Polska zanika

str-22-23-polska-znika

Z roku na rok liczba mieszkańców Polski jest coraz mniejsza. Wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy kraju nad Wisłą coraz bardziej niechętnie bzykają się (przepraszam za ten kolokwializm, ale wszedł on do powszechnego użytku i zastąpił bardziej wulgarne słowo na „p”) w celach prokreacyjnych, nieustająco zaś w celach przyjemnościowych. Zmniejszająca się liczba urodzeń w Polsce i zwiększająca liczba zgonów, mają oczywiście wiele uwarunkowań. Co by się jednak nie rzekło, sytuacja demograficzna robi się fatalna.

Z danych, na razie wstępnych, opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny wyłania się obraz kraju, który zaczyna się wyludniać. Rodzi się coraz mniej dzieci, przybywa zaś emerytów, ci zaś prędzej lub później opuszczają ziemski padół. Odchodzenie w zaświaty przyspieszyło znacząco za rządów PiS. O ile do 2015 roku średnia długość życia Polaków się wydłużała, to podczas ostatnich 5 lat trend się odwrócił i z roku na rok Polacy żyją coraz krócej.

Główny powód jest oczywisty – zapaść służby zdrowia, odpływ lekarzy za granicę, drastyczny brak specjalistów, jeszcze bardziej drastycznie wydłużony okres oczekiwanie na przyjęcie do lekarzy, zamykanie szpitalnych oddziałów i całych szpitali. Rząd PiS szafuje publicznymi pieniędzmi na różnorodne programy socjalne i pod pretekstem poprawy bytu najniżej uposażonych uprawia polityczne przekupstwo. Program 500+, czyli 500 zł na dziecko w rodzinie, został ostatnio rozszerzony i będzie pochłaniał kolejne miliardy.

Jeśli ktoś dostaje, ktoś musi stracić. Na programach socjalnych najbardziej traci służba zdrowia, a skoro służba zdrowia, to opieka medyczna, w kolejności – szeregowy obywatel. Opublikowane ostatnio dane dotyczące publicznej kwesty na służbę zdrowia w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy są bardziej niż szokujące. Okazuje się otóż, że to dzięki tej społecznej akcji, tak otwarcie bojkotowanej, a nawet niszczonej przez PiS i idący z nim pod rękę Kościół katolicki, polskie szpitale są coraz lepiej wyposażone. Co piąty otóż specjalistyczny sprzęt medyczny znajdujący się w nich został zakupiony za pieniądze pochodzące z tej kwesty. Gdzie jest polskie państwo i zapisany w konstytucji zapis obligujący to państwo do zapewnienia właściwej opieki medycznej obywatelom?

Polska więc się wyludnia i sytuacja staje się fatalna. W minionym roku 2019 roku przyrost naturalny był w kraju najniższy od… II wojny światowej. Co prawda między Bugiem a Odrą mieszkało pod koniec 2019 roku jeszcze 38 milionów 383 tysiące Polaków, ale była to liczba aż o 28 tysięcy mniejsza niż rok wcześniej. Powód? Przede wszystkim bardzo znaczący przyrost zgonów. W ubiegłym roku zmarło aż 410 tysięcy Polaków. I w tym miejscu znów musimy wrócić do polskiej służby zdrowia.

Główną bowiem przyczyną liczby zgonów są choroby układu krążenia oraz choroby nowotworowe, a na trzecim miejscu choroby układu oddechowe. Dwie pierwsze były przyczyną aż 70 procent zgonów spośród 410 zmarłych w roku 2019. I te liczby będą się tylko zwiększać.

Spośród dwudziestu kilku nowoczesnych terapii nowotworów, które ordynuje się pacjentom na świecie, w Polsce państwowa służba zdrowia finansuje zaledwie trzy lub cztery. Pozostałe są poza zasięgiem obywateli, których nie stać na leczenie prywatne. Potwierdza się więc maksyma, że lepiej być zdrowym i bogatym, niż biednym i chorym. W państwie, w którego konstytucji jest zapis, że każdy obywatel ma zagwarantowany dostęp do darmowego lecznictwa, zapis ten jest martwy. Mamy natomiast do czynienia ze swoistą selekcją – jeśli chcesz żyć, musisz mieć pieniądze, nie masz pieniędzy – do widzenia!

Każda sytuacja chorego na raka, który nie może otrzymać skutecznej terapii, jest dramatyczna, ale szczególny ma ona wymiar, gdy dotyczy dzieci. Nic tedy dziwnego, że w polskich mediach co chwilę pojawiają się prośby zdesperowanych rodziców o pieniądze na kosztowne kuracje, najczęściej za granicą, ponieważ w Polsce są one niedostępne. Niewiele lepsza jest sytuacja cierpiących na choroby kardiologiczne. Lekarze nie mówią jeszcze o tym głośno, w mediach też jest na razie na ten temat cicho, ale lecznictwo kardiologiczne również objęły finansowe cięcia.

Remedium na poprawę sytuacji demograficznej, czyli zwiększenie dzietności i tym samym przyrostu naturalnego, miało być koronne osiągnięcie socjalne rządu PiS, czyli program 500+. Kobiety miały siedzieć w domu i rodzic dzieci, czemu przyklaskiwał oczywiście polski Kościół, którego funkcjonariusze tęsknią za średniowiecznym obliczem swojej instytucji i władzą, jaką im wtedy zapewniała. Ale nic z tego. Ostatnio rząd ustami premiera przyznał, że wprowadzenie 500+nie przyniosło zakładanego wzrostu urodzeń. Politycy opozycji nie bez racji twierdzą natomiast, że pod pretekstem poprawy sytuacji materialnej rodzin z dziećmi, program ten był niczym innym, jak po prostu prostackim przekupstwem wyborczym.

Dlaczego 500+ nie przyniosło spodziewanych efektów? Mimo bowiem nacisków Kościoła, kobiety w Polsce się emancypują. Coraz mniej z nich decyduje się na materialną zależność od swoich mężów, coraz więcej zdobywa wyższe wykształcenie i wybiera samodzielną karierę zawodową. Dzieci są dla takich kobiet obciążeniem. Być może decydowałyby się na nie wcześniej, gdyby mogły bezproblemowo uzyskać dla nich miejsce w żłobku i potem w przedszkolu. Ale bezproblemowo z tym nie jest. Jeśli więc już się na dziecko decydują, to po wywalczeniu i ustabilizowaniu swojej kariery zawodowej i statusu materialnego. Panowie w sukienkach mogą sobie nawoływać z ambon, że rolą kobiety jest dom, dzieci i usługiwanie mężowi, ale coraz więcej kobiet ten średniowieczno – poddańczy model życia ma tam, gdzie plecy swą szlachetną nazwę kończą.

Wprowadzenie 500+ doprowadziło jednak do tego, że kilkaset tysięcy kobiet zrezygnowało z pracy zawodowej, a mimo to liczba urodzeń nie wzrosła. Dlaczego ten istotny dla wielu rodzin zastrzyk finansowy tego nie spowodował? W przeważającej mierze dlatego, że pieniądze z programu rodziny postanowiły przeznaczyć na polepszenie warunków życia i swojego, i już posiadanych dzieci. Także na dodatkowe ich kształcenie. W konsekwencji rok 2019 był kolejnym, w którym urodziło się mniej dzieci niż w poprzednim. W 2019 odnotowani w Polsce 375 tys. urodzeń, czyli o 13 tys. mniej niż w roku 2018. Demografowie twierdzą, że spadkowy trend się utrzyma i co najgorsze – nie ma szans, by doszło do szybkiej i radykalnej zmiany na lepsze.

W roku 2013 liczba kobiet w wieku rozrodczym, czyli w przedziale od 15 do 49 roku życia, wynosiła 9,3 mln. Demografowie obliczyli z dużą dokładnością, że do 2050 r. zmniejszy się o 3,5 mln, do poziomu 5,8 mln. Siłą rzeczy drastycznie spadnie liczba urodzeń, bo ani nie ma ku temu warunków, nade wszystko dokonały się radykalne zmiany w sposobie życia kobiet i rodziny posiadające więcej niż troje dzieci stają się już ewenementem. Nawet troje dzieci w rodzinie jest obecnie zjawiskiem rzadkim.

Spada także liczba zawieranych małżeństw. W 2019 r. zawarto ich w Polsce 183 tys., o 120 tys. mniej niż 40 lat temu, w roku 1980. To zjawisko też wpływa w pewnym stopniu na malejącą liczbę urodzeń, mimo że związki niepoświadczone przysięgą małżeńską są coraz liczniejsze. Liczba dzieci rodzących się w związkach pozamałżeńskich rośnie w szybkim tempie. W 1990 r. liczba dzieci, które przyszły w nich na świat zamykała się w 6 procentach wszystkich urodzeń, dziś jest to już 25 proc., czyli co czwarte nowo narodzone dziecka ma mamę i tatę, którzy żyją w wolnym związku.

Za 30 lat, w roku 2050, aż 31,5 Polaków żyjących w kraju przekroczy 65 rok życia. Doprowadzi to do istotnych zmian społecznych. Będzie musiało się do niej dostosować państwo i instytucje publiczne. Nade wszystko służba zdrowia, która będzie musiała przestawić się na leczenie osób starszych, z czym dziś jest wręcz katastrofalnie. Obecnie w Polsce na 10 tys. mieszkańców w wieku powyżej 65 lat przypada 0,2 statystycznego łóżka w oddziałach geriatrycznych, a średnia w Europie jest 10 razy większa.

Jest jeszcze jedna kwestia. Trzeba będzie przestać straszyć i napuszczać Polaków na imigrantów, jak skutecznie robi to do dziś Kaczyński i jego PiS. Malejąca liczba mieszkańców w wieku produkcyjnym sprawi, że gospodarka będzie zwalniać, ponieważ nie będzie miał kto w niej pracować. Jedynym ratunkiem pozostaną imigranci. Już dziś są w Polsce branże, które bez pracowników z zagranicy musiałyby zamykać działalność. Ale do skutecznej polityki w tej dziedzinie potrzebny jest mądry rząd, o którym na razie można tylko w Polsce marzyć.

Andrzej Kawa