnych i rozgrywki pomiędzy różnymi frakcjami dowodzą, że król powoli staje się nagi. Pozostaje odpowiedź na pytanie czy opozycja potrafi to wykorzystać.

Krzysztof Pipała