Polski lekarz był… portierem u Trumpa

trump-tower-ny

Donald Trump pewnie do dziś nie ma pojęcia o tym, że pod koniec lat osiemdziesiątych portierem w jednym z jego luksusowych apartamentowców w Nowym Jorku był młody Polak, który skrzętnie ukrywał, że jest z wykształcenia lekarzem. Natomiast ojciec Donalda, Fred, dowiedział się o tym po jakimś czasie i od tego momentu zaczął portiero-lekarzowi płacić większe pieniądze za dodatkowe prace.

Stanisław Mazur był najmłodszy w rodzinie, starsze rodzeństwo ukończyło studia inżynierskie, jemu zaś ojciec wskazał jako przedmiot studiów ogrodnictwo, ponieważ ojciec miał gospodarstwo rolne, a Staś miał być na tym gospodarstwie jego następcą. Z planowania nic jednak nie wyszło, bo będąc w szkole najmłodszy z Mazurów często rozmawiał z pracującym w Albigowej lekarzem i szybko doszedł do wniosku, że przynajmniej dla niego medycyna jest jednak znacznie bardziej pasjonującą dziedziną niż ogrodnictwo. Był najlepszym uczniem w szkole, więc został wytypowany na studia bez egzaminu, ale akademia medyczna była innego zdania i do egzaminów przystąpić jednak musiał. Więc przystąpił i zdał.

str-4-polski-lekasz-st-mazurPo studiach rozpoczął pracę w wojewódzkim szpitalu w Rzeszowie i jak każdy „prominentny” pracownik, nie tylko w branży medycznej, zarabiał około 20 dolarów miesięcznie. Były to bowiem czasy, gdy złotówka była pieniądzem umownym, nie mającym nic wspólnego i żadnego odniesienia do walut wymienialnych. Były to też czasy, w których każdy szukał szansy wyjazdu „za Ocean”, ponieważ Stany Zjednoczone były wówczas głównym kierunkiem zarobkowej emigracji Polaków. Gdy więc szansa wyjazdu otworzyła się przed młodym lekarzem na dorobku, nie zamierzał jej tracić, mimo że zostawiał w domu małe dziecko i żonę w trzecim miesiącu ciąży. Jak każdy wyjeżdżający Polak miał wizę na pół roku i jak każdy przedłużył sobie pobyt ponad jej ważność, w jego przypadku – o cały rok.

W Nowym Jorku miał szczęście, bo niemal z marszu dostał świetną, jak na każdego świeżego emigranta pracę. W jego przypadku była to praca portiera w jednym z luksusowych apartamentowców należących do Donalda Trumpa. Miał otwierać drzwi i wykonywać drobne prace. To była praca podstawowa. Ale jak każdy Polak, który wyjechał do Stanów za pracą, ale z założeniem, że prędzej lub później wraca do kraju, szukał też innych możliwości zarobku. W sklepie układał więc towary na półkach i dorabiał w przychodni lekarskiej na Greenpointcie, prowadzonej przez polskiego lekarza mającego stały pobyt i nostryfikowany w USA dyplom. Z czasem młody lekarz z Rzeszowa przebywający czasowo w NY zaczął też przyjmować pacjentów, ale diagnozy i recepty autoryzował właściciel. Stanisław Mazur nie ukrywa, że w NY działał w szarej strefie, czyli pracował „na czarno”.

Gdy w drugim dniu pracy w apartamentowcu przyjechał do niego Fred Trump, ojciec obecnego prezydenta, natychmiast zorientował się, że wita go nowy portier, więc zaczął ze Stanisławem Mazurem rozmawiać wypytując, skąd jest i jak się nazywa. Ot, zwykła grzecznościowa rozmowa, ale młody lekarz miał nogi nieco z waty, bo po pierwsze bał się ujawnić, że pracuje „na czarno”, po drugie – że jest lekarzem. Fred Trump z czasem dowiedział się jednak, jaki jest prawdziwy fach jego portiera, ale dał mu to odczuć tylko w ten sposób, że podwyższył mu stawkę za prace, które Stanisław dla niego wykonywał. Mary, żona seniora Trumpa, częstowała go herbatą i ciastkami, gdy przyjeżdżał do ich domu, by zająć się ogrodem, czy zimą odśnieżyć podjazd.

Z synem Freda, czyli Donaldem Trumpem, widywał się nie raz, nie dwa, pewnego dnia zdarzyło się nawet, że był świadkiem kłótni między nim, a jego ówczesną żoną Ivaną, która była Czeszką. W pewnym momencie awantury poskarżyła się Stanisławowi na męża po czesku i Donald zaintrygowany dopytywał, co mu powiedziała. Wybrnął z sytuacji ogólnikiem, że wszystkie żony mówią jedno i to samo. Podczas wizyt w ich apartamencie widywał też wielokrotnie ich córkę Ivankę, ale jak mówi, nie ma szans, by go zapamiętała, bo miała wtedy około 5 lat. Ale dziś ma zamiar Ivance Trump się przypomnieć. Bo po powrocie z zarobkowej emigracji Stanisław Mazur stał się też biznesmanem i nie ukrywa, że w tej kwestii wiele rodzinie Trumpów zawdzięcza. Zarobione u nich pieniądze to jedno, a drugie – że kluczem do sukcesu jest stworzenie zgranego zespołu.

Po powrocie do Polski Stanisław Mazur zrobił specjalizację z interny i z kardiologii, ale równolegle rozwijał własny medyczny biznes. Miał na niego pomysł już w Stanach, a zaczął go realizować niemal natychmiast, gdy postawił nogę na rzeszowskiej ziemi. Kupił aparat USG i było to pierwsze tego typu urządzenie w Rzeszowie i województwie, od którego rozpoczął się marsz ku nowoczesnej diagnostyce medycznej w regionie. Wiele osób właśnie USG dr. Mazura zawdzięcza życie, ponieważ umożliwiło szybkie rozpoznanie, a tym samym szybkie przeciwdziałanie rozwijającym się procesom chorobowym.

Od aparatu USG zaczęło się budowanie przychodni lekarskiej Medyk. Dziś jest to już Centrum Medyczne Medyk, a w jego strukturze działa kilkanaście przychodni w Rzeszowie i w innych miastach Podkarpacia świadczących pełny wachlarz usług medycznych. Podczas 28 lat działalności pracujący w Medyku lekarze udzielili kilkaset tysięcy porad, a ponieważ dr Mazur nie poprzestaje na tym, co już jest, tworzy rzeczy nowe. To nowe, to IP Cliniq Instytut Piękna. Najnowsze dziecko dr. Stanisława Mazura wyposażone jest w najnowocześniejszy sprzęt umożliwiający wszechstronne zabiegi z dziedziny chirurgii plastycznej, medycyny estetycznej, laseroterapii, kosmetologii. I co najważniejsze, kierując się doświadczeniem wyniesionym z obserwacji prowadzenia biznesu przez rodzinę Trumpów, dr Mazur zbudował zespół znakomitych lekarzy specjalizujących się w tej dziedzinie medycyny. Mówi dziś, że IP Cliniq nie jest jego ostatnim słowem, ponieważ fachowcy, którzy zdecydowali się u niego pracować, namawiają go do innych, równie fascynujących przedsięwzięć, a on jest na te namowy podatny. Ale nim to nastąpi, zorganizuje w IP Cliniq w Rzeszowie kongres poświęcony zdrowiu urodzie i z tego powodu przypomni się Ivance Trump, bo będzie chciał ją właśnie na ten kongres zaprosić.

Ewelina Kaszubska