Potężna córka… Łokietka

str-22

Gdyby przeciętnemu Polakowi zadać pytanie, która z Polek trzęsła połową Europy i z której zdaniem liczyli się najznaczniejsi wkładcy jej epoki, z całą pewnością miałby kłopoty z odpowiedzią. Przez głowę przebiegałyby mu pewnie królowa Jadwiga, może Anna Jagiellonka, a może nawet Marysieńka Sobieska, z bliższych nam pewnie Maria Skłodowska po mężu Curie. Stuprocentowej pewności nie miałby zapewne także historyk, którego zainteresowania naukowe wybiegały daleko poza wieki średnie.

Któż bowiem słyszał, a tym bardziej wiedział, że kobietą o takiej mocy była Elżbieta córka Władysława Łokietka. Mikry wzrostem, ale mocarny myślą i uczynkiem Łokietek pewnie sam nie wiedział, jaką moc przekaże dzieciątku płci żeńskiej, które ujrzało światło dzienne, gdy miał za sobą już 44 lata żywota. Było to w roku 1305. Córka jego Elżbieta stała się najpotężniejszą kobietą swojej epoki za sprawą „handlu żywym towarem”. Oddajemy te trzy słowa w cudzysłów, bowiem w epoce, o której piszemy, proceder ten był często stosowany, szczególnie przez wielkie rody. Transakcje tego rodzaju służyły utrwalaniu związków, sojuszy, dziedziczenia, praw do tronu itp. Nie inaczej było z Łokietkiem.

By umocnić otóż swą władzę w Polsce, którą dopiero co z rozbicia dzielnicowego pozszywał w całość, potrzebna była mu na głowie korona. W staraniach o nią pomagał mu w tym Karol Robert, pierwszy z dynastii Andegawenów król Węgier, który na tronie w Budapeszcie zasiadł w roku 1310. Musiał Łokietkowi pomagać skutecznie pewnie też dlatego, że otrzymał obietnicę iż z chwilą gdy na głowie Łokietka spocznie korona, w ramionach Karola Roberta spocznie starsza córka polskiego już wtedy monarchy, czyli Elżbieta. Młodsza, Kunegunda, nie miała tego szczęścia, a pierworodny Kazimierz był przeznaczony do celów najwyższych, czyli uczynienia z Polski potęgi, co mu się, jako Kazimierzowi Wielkiemu, absolutnie udało.

No więc Władysław Łokietek został królem Polski w roku 1320, a jego córka w tymże samym roku królową Węgier. Miała wtedy 15 lat, czyli tyle, co kończąca dziś gimnazjum nastolatka. Karol Robert było o 17 lat starszy i 22 lata po poślubieniu Elżbiety zmarł. Młodo, bo miał raptem 54 lata. Wcześniej jednak, bo sześć lat po ślubie, na świat przyszło dziecko Elżbiety i Karola Roberta, któremu nadano imię Ludwik. I był to tenże sam Ludwik, który potem zasiadł na polskim tronie jako Ludwik Węgierski, a po swej śmierci pozostawił na nim swa córkę Jadwigę, którą był spłodził ze swoją drugą żoną, Elżbietą Bośniaczką. Ale wracajmy na Węgry…

Po śmierci Karola Roberta licząca sobie wtedy 37 lat wdowa Elżbieta wzięła władzę w swoje ręce, mimo że syn Ludwik miał już 16 lat i oficjalnie został królem Węgier. Elżbieta wyszła zapewne z założenia, że na sprawowaniu władzy zna się lepiej od syna, czego zresztą dowiodła za życia męża, którego zastępowała, a może nawet wyręczała w codziennym utrzymywaniu ładu, porządku i praw w państwie. Ludwik, zwany później Wielkim, nie kłócił się z matką o faktyczną władzę, bo pewnie wiedział, że przy jej boku pobiera znakomite nauki na czym władztwo polega. W swoim królestwie Elżbieta rządziła twardą, acz sprawiedliwą ręką, kontrolowała węgierską dyplomację, utrzymywała osobiste kontakty z papieżem, włoską rodziną zmarłego Karola Roberta, no i oczywiście z sąsiadami. Węgry były wtedy potężnym państwem i wszędzie wiedziano, kto de facto w tym kraju rządzi i z kim należy się liczyć. I raczej nie powinno się zadzierać. A jeśli już się zadarło, to trzeba było ponosić surowe tego konsekwencje.

Gdy Elżbieta wybrała się w drogę do Italii, której celem była wizyta u papieża, zabrała ze sobą pięć ton złota i nieco więcej srebra. To wcale nie był, jak mówili jej dworzanie, cały majątek królestwa, a jedynie „drobne” na wydatki na wikt i opierunek dworu, który ze sobą zabrała. Władca potężnej wówczas Francji musiałby gromadzić taki majątek przez co najmniej rok, a Polski prze pięć-sześć lat. Złoto i srebro pozwoliły Elżbiecie dogadać się z papieżem Klemensem VI co do usadzenia na tronie Neapolu jej syna Andrzeja, ale… Tuż przed koronacją Andrzej poniósł śmierć w zamachu, w którego zorganizowaniu maczała ręce jego przyszła żona i paru jeszcze książąt Neapolu, a także… sam papież. Elżbieta postanowiła oczywiście pomścić śmierć syna, ale gdy papież odmówił wydania jej bezpośrednich sprawców mordu, zagroziła zerwaniem przyjaznych więzów z Piotrową stolicą. I… na wyprawę do Napolu wyrychtowała swojego drugiego syna Ludwika, który w ekspresowym tempie zdobył Neapol i ciupasem odesłał mamusi sprawców mordu z książęcymi tytułami. Historia nie podaje, co Elżbieta z nimi poczyniła, aczkolwiek sądzić należy, że dni i godziny ich ostatnie do najprzyjemniejszych w ich życiu z pewnością nie należały. Ludwik pewnie podporządkowałby sobie królestwo Neapolu na dłużej, gdyby nie musiał zeń uciekać w obawie, aby nie dopadła go „czarna śmierć”, której epidemia wybuchła wtedy pod Wezuwiuszem. Węgry pod panowaniem Elżbiety i jej syna Ludwika były tak potężne, że nawet panujący nad handlem na całym Morzy Śródziemnym Wenecjanie słali do niej przymilne poselstwa zabiegając o względy.

To już było po tym, gdy na polecenie Elżbiety Ludwik przeprowadził błyskawiczną wyprawę przeciw Wenecjanom, uwolnił spod ich panowania Dalmację i podarował ją mamusi. W połowie XIV wieku papież (wtedy już Innocenty VI) poprosił Elżbietę o mediację w sporze między Karolem IV (królem Czech i dopiero co koronowanym cesarzem rzymskim) a Habsburgiem Albrechtem Kulawym. Łokietkówna doprowadziła do wygaszenia zatargu, ale gdy jakiś czas później otrzymała od swoich agentów informacje, że Karol zaczął knuć z jej wrogami, by przywrócić Dalmację Wenecjanom, rozpoczęła antycesarski lobbing. Do znaczących władców ówczesnej Europy, którzy nie darzyli estymą Karola IV, zaczęła słać wcale nie tajne epistoły z zapytaniem, czy aby przypadkiem nie nadszedł czas, by zdjąć ze skroni Karola cesarskiej korony, która najwyraźniej mu ciąży i nałożyć ją na skronie kogoś innego. Zestrachany Karol doszedł szybko do wniosku, że zadarł jednak za wysoko, że skórka nie za bardzo warta jest wyprawki i zaprzestał przeciwko Elżbiecie knowań wszelakich.

Elżbieta dożyła 75 roku życia. Zmarła w roku 1380 w Budapeszcie odchodząc w zaświaty, gdy jej syn Ludwik, po bracie jej Kazimierzu, był już od 10 lat królem także Polski.

 

Andrzej Fliss