Polska unijnym liderem w produkcji… kurczaków

str-20-polska-liderem-w-produkcji-kurczakow

Kraj nad Wisłą jest potęgą w produkcji kurczaków, a tym samym mięsa drobiowego. Nie ma oczywiście szans, by zagdakać cały świat, bo podium kurczakowego biznesu zajmują kraje, z których każdy jest kilkanaście razy większy od Polski. Czołówkę światowych producentów stanowią USA, za nią jest kojarząca się bardziej z kolorowymi ptakami amazońskiej dżungli niż z kurczakami Brazylia, a brązowy medal w tej kategorii noszą Chińczycy. Ważne, że tuż za podium, czyli na miejscu czwartym w produkcji kurczaków znajduje się Unia Europejska, a Polska jest pod tym względem unijnym liderem.

Liderujący w tej branży Amerykanie wyprodukowali w 2016 r. 18,3 mln ton mięsa drobiowego, Brazylijczycy 13,6 mln ton, zaś Chińczycy ledwie 12,7 mln ton. Polskie 2 268 tys. ton wygląda w tym zestawieniu nader skromnie, no ale w Ameryce KFC jest na każdym kroku, a u nas rosół z kurczaka z dodatkiem mięsa wołowego serwuje się zazwyczaj podczas rodzinnego niedzielnego obiadu u mamy.

Ale… Jeśli trochę pożonglujemy liczbami, to się okaże, że kurczakowe podium też się nam należy i to wcale nie jego najniższy stopień. Bo jeśli te nasze niespełna 2,3 mln ton podzielimy przez liczbę mieszkańców, to mile zaskoczeni stwierdzimy, że lepsi od nas (59 kg per capita) są tylko Brazylijczycy (65 kg), z bezpieczną przewagą 3 kg wyprzedzamy Amerykanów (56 kg), natomiast rozmnożeni skośnoocy znad Żółtej Rzeki mają szansę oglądać plecy polskich producentów drobiu jedynie przez lornetkę, bo na jednego Chińczyka przypada ledwie 9,2 kg mięsa z popularnego nielota.

W całej Unii Europejskiej wyprodukowano w omawianym roku 11 mln ton drobiu, czyli na Polskę przypada prawie jedna czwarta jej całkowitej produkcji. Zaskakuje stosunkowo niska produkcja w ogromnych Indiach (4,2 mln ton), gdzie są duże obszary biedy, a przecież mięso z kurczaka należy do najtańszych. Rosja, która systematycznie wychodzi z komunizmu i równie systematycznie weń popada produkuje 3,8 mln ton, ogromny Meksyk tylko 3,3 mln t, Argentyna 2,1 mln, Turcja 2 mln, Tajlandia 1,8 mln t, a znajdująca się tuż poza pierwszą dziesiątką producentów niemała przecież Indonezja produkuje 1,6 mln ton.

Wysoka pozycja Polski daje jej producentom drobiu satysfakcję, ale utrzymanie tej wysokiej pozycji wcale nie jest łatwe, ponieważ konkurencja na światowym rynku drobiarskim jest ogromna. W 2017 r. eksport mięsa drobiowego z Unii Europejskiej na rynek krajów afrykańskich spadł aż o 72 %, natomiast eksport USA i Brazylii wzrósł czterokrotnie. Co było przyczyną? Otóż w Polsce, która, o czym pisaliśmy wyżej, jest największym producentem mięsa drobiowego w UE , zlokalizowano między grudniem 2016 r., a kwietniem 2017 r. ogniska grypy ptaków, co sprawiło, że kilka krajów, w tym afrykańskie, zrezygnowały z importu polskiego drobiu. Konkurencja z Brazylii i USA skrzętnie jednak wykorzystały pojawienie się w Polsce wirusa i polski eksport przyspieszył dopiero po lipcu, gdy ogłoszono oficjalnie, że kraj jest od tego wirusa już wolny. W konsekwencji zakłady przemysłu drobiarskiego wytworzyły w 2017 r. 2 mln 679 tys. ton mięsa drobiowego, o 8,8% więcej w stosunku do roku poprzedniego, ale ten przyrost był o niemal połowę mniejszy niż w roku 2016 w stosunku do roku 2015. Regres odnotowano także, co było nieuniknione, w eksporcie. Sprzedaż zagraniczna zwiększyła się co prawda o 9,6%, ale rok wcześniej tempo wzrostu wyniosło aż o 24%.

Mimo tej bardzo niekorzystnej sytuacji eksport do większości dotychczasowych odbiorców polskiego mięsa drobiowego zwiększył się. Do tradycyjnie największych, czyli do Niemiec jednak tylko o 1%, osiągając 121,1 tys. t, a do Wlk. Brytanii o 5% (69,2 tys. t). Procentowo największy przyrost w eksporcie, o 61%, odnotowano na rynek belgijski (23,9 tys. t), następnie hiszpański 52% (22,8 tys. t), Hongkongu 33% (27,9 tys. t) i francuski 26% (60,7 tys. t). W sumie zagraniczni odbiorcy kupili 42% wyprodukowanego w Polsce mięsa drobiowego. Prawie 60% zostaje w kraju, co sprawia, że spożycie (nie mylić z produkcją) na głowę przeciętnego Polaka wynosi ok. 30 kg.

Sytuacja jest więc dobra, a gdyby nie wirus grypy byłaby jeszcze lepsza, ale nigdy nie jest tak, że nie ma problemów. Wysoka produkcja mięsa drobiowego sprawia, że jego ceny są zarówno w skupie, jak i w detalu niskie. To zadowala oczywiście konsumentów, tym bardziej, że coraz więcej z nich ma wyższą świadomość, nazwijmy to – „dietetyczną” i ogranicza spożywanie mięsa czerwonego, przede wszystkim wieprzowego, na rzecz drobiu. Ale niskie ceny spędzają sen z powiek producentom, bo: Na Zachodzie ogranicza się hodowlę. Hodowcy świadomie umawiają sie, że zrobią mniejsze wstawienia, żeby utrzymać cenę i nie pracować za darmo. U nas nikt się nie przejmuje tym, że za chwilę może nastąpić takie nasycenie, że nie będzie gdzie dobrze sprzedać wyhodowanego drobiu albo będzie tak tani, że nie pokryje się kosztów hodowli i kredytów. Produkcja rośnie i to dość niebezpiecznie. W przypadku nadwyżki żywca drobiowego na rynku zakład nie może zapłacić hodowcy odpowiedniej dla niego ceny. Wynika to z nadwyżki na rynku mięsa drobiowego i związanym z tym spadkiem cen. Hodowcy czasem wstrzymują wstawienia lub przerywają je na jakiś czas, po to, żeby przetrwać gorszy okres. Cena indyka spada czasami do poziomu niepokrywającego koszty wytworzenia. To opinia Wojciecha Zarzyckiego, wiceprezesa Zakładu Drobiarskiego w Stasinie, jednego z większych polskich producentów mięsa drobiowego, który sprzedaje je niemal do wszystkich krajów europejskich.

Większości polskich producentów włos jeży się na głowie także, gdy czytają relacje prasowe dotyczące np. raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat stosowania antybiotyków w hodowli drobiu. Został on opublikowany 8 marca br. i polskie media zareagowały na to opracowanie sensacyjno-histerycznymi artykułami, do niebotycznych rozmiarów rozdmuchując kwestie związane z paszą do hodowli. – Trudno oprzeć się wrażeniu że wizerunkowi polskiego drobiu, bardziej niż sam raport NIK, zaszkodziły mainstreamowe media – mówi przedstawiciel drobiarskiej branży. – Nagłówki w rodzaju „Porażające wyniki kontroli NIK. 80 proc. drobiu zawiera w sobie antybiotyki” czy „Zwierzęta nafaszerowane antybiotykami”. Alarmujące artykuły na temat raportu NIK nie mają wiele wspólnego z tym, co rzeczywiście zawarła Izba w swoim opracowaniu. Konsumenci nie będą wchodzić głębiej w temat i dociekać, co faktycznie kryje się za tymi informacjami. Zobaczą szokujący tytuł i co najwyżej przeczytają lead. Zapamiętają z tego, że drób sprzedawany w Polsce jest nafaszerowany antybiotykami i że alarmuje o tym NIK. Często w takich przypadkach nie pomagają nawet sprostowania. Mleko się rozlało i nikt już nie docieka czy to faktycznie jest prawda.

Raporty raportami, narzekania narzekaniami, media mogą straszyć, ale producenci mięsa drobiowego w Polsce ani myślą składać broń i nadal będą rozwijać produkcję, a Polacy ani myślą rezygnować z mięsa drobiowego, bo coraz więcej osób uważa, że mimo wszystkich „ale”, jest ono i tak zdrowsze od wieprzowego.

Adam Lasocki